Tradycyjny polski piec

domekMiałem już odpuścić sobie temat Anglii, ale właśnie przeczytałem na Onecie o tym jak Polacy znów zaszaleli na wyspach. Otóż był sobie ładny domek, historyczny, XIX-wieczny (teraz w Anglii buduje się takie domki, jak ten po lewej). Kiedyś nawet ojciec królowej Wiktorii w nim mieszkał. Później posiadłość „występowała” w serialu Inspektor Morse. Jak widać więc domeczek co jakiś czas stawał się sławny.

Teraz rozsławiła go 15-osobowa grupa Polaków, która zamieszkała w nim w zeszłym roku. A że nie trzeba było za domek płacić to go nie szanowali i zrobili z domku ruinę. Czara goryczy jednak została przelana, gdy jak twierdzi sąsiad Polaków, „zbudowali tradycyjny polski ceglany piec na tyłach ogrodu, palili w nim i zasmrodzili całą okolicę”.

Trochę mi się chce śmiać z pewnych stereotypów (do których właśnie doszedł śmierdzący, tradycyjny polski piec), a trochę płakać, że nieustannie pracujemy na to, by te stereotypy nie zginęły.

I tak na koniec jeszcze krótka historyjka o pewnym kierowcy busa, który wiózł mnie w nocy jakieś 7 lat temu z jednego końca Nowej Huty na drugi. Jego bus był nienagannie czysty i zadbany. A służył przecież przewożeniu pijanych nastolatków. Zdawać by się mogło, że taki bus powinien być zdewastowany, zarzygany i z porozdzieranymi siedzeniami. Kierowca powiedział mi wtedy, że jest względny porządek, bo dba o auto. Dlatego, że w środku jest ładnie to jeden z drugim mają większy opór by dewastować busa. Kierowca tak dbał o wizerunek pojazdu, że ludzie lubili nim jeździć, a ja wspominam go do dziś.

Takiego kierowcy najwyraźniej zabrakło w domu zdewastowanym w Anglii przez Polaków…

Tags: ,

Brak komentarzy

Polacy, kradziee i… Borek

borek_smallJeszcze mi nie przeszło po Londynie. Parę kolejnych przemyśleń.

Kradzieże –  zwiedziłem w Londynie wiele lokali, pubów, restauracji, kawiarni. W wielu dość widoczne były informacje, by uważać na kradzieże. Gdy byłem w zwykłym pubie, zdziwiłem się. Gdy poszedłem do Starbucksa, zdziwiłem się jeszcze bardziej. Gdy jednak zobaczyłem przestrogę w dość ekskluzywnym klubie, nie mogłem uwierzyć. Ci sami Anglicy, którzy tak dbają o atmosferę, nie boją się wstawiać takich tabliczek, które sprawiają, że człowiek momentalnie staje na baczność i rozgląda się za złodziejami. Myślę, że to strzał w kolano. Wiadomo, że złodzieje są w każdym państwie i że przy notorocznym braku uwagi na swoje rzeczy, może się zdarzyć tak, że coś zginie. Po co o tym trąbić w miejscach, do których przychodzi się odpocząć, dobrze zjeść, czy orzeźwić napojem. Wydaje się duże pieniądze na wystrój, miłą obsługę, etc., a potem ucina gałąź na której się siedzi poprzez straszenie o kradzieżach.

Polacy – nie mogę wyciągać żadnych daleko idących wniosków na temat wizerunku Polaków, po zaledwie 7 dniach pobytu. Przedstawię jednak kilka sytuacji, których byłem świadkiem.

  • w samoobsługowej restauracji na Covent Garden pytają klientów skąd są (taki prikaz, by nawiązać więź z klientem, by ten poczuł, że im na nim zależy) – gdy do kasy podeszli Hiszpanie, usłyszeli pytania typu „z jakiego miasta” i pochwały „piękny kraj, piękne miasto, świetna pogoda” – gdy ja powiedziałem, że jestem z Polski, usłyszałem zdziwione „oh” i po chwili konsternacji „pracuje u nas Polka”
  • gdy widziałem tabliczkę „nie karmić ptaków” (dwukrotnie, w różnych miejscach), znajdywali się ludzie, którzy karmili gołębie – wszyscy byli Polakami
  • w muzeum filmu minąłem totalnie zagubionych ludzi – nie potrafili poruszać się zgodnie z wytycznymi muzeum – Polacy
  • w tym samym muzeum była wystawa poświęcona The Beatles – zakaz wykonywania zdjęć złamałem sam (tak, jestem Polakiem), gdyż żona bardzo chciała fotkę z oryginalnym zestawem perkusyjnym najbardziej rozpoznawalnego zespołu w historii – idziemy dalej, wchodzimy do dużego pomieszczenia, które jest kopią pokoju Sherlocka Holmesa z jednego z filmów – pokój jest oddzielony liną, by nie można było do niego wejść – nic z tego – Polacy próbują przedostać się do niego, by rozsiąść się w fotelu detektywa i zrobić zdjęcia, głośno kontestując, że i tak im nikt nic nie zrobi
  • na lotnisku zaczepia nas Polak zionący alkoholem i pyta, czy lecimy liniami „rajner” (chodziło mu zapewne o Ryan Air)

Jawi mi się taki obraz ludzi, którzy przyjechali do Anglii wyłącznie by pracować na najniższym szczeblu (w hotelu obsługę mieliśmy prawie wyłącznie polską), nie radzą sobie z językiem i przede wszystkim pewnym porządkiem jaki tam panuje. Jawią mi się ludzie, którzy nie szanują czyjejś kultury i mają się za lepszych. Dlatego właśnie nawet nie chce im się spróbować zaadoptować.

Oczywiście to tylko 7 dni i pewna wycinkowość zdarzeń. Również przypadki, które spotkałem mogły być zbiegami okoliczności. Możliwe też, że Anglicy nie postrzegają tego w ten sposób. Dlatego nie wyciągnę żadnych wniosków. Jeśli jednak więcej osób ma podobne spostrzeżenia, to chyba coś jest na rzeczy.

PS. W Polsce Peugeot 308 jest raczej autem dla facetów (przynajmniej jak sobie przypomnę to za kierownicą tych aut widzę wyłącznie mężczyzn – odwrotnie niż na przykład w Yariskach, czy Micrach). Za to w Anglii auto to jest pozycjonowane pod kobiety za pomocą kampanii drive sexy. Ot taka ciekawostka.

PS2. Zdjęcie do tego wpisu to ukłon w stronę naszego programisty Marcina Borka. Gdy zobaczyłem w jednym z lunch barów na Notting Hill,  że jedna z przekąsek nazywa się Borek, nie mogłem się powstrzymać od zrobienia zdjęcia:)

Tags: , ,

Brak komentarzy

Dzie dobry:)

ewizerunek_okladkaTworzeniem wizerunku zajmuję się od 2004 roku, kiedy efekt moich działań sprawił, że sprzedawałem w Internecie ogromne ilości monitorów. To co robiłem wówczas, opierałem wyłącznie na intuicji. Teraz, po kilku latach do intuicji doszła wiedza i doświadczenie po wielu zrealizowanych projektach e-wizerunkowych. Nie pracuję w jednej z największych agencji interaktywnych na rynku, w związku z czym nie mogę pochwalić się pracą dla największych światowych marek. To jednak nie przekreśla sukcesów jakie odniosłem w warunkach, w jakich przyszło mi działać. Sukcesy te opisałem w książce „E-wizerunek”, która 12. czerwca 2009r. ukazała się na rynku nakładem Helionu.

Jako, że książka to medium zwarte i nierozszerzalne (przynajmniej do następnego wydania), postanowiłem założyć niniejszego bloga, by pisać o zagadnieniach wizerunkowych na bieżąco.

Prowadząc kilka firm przez ostatnie lata, nie miałem czasu, by prowadzić takie przedsięwzięcie. Od niedawna jednak czasu mam więcej, dlatego pewne obserwacje procesów marketingowych i wizerunkowych, będę prowadził online.

Każdy gość jest mile widziany.  Zapraszam do lektury i rozmowy.

Tags: ,

2 komentarze