Ceny w g

discountDziś trochę o cenach i vacie. W związku z podwyżkami vatu, wiele firm miało ciężki orzech do zgryzienia – podnieść ceny, czy dumnie ogłosić, że “mamy bata na vata” (hasło sam wymyśliłem, jak się podoba to odstąpie za darmo:). Sposób podejścia do ogólnonarodowych wydarzeń również kreuje wizerunek firm. Zwłaszcza, gdy wydarzenie to dotyka każdego Polaka.

Ci co wzięli podwyżkę na siebie byli wygrani. Non stop wałkowane przez Media Markt “ceny bez VAT-u” sprawiło, że w społeczeństwie wykiełkowała wizja, że można kupować coś bez podatku (jakkolwiek idiotycznie to brzmi i jakkolwiek nierealne to jest). Idąc za ciosem, marketingową konwersację można oprzeć w aktualnej sytuacji o to, że się vat wzięło na siebie.

Dużo większym wyzwaniem jest jednak zakomunikowanie, że te ceny wzrosły. W tej materii trzeba działać rozważnie, ale kilka sposobów na posmutniałych klientów można znaleźć:

- podkreślanie, że ceny netto wciąż są te same

- równoważenie podwyżek obietnicą poprawy jednej ze sfer działania firmy, np. lepszą obsługą klienta, szerszym asortymentem, szybszą dostępnością towaru, darmową usługą w pakiecie itp. (oczywiście nie mogą to być propozycje, które powodują większe wydatki, jak np. dłuższy czas otwarcia sklepu – kreowanie wizerunku musi iść w parze z interesem ekonomicznym firmy)

- w niektórych branżach i wśród niektórych grup odbiorców, myślę, że dobrze byłaby odebrana jakaś forma buntu, tzn. “podnosimy ceny, ale przez straszny rząd i w ogóle to się nie godzimy na to i protestujemy”

- na bazie powyższego przyszedł mi do głowy pomysł, by ogłaszać, że firma zbiera podpisy pod protestem przeciwko podwyżce vatu – każdy kto przyjdzie i złoży podpis, otrzyma 1% rabatu, a korzyści dla firmy są ewidentne: wizerunek firmy, która wspiera zwykłych ludzi w walce o lepsze jutro (plus większe obroty dzięki ściągnięciu klientów do firmy)

- takich eventów można wymyśleć więcej, np. zaprosić studentów do napisania dlaczego ceny nie mogą wzrosnąć i jak to wpłynie na ich życie – najciekawsze prace zostaną nagrodzone zakupami z starymi stawkami VAT

Na koniec jeszcze o samych cenach – już bez vatu w tle. Moja żona otworzyła firmę – z tej okazji dostała z Makro i Selgrosa kupony o wartości 50zł. Zrobiła zakupy i prawdopodobnie więcej tam nie wróci. Obie sieci reklamują się jako hurtownie i każą kupować produkty w opakowaniach zbiorczych. Tymczasem ceny mają często wyższe niż normalne ceny (o promocjach nie wspominając!) np, w Realu, w którym kupujemy ze względu na Payback.

W materii, którą omawiam na tym blogu nie ma nic gorszego niż świadome kreowanie wizerunku i postępowanie wbrew temu wizerunkowi. Kupowanie wielu sztuk na raz nie jest korzyścią dla klienta hurtowni. Jest nią niska cena. To jedyny cel, dla którego korzysta się z hurtowni. W sytuacji, gdy hurtownia nie dba o poziom cen, nie pomoże jej nawet płacenie klientom za przyjazd. W Polsce jest 3 miliony firm – możliwe zatem, że obie sieci wydały po 3 miliony 50-złotowych kuponów rabatowych. Byłoby chyba to najgorzej wydane 300 milionów złotych w polskim biznesie.

Tags:

Bez komentarzy

Prawy wizerunek lewych transmisji

tv

Zanim stałem się szczęśliwym posiadaczem Canal +, zdarzało mi się wchodzić na strony, na których w formie video prezentowane były mecze na żywo. Nie wiem, jak to się technicznie odbywa, w każdym razie jeden pan z drugim puszczają w eter transmisje wydarzeń sportowych. Wydaje mi się, że ktoś w łańcuszku ludzi w tym uczestniczących łamie prawo - z drugiej strony, skoro to działa, a duże stacje TV nie robią publicznej nagonki, to może jest to legalne.

Niemniej jednak osoba, która zamieszcza na stronie taką transmisję, nieodzownie zamieszcza też prośbę o datek. Czyli mamy kogoś, kto pośredniczy  w szemranym interesie, jest anonimowy i chce od nas pieniądze. Czy te pieniądze zdobędzie, zależy głównie od tego, jaki stworzy wizerunek.

Obejrzałem sobie takich stron ok. 10. Prawie żadna nie wzbudza zaufania. Wizerunkowo wybija się tutaj pl-sport.tv. Już sama domena pokazuje, że  ma się do czynienia z inną stroną. Adresy konkurencji oparte są często na wieloczłonowych nazwach w mało znanych, darmowych domenach.

W sekcji poświęconej opłatom jest wyjaśnione, jakie są miesięczne koszty transmisji, a także ile kosztuje dany rodzaj smsa, którym można zasilić kasę młodego przedsiębiorcy. Że jest to biznes, nie mam wątpliwości. Podane koszty są zbyt małe na serwer dedykowany, a zbyt duże na serwer wirtualny. Nie każdy odbiorca strony to wie, więc przy odpowiednio stworzonym wizerunku, promotor lewych transmisji może mieć wzięcie.

Przy liście numerów na jakie trzeba wysyłać smsy, powinien znaleźć się odnośnik do jakiejś neutralnej i poważanej strony, na której potwierdzone jest, że taki a taki numer wiąże się z taką a taką opłatą. Po wielu powszechnie znanych historiach, istnieje w społeczeństwie duża obawa przed wysyłaniem smsów na nieznane numery.

Ale to właściwie jedyny poważny zarzut do wizerunku pl-sport.tv. Co należy pochwalić? Na górze strony znajduje się kolaż sportowych motywów (czyli ktoś się postarał nadać stronie półprofesjonalny charakter), a treścią strony oprócz playera video jest program tv i narzędzie wizerunkowe: boks “Lubię to” z Facebooka. A na Facebooku ponad 1300 fanów - to najlepiej świadczy o tym, że z pomocą tych prostych działań wizerunkowych, strona wzbudziła zaufanie.

Tags: ,

Bez komentarzy

E-wizerunek - reaktywacja i b

zywotbrianaPodczas nieaktywności bloga, zdarzało mi się mieć ciekawy temat, jednak nie publikowałem go, gdyż wymagałoby to oficjalnego uruchomienia i zmuszenia się do regularnego pisania, a na to nie miałem czasu. Teraz tego czasu mam więcej - postanowiłem więc wrócić do pisania. Nie narzucę sobie jednak żadnego reżimu. Będę pisał kiedy będę miał ochotę i “wizerunkowe” spostrzeżenie na temat otaczającej nas  rzeczywistości. Po cichu ogłaszam zatem reaktywację.

Przeczytałem dziś depeszę PAP o możliwej zmianie nazwy Polska jest najważniejsza - nowej rucho-partii Kluzik-Rostkowskiej. Rozłamowcy z PIS chcą skrócić nazwę do Polska najważniejsza. Ten ruch wydaje mi się bardzo rozsądny i to z dwóch powodów. Po pierwsze, nowopowstałe partie, które nie mogą liczyć na poparcie znacznej części społeczeństwa (przynajmniej na początku), powinny mieć jak najprostsze nazwy. Na pewno wielu z nas nie raz się zastanawiało, czy obecną nazwę wymawia się PJN, czy JPN (a słyszałem jeszcze inne twory z tych trzech liter). To nie sprzyja tworzeniu silnego i spójnego wizerunku, gdyż ten buduje się od nazwy. Jeśli nazwa budzi wątpliwości, wszystko co posiadacz tej nazwy robi, będzie budzić wątpliwości. Nie będzie traktowany jako silny gracz, a wiemy, jak takie postrzeganie jest ważne w polityce - gdy nasz faworyt jest skazany na porażkę, często oddajemy głos na kogoś innego, kto ma większe szanse. Skrócenie tej nazwy do Polska najważniejsza, sprawia, że marka ta łatwiej zapadnie w pamięć i stworzy solidną podstawę do tworzenia wizerunku partii.

Myślę też, że spór o obecną nazwę z stowarzyszeniem bliskim Kaczyńskiemu, również nie wychodzi PJN na dobre. Darmowa reklama w mediach jest nie do przecenienia, ale pamiętajmy, że w polityce niekoniecznie sprawdza się powiedzenie “nieważne, co o mnie mówią, ważne, by mówili”.

W kontekście nazwy partii i przeobrażeń na polskiej scenie politycznej, należy pamiętać o Palikocie. Według mnie wnosi on do polityki postulaty, na które nie odważają się inni, a są to - wydawałoby się oczywiste - postulaty o to, by państwo było rządzone racjonalnie, by to rozum był wyznacznikiem poczynań rządu i polskiego ustawodawstwa. W tym kontekście, nazwa, którą pierwotnie wybrał Palikot (Nowoczesna Polska), była bardzo dobrym pomysłem. Tutaj podobnie jak w przypadku PJN, skończyło się sporem, gdyż nazwa była już zarejestrowana. Palikot wymyślił zatem Ruch Poparcia Palikota, czym wg mnie strzelił sobie podwójnego samobója. Po pierwsze, ktoś kto każe kierować się rozumem, kto krytykuje wodzowski styl uprawiania polityki Kaczyńskiego, nie może nazywać podobnej inicjatywy swoim nazwiskiem. To sprzeczne z głoszonymi przez siebie poglądami. I nieważne, jak wielką markę wyrobił dla swojego nazwiska.

Po drugie, to fatalnie wygląda, gdy ktoś zaczyna promować markę Nowoczesna Polska, po czym zmienia nazwę na kompletnie inną, w której nawet jedno słowo nie pokrywa się ze starą nazwą. To daje wrażenie niestabilności. A wystarczyło nazwać swój ruch Polska nowoczesna. Nie byłoby konfliktu z istniejącą fundacją, a zmiana nazwy byłaby właściwie drobnym liftingiem.

Palikot wciąż ma szansę na taką nazwę, gdyż ruch poparcia to jeszcze nie partia. Problematyczne jest jednak to, że Palikot po okresie przyswajania nazwy Ruch poparcia Palikota, znów zmieniłby ją o 180 stopni. Ten problem to jednak pikuś w porównaniu z innym - związanym z opisywanym wcześniej PJN. Gdy Kluzik-Rostkowska zdecyduje się na zmianę, powstanie twór o nazwie PN, a historia dużej polityki nie zna jeszcze przypadku, by dwie partie miały takie same nazwy. Czy po skrót PN odbędzie się wyścig, zobaczymy już niebawem.

PS. Jako, że zbliża się Nowy Rok, życzę nowym i powracającym czytelnikom dużo humoru oraz dystansu do świata i samych siebie. Co łączy dzisiejszy wpis i te życzenia? Tylko jedno - jeśli ktoś jeszcze nie widział kłótni o nazwę partii w “Żywocie Briana”, wystarczy tu kliknąć i nadrobić zaległości:)

Tags: ,

1 komentarz

Tymczasowe (mam nadziej) zawieszenie

Witam wszystkich czytelników niniejszego bloga.

Niestety w związku z bardzo dużą liczbą obowiązków, do których dołączył nowy projekt biznesowy, nie jestem w stanie kontynuować wpisów na tej stronie. Być może za kilka miesięcy sytuacja się zmieni - do tego czasu nic się tutaj nie pojawi.

Przy okazji serdecznie dziękuję tym kilku tysiącom osób, które w ciągu ostatniego roku zechciały odwiedzić to miejsce.

Bez komentarzy

Mit, mier i wizerunek

zalobaNa wstępie zaznaczę, że mam świadomość, iż to co się stało w Smoleńsku to wielka tragedia, nie tylko prawie setki ludzi, którzy zginęli, ale też - a nawet przede wszystkim - ich rodzin. Jest mi smutno z tego powodu i wysyłam im szczere wyrazy współczucia.

Jednakowoż nie zgadzam się z tezą, by stała się wielka tragedia dla narodu polskiego, porównywana z Potopem Szwedzkim, okupacją, czy śmiercią Jana Pawła II, jak wiele osób sądzi. Nawet przy zachowaniu dla siebie opinii o wielu politykach, których od wczoraj nie ma już na tym świecie, można obiektywnie stwierdzić, że nie byli oni politykami niezastąpionymi. O ile się orientuję, podobnie zresztą wygląda sprawa z żołnierzami.

Nazywanie się narodem wybranym (jakże egoistyczne przy tragediach XX wieku, których miejscem była nie tylko Polska) jest bardzo popularne w takich momentach. Bardzo łatwo też na tej wizji świata tworzyć sobie applauz. Robią to media, robią to też politycy, którzy nie chcą stracić momentu na uciułanie kilku politycznych punktów. Piszę o tym, gdyż mam przeczucie, że kilka osób zacznie kreować swój wizerunek w oparciu o tę tragedię.

Niewykluczony jest taki scenariusz, że kandydatem na Prezydenta RP z ramienia PIS-u, zostanie Zbigniew Ziobro. Jego aparycja predestynuje go do bycia dobrym kandydatem (przypominam, że ludzi oceniamy najpierw po wyglądzie!). Jeśli do tego dołoży ton kontynuacji polityki “tragicznie zmarłego, wielkiego wodza Lecha Kaczyńskiego”, będzie miał dużą szansę zwyciężyć w wyborach.

Śmierć idealizuje. Nadaje boskości. Zaciera ciemne strony. A śmierć w historycznym momencie i historycznym miejscu, mnoży te czynniki kilkakrotnie. Z wizerunkowego punktu widzenia, z tym właśnie mamy do czynienia obecnie.

Ofiary wczorajszego wypadku są mitologizowane. Są one kontynuatorami wielkiej walki o wolną Polskę tych, którzy zginęli w Katyniu 70 lat temu. A przecież są to ci sami ludzie, którzy jeszcze przedwczoraj byli uznawani za fajtłapowatych, jak Lech Kaczyński (Prezydent RP), za nie mających pojęcia o swojej pracy, jak Sławomir Skrzypek (Prezes NBP), za niezrównoważonych w swych działaniach, jak Janusz Kochanowski (Rzecznik Praw Człowieka), czy za przedkładających swoją prywatę nad dobro kraju, jak Przemysław Gosiewski (poseł PIS).

Herosów tych mitologizuje się do tego stopnia, że mało kto chce dopuścić do siebie taką myśl, iż pilot rozbił samolot, gdyż rozkaz lądowania przyszedł z samej góry, bo nie było czasu na inne manewry, bo cała ta wyprawa była taka, jak wiele działań kierowanych przez głowę państwa - nieprzygotowana.

Oczywiście zmarłym ten bohaterski wizerunek nic nie da. Znajdą się jednak tacy, którzy na tych zmarłych zbiją kapitał. Z ogromną przykrością stwierdzam, że stanie się to już niedługo.

Płyty Michaela Jacksona po jego śmierci sprzedają się wyśmienicie. Nawet utwór “This is it” - bardzo przeciętny, jak na standardy wyznaczone przez króla popu - dotarł na szczyty list przebojów. Tak samo świetnie będzie sprzedawał się mit o tragicznych herosach, którzy zginęli wczoraj w wypadku samolotowym, niczym bohaterowie Katynia w 1940 roku.

PS. Przy całym smutku tej tragedii, wart docenienia jest fakt, że wczorajsze wydarzenia spowodowały lawinę wsparcia od wielu krajów. Nie darzący nas sympatią Litwini, odlegli geograficznie Brazylijczycy i przede wszystkim trudni w sąsiedzkim współżyciu Rosjanie, ogłosili żałoby narodowe. Wierzę, że nie bez znaczenia dla tej ilości ciepła, jakie otrzymujemy, było ocieplenie wizerunku Polski poprzez działania aktualnego rządu w obszarze polityki zagranicznej. Warto było.

Tags: ,

2 komentarzy

Panoramy wirtualne i obrotowce

apostolski-panoramaRozważając o tworzeniu wizerunku w Internecie na pewno należy wziąć pod lupę trend już nie nowy, ale ostatnio - ze względu na szybko rosnącą prędkość łącz - popularniejszy. Mianowicie wirtualne panoramy.

Z pojęciem tym związanych jest kilka sposobów prezentacji. Najprostszym jest tzw. obrotowiec, czyli produkt, który użytkownik na ekranie może obracać - zazwyczaj w jednej płaszczyźnie, ale przy bardziej skomplikowanych realizacjach, również w wielu płaszczyznach. Typową wirtualną prezentacją jest możliwość dowolnego obracania się (rozglądania) po wnętrzu pomieszczenia, wraz z przybliżaniem i oddalaniem. Najbardziej zaawansowaną prezentacją jest wirtualna wycieczka, która złożona jest z wielu wirtualnych panoram, a także posiada bardziej lub mniej rozbudowany interfejs nawigacyjny.

Obrotowiec jest dedykowany produktom i można go wykonać na dowolnej wielkości produkcie, który da się przenieść i obracać. Mniejsze produkty robi się poprzez specjalne fotografowanie. Większe można zeskanować w technologii 3d - trwa to o wiele dłużej i jest wielokrotnie droższe. Z tego co się orientuję to skaner 3d jest w Polsce jeden i mam do niego dostęp, gdyby ktoś był zainteresowany.

Wirtualne panoramy i wycieczki służą z kolei pomieszczeniom (wskazane dla hoteli - przykład), ew. wyposażeniom wnętrz (wskazane dla producentów mebli - przykład). Do ich zrobienia również niezbędny jest dobry fotograf.

Tyle tytułem koniecznego wstępu. Warto się zastanowić po co bawić się w te wirtualne bajery. Powodów jest kilka:

1. Głód wiedzy
Konsument w obecnych czasach dużo wie. Wie też, że może dużo się dowiedzieć. Dlatego oczekuje jak najdokładniejszej wiedzy na temat produktu/usługi. Walkę o klienta wygrywają ci, którzy najdokładniej go informują. Ci którzy pokażą mu najdrobniejszy szczegół produktu.

2. Próbka gratis
Wiele produktów, czy usług posiada funkcjonalność testową. Nazywamy to demem, trialem, okresem próbnym itp. Konsumenci oczekują, że mogą produkt/usługę przetestować przed kupnem. Wirtualna panorama, czy obrotowiec wpisują się w tę rolę.

3. Bycie na czasie
W erze nowych technologii, duże grono odbiorców docenia, jeśli firma korzysta z nowych technologii. Część z tych konsumentów wręcz uważa, że skorzysta z oferty wyłącznie takich firm, które wyróżniają się na rynku. Firmy, które stosują wirtualne technologie mają przewagę nad tymi, które ich nie stosują. Przewagę w walce o klienta.

Oczywiście nie jest tak, że wstawiając panoramę, czy obrotowca, efekt mamy murowany. Od jednego z hoteli, dla których robiliśmy panoramy, dostałem informację, że mają z nimi problem. Zostały tak dobrze zrobione (w sensie, tak ładnie wyglądają pomieszczenia, które fotografowaliśmy), że potem jak klient przyjeżdża do hotelu, to jest rozczarowany, że na żywo nie wygląda to tak ładnie. Innym problemem jest, że nie każdy ma zainstalowaną Javę na komputerze i nie zamierza jej instalować - wówczas panoram zrobionych w tej technologii użytkownik nie obejrzy. Z tego na przykład powodu, panoramy, które robiliśmy kilka lat temu w Javie, w tym momencie przerabiamy na flashowe, które robimy od dwóch lat - tę technologię ma na komputerach 99% użytkowników, a i przeglądarki w telefonach komórkowych coraz lepiej radzą sobie z Flashem. Problemem dla niektórych użytkowników może też być prędkość łącza - przy wolnym łączu panorama wczytuje się długo, a obrotowiec nie działa płynnie, a do tego spowalnia działanie całej strony.

Przy powyższych niedogodnościach, wciąż jednak zalety zdecydowanie wysuwają się na pierwszy plan. Wirtualizm to trend obowiązujący już od czasów filmów z lat 90-ych, gdzie po założeniu specjalnych okularów, bohaterowie przenosili się w inny świat. Ludzie chcą doznawać w 3d, chcą widzieć to, czego nie mogą zobaczyć. Panoramy wirtualne spełniają te oczekiwania. Dlatego właśnie sklepy internetowe, które w opisie produktu dają obrotowca, częściej ten produkt sprzedają. Dlatego właśnie mieszkania na sprzedaż, którym towarzyszy wirtualna panorama w Internecie, sprzedają się dużo szybciej niż poprzez pośrednika. I bez jego marży.

Tags: , ,

Bez komentarzy

Kinder-prezydent

szmajaWystartowała strona kandydata na Prezydenta RP - Jerzego Szmajdzińskiego. O dziwo, pod innym adresem, niż pierwotnie planowano - www.szmajaok.pl. Na szczęście (dla siebie) wypromowany adres superszmaja.pl został odpowiednio przekierowany i dorobek tego adresu nie został zmarnowany.

Być może na taki ruch wpływ miał fakt, że powstała również antystrona www.superszmaja.com i Szmajdziński chciał uniknąć napędzania sobie negatywnego elektoratu.

A jeśli chodzi o samą stronę, to mam wrażenie, że nie wykorzystano potencjału pomysłu. Po pierwsze, grafika celuje wręcz w grupę, która na oddawanie głosów jest jeszcze zbyt młoda. Po drugie, wydaje mi się, że pomylono humor z ośmieszaniem się. Po wejściu na stronę, zamiast newsa o tym, że strona w końcu ruszyła, że ma takie i takie atrakcje, wita nas informacja o konkursie na karykaturę Szmajdzińskiego. Mam wrażenie, że wszystko co Szmajdziński ma do zaoferowania jako prezydent to błaznowanie i karykaturowanie samego siebie.

W czterech rogach strony postawiono Szmajdzińskiego, który prezentowany jest w postaci lotnika, tenisty, rycerza i niedźwiedzia. Nic jednak z tego nie wynika. Oczekiwałem, że po kliknięciu, pojawi się jakieś wytłumaczenie, skąd te postaci. Tymczasem nie dzieje się kompletnie nic.

W dziale multimedia też nie jest najlepiej. Duże pochwały należą się za pomysł wstawiania filmów, które nie są typowymi politycznymi nawalankami. Skoro strona ma być lekka to i filmy na niej zawarte też. Niestety film, który znajduje się na stronie prezentuje Szmajdzińskiego z gimnazjalistkami, które nie mogą na niego głosować. Jeszcze gorzej jest jak się wejdzie na gry. Jest tam jedna gra - typu memory. Po ukończeniu jej nie ma żadnej światłej myśli przyszłego kandydata na prezydenta, żadnych gratulacji od Super Szmaji - nic. Po co więc było eksploatować ten pomysł? By pokazać gębę Szmajdzińskiego na kilkunastu kartach? Były już kiedyś takie dowcipy z serii “otwieram gazetę - polityk X, włączam telewizor - polityk X - aż boję się otworzyć lodówkę…”. Przesada nigdy nie jest dobra.

Serwis jest, przepraszam za słowo, niedorobiony. Ktoś miał dobry pomysł, ale wyszła z tego nieprzemyślana strona, skierowana nie do tej grupy docelowej co trzeba. Zamiast tworzyć wizerunek odpowiedzialnego, ale przyjemnego prezydenta, na luzie, bez nadymania się, pokazuje niedźwiadka - na maskotkę dla gimnazjalistek z filmu się nadaje, na Prezydenta RP absolutnie nie.

Tags: , , ,

Bez komentarzy

Piowanie gazi, na kt

pilowanieTo był weekend, w którym zdziwiło mnie kilka rzeczy. Po pierwsze, kliknąłem w reklamę home.pl zachęcającą do stworzenia za darmo strony www. Dowiedziałem się, że home.pl świadomie nie obsługuje przeglądarki Opera i nie mogę poznać ich oferty. To bardzo dziwne przeoczenie specjalistów od e-wizerunku hostingowego lidera. O działaniach marketingowych tej firmy można mówić w samych superlatywach, a tu taki klops.

Drugie zdziwienie jakie mnie ogarnęło, to uczucie po wejściu na stronę internetowę Arcadia Residence w Pradze. Przybytek ten zdobył czołowe miejsca w kilku kategoriach konkursu Tripadvisor.com na najlepsze hotele świata. Strona jest zrobiona 5 lat temu i do bólu prosta. Dziw bierze, że Prażanie nie wyczuli potencjału miejsca pod kątem zaprezentowania go na stronie www, zwłaszcza, że konkurencja, która zdobyła największe laury (również z Pragi) wie, jak działać na polu internetu: www.goldenwell.cz.

To jednak nic w porównaniu z zdziwieniem - hmm… szokiem właściwie - jaki przeżyłem po zachowaniu przedstawicieli serwisu społecznościowego GoldenLine.pl. W serwisie tym obecny jest niejaki Peter Calka, którego celem jest obrażanie wszystkich wokół. Ma na swoim koncie obraźliwe sformułowania pod adresem wielu osób na GoldenLine  - trafiło niestety i na mnie.

Zgłosiłem sprawę do GoldenLine oficjalnie. Potem do Arvinda Juneji, który - jak twierdzi - zajmuje się rozwijaniem społeczności GoldenLine. Potem zgłaszałem to przez formularz. Potem skierowałem się do rzecznika firmy z prośbą o wytłumacznie, dlaczego GoldenLine sprzyja łamaniu prawa. Za każdym razem, nie otrzymałem odpowiedzi. Nie ma żadnej logicznej przesłanki dlaczego tak się stało. W świecie biznesu oficjalne przyzwolenie na łamanie prawa, sprawia, że firma, która go udziela staje się niewiarygodna. To nie jest tak, że jestem sam i czuję się pokrzywdzony. Mam kontakt z innymi osobami, które mają podobny problem - są notorycznie obrażani przez Petera Calka. GoldenLine jednak nie reaguje w żaden sposób. Już sam fakt, że z serwisu robi się śmietnik, powinien dać włodarzom wiele do myślenia.

W międzyczasie na rynku polskim bardzo mocno zaatakował Facebook. Biorąc pod uwagę, że GoldenLine nie ma żadnej realnej przewagi nad Facebookiem, jedynym czynnikiem w jakim mógł czuć się zwycięzcą, było odpowiednie podejscie do klienta, którego nie mógłby zaoferować globalny moloch (na zasadzie: jesteśmy w Polsce, bliżej użytkowników, a zatem szybciej i lepiej możemy reagować na ich potrzeby). Tymczasem GoldenLine w ogóle nie jest zainteresowane tym, żeby serwis trzymał odpowiedni poziom, a co gorsza, nie jest zainteresowane jakimokolwiek kontaktem z klientem. Czy GoldenLine - pierwszy polski, profesjonalny serwis społecznościowy dla biznesu - się wykończy (czyli straci ruch na stronie)? Według mnie tak. Najdziwniejsze jest jednak to, że przyłoży do tego rękę nie tylko Facebook, który świetnie odpowiada na zapotrzebowanie klientów, ale przede wszystkim sam GoldenLine, który tych klientów ma głęboko gdzieś.

Tags: ,

3 komentarzy

Wizerunex, wizerunekpol, wizeruneo, wizerunkowski

erkaPo obejrzeniu telewizyjnej reklamy firmy Aviva, zacząłem się zastanawiać nad tą nazwą. Co za nią stoi, czy jest dobra i dlaczego taka. Przyznam, że nie wysilałem się nad tym zbytnio, ale dało to moim komórkom assumpt do przetworzenia innego zagadnienia: obrotu nazw w biznesie.

Rozważania podjąłem oczywiście pod kątem naszego rodzimego rynku. Coraz trudniej jest wymyśleć dla tworzonej marki jakąś unikatową nazwę, która jednocześnie będzie możliwa do wymówienia. Powstaje tak wiele firm, produktów, usług, że zasób nazw się niesamowicie kurczy, a jednocześnie powtarzanie (nadawanie sobie) tych nazw przez różne podmioty stało się bardzo utrudnione. Nie mieliśmy takiej sytuacji jeszcze nigdy w historii. Dzieje się tak głównie z trzech powodów:

1. Gdy sukces na rynku zależy od prezentacji w Internecie (a tak jest w XXI w.), niezwykle ważne jest, by posiadać dobrą domenę na stronę www. A dana domena może być tylko jedna. Nadawanie tych samych nazw mija się z celem, gdyż koniec końców największym beneficjentem i tak będzie ten, kto będzie miał domenę z końcówką .pl.

2. W dobie rozwiniętego prawa, każda nazwa może zostać zastrzeżona dla danego obszaru działalności, a to uniemożliwia powielenie jej (w danym obszarze działalności).

3. Mimo, że ulegamy kulturze masowej, żyjemy ze świadomością, że sukces może osiągnąć to co unikatowe i wyjątkowe. Sami chcemy tacy być. Przy takiej ideologii nie ma miejsca na powtarzalność nazw.

Co można zrobić, by nazwa była dobra i unikatowa? Różne rzeczy. Można próbować z innymi językami (np. Finamo - można odczytać jako skrót z włoskiego, tudzież łaciny - kocham pieniądze). Można tworzyć nazwy łączać dwa wyrazy (np. Ogrody natury, Złote tarasy). Można w końcu bawić się końcówkami nazw.

W czasach minionego ustroju (a także zaraz po jego upadku) nadawane w Polsce nazwy najczęściej kończyły się na “ex” lub “pol”. Dzisiaj nazwy te budzą uśmiech na twarzy, przywołują obraz starej firmy, która ma najprawdopodobniej starszą kadrę, starsze zwyczaje i niekoniecznie potrafi się dostosować do oczekiwań klientów (co może być mylne, bo skoro firma działa tyle lat, to należą się tylko ukłony). Dorobiliśmy się zatem innej końcówki: “eo” (np. Ceneo, Oponeo). Nie wiem, czy stało się tak w wyniku jakiejś zbiorowej alergii na PRL-owskie nazwy, czy po prostu lubimy dźwięk takiej końcówki, a może po prostu brzmi nam to tak “po zagranicznemu”, w każdym razie fakty są takie, że w praktycznie każdej branży można znaleźć firmy, których nazwy kończą się w ten sposób. Trzeba przy tym zauważyć, że są to firmy, których głównym kanałem komunikacji jest Internet.

Nie wykluczone, że będziemy za jakiś czas ochoczo wracać do reliktów PRL-u i znów zapanuje moda na nazwy kończące się na “ex”, czy “pol”. W końcu w modzie, czy sztuce użytkowej aktualnie panuje kult vintage, a i w innych dziedzinach życia można zaobserwować następujące po sobie cykle, które na przestrzeni dłuższego okresu, inspirują się nawzajem, albo wręcz powtarzają się.

Może stać się tak też dlatego, że najzwyczajniej zabraknie już nazw. W dobie rozwiniętej ochrony znaków towarowych, nie można w nieskończoność nadawać tych samych nazw różnym firmom. Z kolei nikt nie chce obecnie nazywać firm, jak za komuny. Firmy te kiedyś padną i zrobi się dość duża grupa wolnych nazw do wzięcia.

Nie przewiduję natomiast byśmy mieli być świadkami powrotu do nazw, które obowiązywały jeszcze przed komuną. Wówczas firmy brały swoje nazwy głównie od nazwisk właścicieli. W dobie firm, gdzie jest wielu właścicieli, w erze globalizacji, która narzuca łatwe do wymówienia i uniwersalne nazwy, na polskie nazwiska jest coraz mniej miejsca.

Tags:

1 komentarz

Powiedz jaki masz laptop, a powiem ci co chcesz sprzeda

donottouch1Laptop to takie zwierzę, które dla kobiet jest zbyt ciężkie (jeśli jest powyżej 10″), a dla mężczyzn zbyt niewygodne w pisaniu (jeśli jest poniżej 15″4). Do tego non stop chce jeść, a miska z prądem nie zawsze jest pod ręką. Niestety jest potrzebny, gdy idzie się na spotkanie z klientem. Pomaga zrobić prezentację, czy zanotować uwagi. Jest również narzędziem wizerunkowym. Taki pupilek dopełnia ubiór.

Jaki zatem powinien być laptop. Czy drogi, z bajerami, błyszczącą obudową z liniami papilarnymi a’la HP? Tak, jeśli nasz klient jest bogaty, a usługa/produkt, który chcemy sprzedać, najwyższej jakości. Dobry notebook symbolizuje wyższą klasę, a w takiej w końcu znajduje się klient. Może zdarzyć się nawet, że temat notebooka stanie się drugim, równorzędnym obok prezentacji oferty. Bogaty mężczyzna uwielbia rozmawiać o nowinkach technicznych. A bogata kobieta doceni piękny wygląd laptopa.

Jeśli sprzedajemy coś z kręgu low cost, na pewno nie możemy okazywać przepychu. Laptop z średniej półki to maksimum, którym można się pochwalić. Inaczej można wywrzeć wrażenie, że mamy dużo pieniędzy, a zatem za dużo zarabiamy. Oczywiście czasami trafimy na klienta, który nie ma pieniędzy, ale chciałby aspirować do życia w luksusie. Taki klient będzie zauroczony świetnym laptopem, ale będzie to ulotne - koniec końców nasza prezencja nie będzie odpowiadała prezencji osób, z którymi taki klient robi interesy na co dzień.

Bez względu na to, czy sprzedajemy drogie, czy tanie produkty/usługi, radzę, by notebook nie był wewnątrz srebrny. Kolor ten wyciera się od nadgarstków i fatalnie wygląda - w niektórych modelach już po niecałym roku. Bezpieczniej jest wybierać kolory czarny.

Na koniec wspomnę o najciekawszym aspekcie wizerunkowym laptopów: samodzielnym dostosowywaniem wyglądu za pomocą skórek. Trend ten w Polsce zaczął się 2 lata temu m.in. dzięki mojej firmie (razem z partnerem z Warszawy założyliśmy sieć sklepów w galeriach handlowych - sprzedajemy akcesoria do komputerów dla kobiet, w tym skórki na notebooki). Te 2 lata były też czasem edukacji, gdyż nie każdy wiedział do czego taka laptopowa naklejka służy. Teraz można już chyba mówić o boomie na skórki, a osób, które nie wiedzą o co chodzi prawie już nie ma.

Gdy idzemy do klienta taka skórka może nam pomóc lub zaszkodzić. Namalowany motyw może się spodobać klientowi, ale równie dobrze może go zrazić. Gdyby chciał mi coś sprzedać ktoś z laptopem z namalowanym psem, nie kupiłbym nic (nie rozumiem tej części mieszkańców naszej planety, którzy uważają psy za istoty lepsze niż człowiek, a ich motto życiowe to “pies najlepszym przyjacielem człowieka”). Z kolei, gdyby laptop tej osoby miał namalowaną ognistą gitarę, na pewno poruszyłbym temat muzyki - jeśli okazałoby się, że partner słucha rocka, jego szanse sprzedażowe rosną o 20%.

Tags: ,

Bez komentarzy