wiadomie niewiadomi - polski biznes

mebleCzasem przysłuchuję się, jak rozmawia nasz handlowiec z klientami, których chce przekonać do stworzenia strony www. Jednym z jego sposobów na zdobycie klienta jest wyszukiwanie kiepskich stron i oferowanie stworzenia nowej. Gdy dojdzie do przesłania oferty, szansę na pozyskanie klienta mamy dość dużą. Sęk w tym, że do takiej sytuacji dochodzi niezwykle rzadko. W ok. 45% przypadków trafiamy na sytuację, że potencjalny klient jest świadomy tego, że ma kiepską stronę i już zlecił agencji interaktywnej stworzenie nowej. To są klienci, którzy wiedzą, że Internet to w większości przypadków najlepsze medium do promocji, budowania wizerunku i sprzedaży. Ok. 50% potencjalnych klientów jednak kompletnie tego nie rozumie.

Rafał dzwonił w piątek do firmy posiadającej stronę stoi za firmą przedstawioną na stronie, usłyszał od pani, że na pewno wszystko jest dobrze i nie potrzebują innej firmy, gdyż “mamy serwisanta, który zajmuje się stroną”…

I to właśnie obrazuje polski biznes. Zacofanie do tego stopnia, że nawet nie dostrzega się absurdu sytuacji: ktoś zajmuje się stroną, a mimo to jest ona popsuta i nieaktualna. Nawet jeśli ów serwisant świadomie kopie dołki pod swoim pracodawcą, to przecież ktoś kto działa w biznesie nie może być tak głupi, by tego nie zauważyć nawet, gdy ktoś trzeci (w tym wypadku my) rzeczowo zwraca uwagę.

Idąc tym tropem można dojść do wniosku, że gdyby bohaterce tego tekstu ktoś zalał mieszkanie, ona pewnie taplała by się w wodzie przez lata, aż by wszystko nie zgniło, uparcie twierdząc, że nie ma problemu, bo mąż na pewno dobrze zajmuje się mieszkaniem. Nie wierzę jednak w taki scenariusz. Zacofanie, słoma z butów, brak orientacji we współczesnych technikach marketingowych, brak świadomości wpływu wizerunku na działania firmy - to tzw. “polski biznes”. Określenie, które w różnych kręgach funkcjonuje pejoratywnie i nie widać, by obraz ten miał się zmienić. Może nowe pokolenie zmieni sytuację.

Tags: , ,

Brak komentarzy

Tradycyjny polski piec

domekMiałem już odpuścić sobie temat Anglii, ale właśnie przeczytałem na Onecie o tym jak Polacy znów zaszaleli na wyspach. Otóż był sobie ładny domek, historyczny, XIX-wieczny (teraz w Anglii buduje się takie domki, jak ten po lewej). Kiedyś nawet ojciec królowej Wiktorii w nim mieszkał. Później posiadłość “występowała” w serialu Inspektor Morse. Jak widać więc domeczek co jakiś czas stawał się sławny.

Teraz rozsławiła go 15-osobowa grupa Polaków, która zamieszkała w nim w zeszłym roku. A że nie trzeba było za domek płacić to go nie szanowali i zrobili z domku ruinę. Czara goryczy jednak została przelana, gdy jak twierdzi sąsiad Polaków, “zbudowali tradycyjny polski ceglany piec na tyłach ogrodu, palili w nim i zasmrodzili całą okolicę”.

Trochę mi się chce śmiać z pewnych stereotypów (do których właśnie doszedł śmierdzący, tradycyjny polski piec), a trochę płakać, że nieustannie pracujemy na to, by te stereotypy nie zginęły.

I tak na koniec jeszcze krótka historyjka o pewnym kierowcy busa, który wiózł mnie w nocy jakieś 7 lat temu z jednego końca Nowej Huty na drugi. Jego bus był nienagannie czysty i zadbany. A służył przecież przewożeniu pijanych nastolatków. Zdawać by się mogło, że taki bus powinien być zdewastowany, zarzygany i z porozdzieranymi siedzeniami. Kierowca powiedział mi wtedy, że jest względny porządek, bo dba o auto. Dlatego, że w środku jest ładnie to jeden z drugim mają większy opór by dewastować busa. Kierowca tak dbał o wizerunek pojazdu, że ludzie lubili nim jeździć, a ja wspominam go do dziś.

Takiego kierowcy najwyraźniej zabrakło w domu zdewastowanym w Anglii przez Polaków…

Tags: ,

Brak komentarzy

Polacy, kradziee i… Borek

borek_smallJeszcze mi nie przeszło po Londynie. Parę kolejnych przemyśleń.

Kradzieże -  zwiedziłem w Londynie wiele lokali, pubów, restauracji, kawiarni. W wielu dość widoczne były informacje, by uważać na kradzieże. Gdy byłem w zwykłym pubie, zdziwiłem się. Gdy poszedłem do Starbucksa, zdziwiłem się jeszcze bardziej. Gdy jednak zobaczyłem przestrogę w dość ekskluzywnym klubie, nie mogłem uwierzyć. Ci sami Anglicy, którzy tak dbają o atmosferę, nie boją się wstawiać takich tabliczek, które sprawiają, że człowiek momentalnie staje na baczność i rozgląda się za złodziejami. Myślę, że to strzał w kolano. Wiadomo, że złodzieje są w każdym państwie i że przy notorocznym braku uwagi na swoje rzeczy, może się zdarzyć tak, że coś zginie. Po co o tym trąbić w miejscach, do których przychodzi się odpocząć, dobrze zjeść, czy orzeźwić napojem. Wydaje się duże pieniądze na wystrój, miłą obsługę, etc., a potem ucina gałąź na której się siedzi poprzez straszenie o kradzieżach.

Polacy - nie mogę wyciągać żadnych daleko idących wniosków na temat wizerunku Polaków, po zaledwie 7 dniach pobytu. Przedstawię jednak kilka sytuacji, których byłem świadkiem.

  • w samoobsługowej restauracji na Covent Garden pytają klientów skąd są (taki prikaz, by nawiązać więź z klientem, by ten poczuł, że im na nim zależy) - gdy do kasy podeszli Hiszpanie, usłyszeli pytania typu “z jakiego miasta” i pochwały “piękny kraj, piękne miasto, świetna pogoda” - gdy ja powiedziałem, że jestem z Polski, usłyszałem zdziwione “oh” i po chwili konsternacji “pracuje u nas Polka”
  • gdy widziałem tabliczkę “nie karmić ptaków” (dwukrotnie, w różnych miejscach), znajdywali się ludzie, którzy karmili gołębie - wszyscy byli Polakami
  • w muzeum filmu minąłem totalnie zagubionych ludzi - nie potrafili poruszać się zgodnie z wytycznymi muzeum - Polacy
  • w tym samym muzeum była wystawa poświęcona The Beatles - zakaz wykonywania zdjęć złamałem sam (tak, jestem Polakiem), gdyż żona bardzo chciała fotkę z oryginalnym zestawem perkusyjnym najbardziej rozpoznawalnego zespołu w historii - idziemy dalej, wchodzimy do dużego pomieszczenia, które jest kopią pokoju Sherlocka Holmesa z jednego z filmów - pokój jest oddzielony liną, by nie można było do niego wejść - nic z tego - Polacy próbują przedostać się do niego, by rozsiąść się w fotelu detektywa i zrobić zdjęcia, głośno kontestując, że i tak im nikt nic nie zrobi
  • na lotnisku zaczepia nas Polak zionący alkoholem i pyta, czy lecimy liniami “rajner” (chodziło mu zapewne o Ryan Air)

Jawi mi się taki obraz ludzi, którzy przyjechali do Anglii wyłącznie by pracować na najniższym szczeblu (w hotelu obsługę mieliśmy prawie wyłącznie polską), nie radzą sobie z językiem i przede wszystkim pewnym porządkiem jaki tam panuje. Jawią mi się ludzie, którzy nie szanują czyjejś kultury i mają się za lepszych. Dlatego właśnie nawet nie chce im się spróbować zaadoptować.

Oczywiście to tylko 7 dni i pewna wycinkowość zdarzeń. Również przypadki, które spotkałem mogły być zbiegami okoliczności. Możliwe też, że Anglicy nie postrzegają tego w ten sposób. Dlatego nie wyciągnę żadnych wniosków. Jeśli jednak więcej osób ma podobne spostrzeżenia, to chyba coś jest na rzeczy.

PS. W Polsce Peugeot 308 jest raczej autem dla facetów (przynajmniej jak sobie przypomnę to za kierownicą tych aut widzę wyłącznie mężczyzn - odwrotnie niż na przykład w Yariskach, czy Micrach). Za to w Anglii auto to jest pozycjonowane pod kobiety za pomocą kampanii drive sexy. Ot taka ciekawostka.

PS2. Zdjęcie do tego wpisu to ukłon w stronę naszego programisty Marcina Borka. Gdy zobaczyłem w jednym z lunch barów na Notting Hill,  że jedna z przekąsek nazywa się Borek, nie mogłem się powstrzymać od zrobienia zdjęcia:)

Tags: , ,

Brak komentarzy

God save the queen

towerbridgeWróciłem właśnie z wakacji w Londynie. To był tydzień intensywnego zwiedzania i zachwycania się tym fantastycznym miastem. Nie brakło mi jednak czasu na obserwacje, a co za tym idzie kilka spostrzeżeń.

Pierwsza rzecz, która mnie uderzyła, to fakt, że prawie każdy biznes ma swoje logo. Nawet tzw. przeciętny Smith (choć właściwie powinienem tu wymienić arabskie nazwisko, gdyż wiele sklepów prowadzą przedstawiciele tej grupy etnicznej) prowadzący jakiś kiosk posiada logotyp. I nie mówię tu o tym co widuje się w Polsce, czyli po prostu zwykły napis, np. “Szewc”. Nie, tam logo ma swój cel. Jest profesjonalnie wykonane, z dbałością o detale, typografię i kolorystykę. A nazwa to nie “Szewc”, tylko np. “Szewc Wilson”. Anglicy wiedzą jak budować marki już na poziomie drobnego handlu czy usług.

To nie jedyny przejaw świadomego budowania wizerunku. Na Shaftesbury znajduje się Rainforest Cafe. Gdy wchodzi się do środka nie wchodzi się do zwykłej kafejki. Wchodzi się do tropkialnego świata, który pobudza wyobraźnię. Sugestywne odgłosy, żywa kolorystyka, do tego małpy, tygrysy i inne zwierzęta - całość wieńczy ogromna wodna kaskada podlewająca równikową roślinność. Po prostu inny świat. A tak przy okazji można tam zjeść i kupić różne maskotki.

To wewnątrz. A zewnątrz? Przyjrzyjmy się Kingly Court na Carnaby st. Oczywiście to centrum handlowe wygląda bardzo atrakcyjnie w środku, ale moją uwagę przykuł olbrzymich rozmiarów wieszak i metka z ceną, zawieszone gustownie na budynku. Taka przestrzenna i sugestywna forma błyskawicznie wyróżnia budynek spośród dziesiątek podobnych na tej ulicy.

Image londyńskich firm i instytucji to nie tylko świetna identyfikacja wizualna, czy kreatywne tworzenie otoczenia zakupowego. To też świetna organizacja i wykorzystanie nowych technologii. W katedrze Westminster zwiedzający dostają coś a’la telefon komórkowy, który po przyłożeniu do ucha staje się wygodnym przewodnikiem. Polscy lektorzy, zdjęcia eksponatów, wygodny dostęp do zawartych treści - wydaje się to takie oczywiste, a jednak prawie nieosiągalne w Polsce.

Z kolei muzeum dziwności Ripley’a przy Piccadilly Circus, zaskoczyło mnie tym, że w jednym z pomieszczeń (stylizowanym na pokój zaprawionego w bojach podróżnika) pojawiła się postać Ripleya (to taki szalony podróżnik z początków 20 wieku), która była świetnie wkomponowanym w pokój hologramem. Facet mówił do mnie jak żywy, a dzięki odpowiedniej synchronizacji z przedmiotami znajdującymi się w pokoju, widziałem, jak hologram otwiera skrzynkę, wiesza kapelusz na stojaku, kręci globusem i o mało co nie wywraca wazy.

Anglicy wykorzystują wiedzę o marketingu i nowe technologie, po to by budować pozytywny wizerunek i wygrywać walkę o klienta. Robią to nie tylko duże firmy i instytucje, ale i małe sklepy.

Gdy polscy emigranci zaczną masowo wracać do Polski, może oprócz pieniędzy, przywiozą też know-how. Ta wiedza i sposób myślenia, będą więcej warte niż funtowe zaskórniaki.

Tags: , ,

Brak komentarzy

Na tropie Euro 2012 - cz. 2

pl2012Jutro wyjeżdżam na wakacje, a co za tym idzie, nie będę pisać przez jakiś czas i to mnie zmobilizowało, by kontynuować dziś temat wykorzystania Euro 2012 do promocji Polski. Przedstawiam pomysł wykorzystania internetowych skupisk ludzi zagranicą. Po kolei.

1. Spółka PL.2012 powinna zatrudnić osoby, które:
- pochodzą z jednego z krajów, które kochają piłkę nożną, mają silną reprezentację, która prawdopodobnie zakwalifikuje się do finałów, a także mają pieniądze na wycieczki zagraniczne: Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Holandia, Szwecja
- znają się na piłce, to znaczy potrafią wymienić chociaż w części składy największych piłkarskich teamów
- znają Polskę, rozróżniają Warszawę od Gdańska, były w naszym kraju
- są elokwentne i znają techniki perswazji, bądź mają naturalny dar przekonywania
- są w bardzo dobrym stopniu zaznajomione z Internetem (korzystanie z for, netykieta, zamieszczanie treści itp.)

2. Osoby te powinny zarejestrować się na następujących forach w swoich krajach:
- serwisów piłkarskich (coś a’la www.pilka.pl)
- serwisów pism piłkarskich (a’la www.pilkanozna.pl)
- portali sportowych (a’la www.sport.pl)
- serwisów fanów danego klubu (a’la www.blaugrana.pl)
- portali turystycznych (a’la www.wakacje.pl)
- serwisów opisujących wycieczki (a’la www.odyssei.com)
- serwisów opisujących różne (zazwyczaj nowe) budowle (a’la www.skyscrapercity.com)

3. Zatrudnieni przez spółkę, powinni rejestrować się pod różnymi nickami i animować dyskusje, wzajemnie sobie dopowiadając na poruszane tematy, jeśli inni użytkownicy nie będą potrafili brać udziału w dyskusji (gdyż np. kompletnie nie znają Polski). Być może dla niektórych marketerów nie jest to czysta zagrywka, ale nie proponuję tu bałochwalczego pisania, że Polska jest cudowna z 20 różnych kont i kretyńskie spamowanie. Mówię tu o przekazywaniu pozytywnych i prawdziwych informacji o naszym kraju.

4. Jakie informacje powinni przekazywać?
- o bazie hotelowej
- o ciekawych, a także o dobrych zwyczajach w Polsce
- o postępach w pracach przygotowawczych do mistrzostw
- o tym, że w Polsce jest bezpiecznie (bo porównując z innymi krajami, nie jest tak źle)
- o tym, że można obejrzeć ciekawe miejsca, zabytki, których nie ma gdzie indziej (Polska ma naprawdę wiele do zaoferowania!)
- o tym, że po piwku Polacy są otwarci i można się z nimi fajnie bawić

5. Przy jakich okazjach to przekazywać? Jakie wątki poruszać?
- “nie mogę się doczekać Euro2012 - do Polski jest znacznie bliżej niż do RPA, gdzie będą MŚ w 2010 roku i zdecydowanie bardziej cywilizowanie”
- “czy odbiorą Euro2012 Polakom? ciekawe, jak im idą prace, bo słyszałem, że kiepsko”
- “chcę zwiedzić jakieś Państwo? jakie polecacie?”
- “ciekawe, gdzie zagranicą nasz klub ma najwięcej fanów”
- “najlepszy sposób na spędzenie wakacji dla kibica”
- “czy nasz kraj ma szansę na organizację MŚ albo ME w piłce nożnej”
- “szkoda, że Euro 2012 będzie w Polsce, bo oni chyba nie są w UE i będzie ciężko się dostać do nich”
- “podobno Euro 2012 ma być w Niemczech i w Polsce, bo Ukraina nie da rady”
- “jak będą wyglądać stadiony na Mistrzostwach Europy”

Są to wątki, które są prawdopodobne. Wątki, których stworzenie lub podchwycenie istniejących, jest czymś naturalnym i nie ma nic wspólnego ze spamowaniem for. Podczas takich właśnie wątków powstają opinie o danym kraju. Najwyższa pora, by ktoś to w końcu zaczął monitorować i wykorzystywać dla dobra naszego kraju.

Wymyślenie i napisanie tego, zajęło mi 15 minut, zatem to co przedstawiłem jest oczywiście szkicem - materiałem pomocnicznym na przygotowanie briefu do kampanii. Nie ma sensu, bym więcej pisał na blogu. Jak ktoś ze spółki PL.2012 będzie zainteresowany, poświęcę o wiele więcej czasu i opiszę wszystko dokładniej. Chciałem po prostu wskazać, że z pomocą niewielkich środków (bo to nie będzie dużo kosztować), można wykorzystać Euro 2012 i Internet do tego, byśmy tworzyli lepszy wizerunek Polski na arenie międzynarodowej, docierając z przekazem do tysięcy osób w każdym z interesujących nas krajów.

Tags: , , ,

2 Komentarze