Serwery jak marzenie

dreamhostW związku z tym, że firma home.pl, w której od lat mamy serwery i którą zawsze chwaliłem, ostatnio dramatycznie obniżyła jakość usług, zacząłem szukać innego dostawcy usług hostingowych. Wybór padł na amerykański dreamhost.com. Co do faktycznej jakości usług jeszcze nie miałem okazji się przekonać, niemniej jednak bardzo zauważalny jest odmienny – jeśli weźmie się pod uwagę branżę hostingową – sposób na budowanie wizerunku.

Jest on kontrowersyjny, gdyż opiera się o dowcip i dość ogólne, aczkolwiek lekkostrawne opisywanie usług. Tymczasem serwery to bardzo poważny temat. Dla pewnej części biznesów są podstawą ich działalności, a dla pozostałych firm są po prostu bardzo ważne – w końcu każdy szanujący się biznes ma stronę www i korzysta z e-maili. Dlatego wszystkie firmy hostingowe z jakimi do tej pory się spotkałem, kreując swój wizerunek, stawiają na bezpieczeństwo danych i używanie poważnego języka opisującego usługi. Jest to też język precyzyjny.

Jak się ma zatem do tego polityka Dreamhost? Amerykańska firma na pewno się wyróżnia. Na pewno sprawia to, że wśród tysięcy firm hostingowych zostanie definitywnie zapamiętana, a z powodu jej wyjątkowości Internauci będą sobie o niej mówić. Na tym polu sukces został osiągnięty w 100%. Przy całym tym sukcesie mam jednak obawy o to, czy sprostają moim oczekiwaniom względem jakości usług.

Usługi nie są dokładnie opisane. Gdy chcę porównać oferty firm hostingowych widzę na jakim sprzęcie pracują. Mam punkt odniesienia, dzięki czemu jedne oferty są lepsze, a inne gorsze. Nie da się na takiej płaszczyźnie porównywać oferty Dreamhost, gdyż oferta Amerykanów to z grubsza „wszystko spoko i bez limitów”. Z kolei podczas rozmowy z konsultantem na czacie, bardziej niż fachowość przebija bardzo familiarny tok konwersacji. Jakbyśmy byli najlepszymi kumplami od lat.

Nie twierdzę, że to złe, ale w takim wydaniu również nie uznałbym za świetne. Wydaje mi się, że dreamhost.com powinien dalej iść obraną drogą. Bardzo ważne przy tym są jednak działania uwiarygadniające firmę. Świetnym ruchem jest prowadzenie bloga z informacjami o awariach. Wpisuje się to w atmosferę otwartości panującej na Dreamhost. Również encyklopedia pojęć, problemów i przykładów dedykowana wyłącznie Dreamhost i współtworzona przez społeczność jest dobrym ruchem, gdyż wysyła komunikat: jesteśmy otwarci, solidni, nie mamy nic do ukrycia, a jak się mylimy, to nam pomóżcie – wszyscy jesteśmy równi. To dwa, bardzo dobre ruchy amerykańskiej firmy.

Myślę, że idealnym uzupełnieniem polityki Dreamhost byłby dokładniejszy opis usług (opcjonalnie, dla ciekawskich), a także wstawienie na stronę główną testimonials, czyli różnego rodzaju rekomendacji firm i osób prywatnych. To od razu budzi zaufanie i świetnie uzupełnia wszechobecny luz i dowcip.

Apropos, w dreamhost.com strona błędu 404 (sygnalizacja o błędnym adresie) nie jest zwykłym „Przepraszamy, ale strona o takim adresie nie istnieje”. Dreamhost zaczyna od: „O stary, no to dowaliłeś. Zepsułeś Internet. Jesteś z siebie dumny?”

Tags: ,

4 komentarze

Jak to si robi w Rumunii

the-land-of-choice-hagiW Eurosporcie od kilku tygodni dość często widuję reklamę Rumunii (trochę pogrzebałem i okazało się, że cała kampania zaczęła się jeszcze w czerwcu). W reklamie, byłe gwiazdy rumuńskiego sportu mówią prostą frazę „This is Romania” po czym następuje seria ujęć rumuńskich widoczków.

Rumuni postawili na osoby, które kiedyś były dobrze rozpoznawalne w świecie. Nastase świetny tenista. Comaneci wybitna gimnastyczka. Hagi – Maradona Karpat. Na którymś z rumuńskich blogów przeczytałem, że nie było innego wyboru, gdyż aktualnie czynni sportowcy z Rumunii nie są znani, a najbardziej rozpoznawalne postaci, Dracula i Causescu, nie żyją. Ja mam 29 lat. świetnie kojarzę Hagiego. Wiem kim była Comaneci i kojarzę nazwisko Nastase (nie wiedziałem, że był tenistą, póki tego nie sprawdziłem). Zatem chyba nie jest tak źle – rozumiem, że ci sportowcy to autorytety, a zatem to co mówią, wskazują, ma pewną wartość. To na pewno dobre posunięcie.

Przy okazji zacząłem się zastanawiać kogo w Polsce można by wykorzystać do takiej kampanii. Wydaje mi się, że najlepsi byliby: Boniek, Dudek, Kubica, Radwańska i Małysz. O Bońka pytał mnie nawet chiński taksówkarz w Szanghaju. To na pewno najbardziej rozpoznawalny polski piłkarz wszechczasów. Do młodszych mógłby przemówić Jerzy Dudek. Mógłby nawet zrobić swój słynny Dudek Dance z finału Ligi Mistrzów. Kubica byłby dobrym nośnikiem promocyjnym na prawie cały świat, gdyż F1 jest popularna nawet w Katarze, czy Chinach. Gorzej z USA, ale Amerykanom o Polsce mogłaby mówić Radwańska – jakby nie patrzeć 10 rakieta świata.

Ale wracając do reklamy. Jest ona w samej Rumunii dość kontrowersyjna. Pokazuje praktycznie wyłącznie przyrodę. Rumunia ma tu wiele do pokazania – pytanie jednak, czy w ten sposób ma być postrzegana zagranicą. Całość podkreśla hasło „Land of choice”. Odnosi się ono nie tylko do sfery symbolicznej (kraj wielu możliwości), ale też (a może nawet głównie) do sfery dosłownej: kraina, która jest różnorodna. Skupiając się wyłącznie na pięknych widoczkach Rumunii chyba jednak nie wykorzystali potencjału hasła. Inna sprawa, że może takie właśnie były założenia kampanii (nie znam ich) – pokazać Rumunię jako kraj piękny geograficznie. Na pewno dzięki temu przekaz jest spójniejszy i łatwiejszy do zapamiętania, a umówmy się – Rumunia, podobnie jak Polska – to kraj w świecie raczej anonimowy.

Opisana wyżej reklama jest istotną częścią większej kampanii. Z innych rzeczy, na które udało mi się trafić, godne uwagi wydają się być dowcipne plakaty, które pokazują wspomnianych rumuńskich sportowców w konfrontacji z zwierzętami przybierającymi taką samą pozę (jeden z takich plakatów obrazuje ten wpis). Jeszcze większym humorem okraszony jest film (dostępny tylko w necie, miał chyba spełniać funkcję virala), który można zobaczyć np. tutaj.

Opisuję ten przykład, gdyż Polska i Rumunia mają wiele podobieństw:
– kraj słabo rozpoznawalny w świecie
– kilku dobrze rozpoznawalnych sportowców
– zróżnicowanie geograficzne (góry, morze, jeziora, lasy)
– podobny stopień rozwoju
przez co sposób w jaki budują wizerunek państwa może być dla nas interesujący.

I jeszcze ciekawostka na koniec. Wpisując w youtube.com „poland” wyszukiwarka dała mi kilka propozycji rozszerzeń tej frazy. Zrobiłem tak samo z „romania”. Oto pierwsze 2 rozszerzenia dla każdego państwa:

Romania: a) country, b) music

Poland:  a) story, b) hooligans

Tags: ,

1 Komentarz

Tworzenie wizerunku w oparciu o trend „anty-PZPN”

sniezkaDziś mecz Polski ze Słowacją. Wczoraj w portalu www.sport.pl przeczytałem oświadczenie spółki Śnieżka o tym, że odżegnuje się od łączenia firmy z PZPN-em, mimo, że Śnieżka jest sponsorem reprezentacji naszych kopaczy. To świetne zagranie wizerunkowe i chylę czoła przed osobą, która podjęła w firmie taką decyzję.

Nie ma co ukrywać, że PZPN jest nielubiany w Polsce, a teraz bycie anty-PZPN jest wręcz trendy. Powstają stowarzyszenia, krążą dowcipy, ma być nawet bojkot dzisiejszego meczu. Warto podpiąć się pod taką inicjatywę i Śnieżka zrobiła to wyśmienicie, a Sport.pl wydatnie w tym pomógł.

Nie czarujmy się, Polacy nie przestaną kupować farb Śnieżki dlatego, że ta sponsoruje reprezentację. Nie wierzę w to, że Śnieżka wydała oświadczenie, gdyż powstał problem „identyfikowania Firmy Śnieżka z jakimikolwiek wydarzeniami związanymi z funkcjonowaniem PZPN”. Po prostu producent farb stwierdził, że zdobędzie trochę na tej wojence PZPN-u z całym światem, stąd takie oświadczenie, trafiające celnie w gust odbiorców. Tekst został sprytnie podsumowany:

„uważamy naszą drużynę narodową za swego rodzaju dobro narodowe, zaś słabe wyniki sportowe nie są – w naszej opinii – wystarczającym powodem do zerwania umowy. Jako rzetelny i lojalny Sponsor czujemy się w obowiązku wspierać Reprezentację nie tylko w czasie sukcesów, lecz także w okresach słabszej gry, a co za tym idzie niepowodzeń.”

Oświadczenie to jedno, ale pomoc Sport.pl to drugie. Tytuł artykułu (nadany przecież przez dziennikarza) „Sponsor reprezentacji bojkotuje PZPN” jest w gruncie rzeczy nieprawdziwy, bo do żadnego bojkotu nie doszło (i dojśc nie musiało), ale granie na strunie anty-PZPN na pewno bardzo Śnieżce pomogło.

I by nie było wątpliwości o tym, że akcja była zwymiarowana pod kibiców – na oficjalnej stronie Śnieżki o bojkocie ani widu, ani słychu.

Pełna treść artykułu znajduje się tutaj.

Tags:

1 Komentarz

Fotowizyt

wizytowka1Ostatnio poprosiłem naszą grafik, by przygotowała firmowe wizytówki do druku. Pomyślałem, że fajnie będzie zamieścić na wizytówkach nasze zdjęcia. Nie raz zdarzyło mi się odnaleźć w portfelu, czy w kieszeni marynarki, wizytówkę należącą do… nikogo. A przynajmniej nikogo, kogo bym kojarzył. Problem ten nasila się zwłaszcza po bankietach, gdzie wymienia się wizytówki z masą osób i nawet geniusz miałby problem z zapamiętaniem każdej osoby, z którą się rozmawiało.

Uznałem, że wprowadzenie zdjęcia będzie ożywcze. Sprawi, że sama wizytówka zostanie lepiej zapamiętana i pokaże, że jesteśmy postępową i nowoczesną firmą. Przede wszytkim jednak sprawi, że człowiek z wizytówki nie będzie anonimowy i jak ktoś będzie robił porządek w wizytówkach za rok, to patrząc na moje zdjęcie przypomni sobie, że jest taki facet co siedzi w branży e-marketingu i może jeszcze coś się na tym zna. Wizytówka nie będzie anonimowa. Ja nie będę anonimowy.

Skończyło się na tym, że na wizytówkach jednak nie będzie zdjęć. Z kim bym nie rozmawiał, każdy ma raczej negatywne odczucia co do takiej formy budowania, a właściwie utrwalania wizerunku. I dziwi mnie to wielce, zwłaszcza jak widzę serwisy społecznościowe typu nasza-klasa.pl itp., gdzie zdjęcia zamieszcza się na wyścigi. Czyli wstawianie fotek bez celu jest cool, a tam, gdzie one faktycznie są potrzebne jest odbierane źle? Przypuszczam, że gdy na zachodzie stanie się to popularne, a w Polsce nastanie kolejne pokolenie (uzależnione od wstawiania swoich fotek wszędzie gdzie się da), wówczas fotowizytówki staną się standardem.

Tyle tylko, że wówczas nie będą już komunikować o nowoczesności i otwartości firmy. Będą zwykłymi wizytówkami.

Tags: ,

3 komentarze