Wizerunex, wizerunekpol, wizeruneo, wizerunkowski

erkaPo obejrzeniu telewizyjnej reklamy firmy Aviva, zacząłem się zastanawiać nad tą nazwą. Co za nią stoi, czy jest dobra i dlaczego taka. Przyznam, że nie wysilałem się nad tym zbytnio, ale dało to moim komórkom assumpt do przetworzenia innego zagadnienia: obrotu nazw w biznesie.

Rozważania podjąłem oczywiście pod kątem naszego rodzimego rynku. Coraz trudniej jest wymyśleć dla tworzonej marki jakąś unikatową nazwę, która jednocześnie będzie możliwa do wymówienia. Powstaje tak wiele firm, produktów, usług, że zasób nazw się niesamowicie kurczy, a jednocześnie powtarzanie (nadawanie sobie) tych nazw przez różne podmioty stało się bardzo utrudnione. Nie mieliśmy takiej sytuacji jeszcze nigdy w historii. Dzieje się tak głównie z trzech powodów:

1. Gdy sukces na rynku zależy od prezentacji w Internecie (a tak jest w XXI w.), niezwykle ważne jest, by posiadać dobrą domenę na stronę www. A dana domena może być tylko jedna. Nadawanie tych samych nazw mija się z celem, gdyż koniec końców największym beneficjentem i tak będzie ten, kto będzie miał domenę z końcówką .pl.

2. W dobie rozwiniętego prawa, każda nazwa może zostać zastrzeżona dla danego obszaru działalności, a to uniemożliwia powielenie jej (w danym obszarze działalności).

3. Mimo, że ulegamy kulturze masowej, żyjemy ze świadomością, że sukces może osiągnąć to co unikatowe i wyjątkowe. Sami chcemy tacy być. Przy takiej ideologii nie ma miejsca na powtarzalność nazw.

Co można zrobić, by nazwa była dobra i unikatowa? Różne rzeczy. Można próbować z innymi językami (np. Finamo – można odczytać jako skrót z włoskiego, tudzież łaciny – kocham pieniądze). Można tworzyć nazwy łączać dwa wyrazy (np. Ogrody natury, Złote tarasy). Można w końcu bawić się końcówkami nazw.

W czasach minionego ustroju (a także zaraz po jego upadku) nadawane w Polsce nazwy najczęściej kończyły się na „ex” lub „pol”. Dzisiaj nazwy te budzą uśmiech na twarzy, przywołują obraz starej firmy, która ma najprawdopodobniej starszą kadrę, starsze zwyczaje i niekoniecznie potrafi się dostosować do oczekiwań klientów (co może być mylne, bo skoro firma działa tyle lat, to należą się tylko ukłony). Dorobiliśmy się zatem innej końcówki: „eo” (np. Ceneo, Oponeo). Nie wiem, czy stało się tak w wyniku jakiejś zbiorowej alergii na PRL-owskie nazwy, czy po prostu lubimy dźwięk takiej końcówki, a może po prostu brzmi nam to tak „po zagranicznemu”, w każdym razie fakty są takie, że w praktycznie każdej branży można znaleźć firmy, których nazwy kończą się w ten sposób. Trzeba przy tym zauważyć, że są to firmy, których głównym kanałem komunikacji jest Internet.

Nie wykluczone, że będziemy za jakiś czas ochoczo wracać do reliktów PRL-u i znów zapanuje moda na nazwy kończące się na „ex”, czy „pol”. W końcu w modzie, czy sztuce użytkowej aktualnie panuje kult vintage, a i w innych dziedzinach życia można zaobserwować następujące po sobie cykle, które na przestrzeni dłuższego okresu, inspirują się nawzajem, albo wręcz powtarzają się.

Może stać się tak też dlatego, że najzwyczajniej zabraknie już nazw. W dobie rozwiniętej ochrony znaków towarowych, nie można w nieskończoność nadawać tych samych nazw różnym firmom. Z kolei nikt nie chce obecnie nazywać firm, jak za komuny. Firmy te kiedyś padną i zrobi się dość duża grupa wolnych nazw do wzięcia.

Nie przewiduję natomiast byśmy mieli być świadkami powrotu do nazw, które obowiązywały jeszcze przed komuną. Wówczas firmy brały swoje nazwy głównie od nazwisk właścicieli. W dobie firm, gdzie jest wielu właścicieli, w erze globalizacji, która narzuca łatwe do wymówienia i uniwersalne nazwy, na polskie nazwiska jest coraz mniej miejsca.

Tags:

1 Komentarz

Powiedz jaki masz laptop, a powiem ci co chcesz sprzeda

donottouch1Laptop to takie zwierzę, które dla kobiet jest zbyt ciężkie (jeśli jest powyżej 10″), a dla mężczyzn zbyt niewygodne w pisaniu (jeśli jest poniżej 15″4). Do tego non stop chce jeść, a miska z prądem nie zawsze jest pod ręką. Niestety jest potrzebny, gdy idzie się na spotkanie z klientem. Pomaga zrobić prezentację, czy zanotować uwagi. Jest również narzędziem wizerunkowym. Taki pupilek dopełnia ubiór.

Jaki zatem powinien być laptop. Czy drogi, z bajerami, błyszczącą obudową z liniami papilarnymi a’la HP? Tak, jeśli nasz klient jest bogaty, a usługa/produkt, który chcemy sprzedać, najwyższej jakości. Dobry notebook symbolizuje wyższą klasę, a w takiej w końcu znajduje się klient. Może zdarzyć się nawet, że temat notebooka stanie się drugim, równorzędnym obok prezentacji oferty. Bogaty mężczyzna uwielbia rozmawiać o nowinkach technicznych. A bogata kobieta doceni piękny wygląd laptopa.

Jeśli sprzedajemy coś z kręgu low cost, na pewno nie możemy okazywać przepychu. Laptop z średniej półki to maksimum, którym można się pochwalić. Inaczej można wywrzeć wrażenie, że mamy dużo pieniędzy, a zatem za dużo zarabiamy. Oczywiście czasami trafimy na klienta, który nie ma pieniędzy, ale chciałby aspirować do życia w luksusie. Taki klient będzie zauroczony świetnym laptopem, ale będzie to ulotne – koniec końców nasza prezencja nie będzie odpowiadała prezencji osób, z którymi taki klient robi interesy na co dzień.

Bez względu na to, czy sprzedajemy drogie, czy tanie produkty/usługi, radzę, by notebook nie był wewnątrz srebrny. Kolor ten wyciera się od nadgarstków i fatalnie wygląda – w niektórych modelach już po niecałym roku. Bezpieczniej jest wybierać kolory czarny.

Na koniec wspomnę o najciekawszym aspekcie wizerunkowym laptopów: samodzielnym dostosowywaniem wyglądu za pomocą skórek. Trend ten w Polsce zaczął się 2 lata temu m.in. dzięki mojej firmie (razem z partnerem z Warszawy założyliśmy sieć sklepów w galeriach handlowych – sprzedajemy akcesoria do komputerów dla kobiet, w tym skórki na notebooki). Te 2 lata były też czasem edukacji, gdyż nie każdy wiedział do czego taka laptopowa naklejka służy. Teraz można już chyba mówić o boomie na skórki, a osób, które nie wiedzą o co chodzi prawie już nie ma.

Gdy idzemy do klienta taka skórka może nam pomóc lub zaszkodzić. Namalowany motyw może się spodobać klientowi, ale równie dobrze może go zrazić. Gdyby chciał mi coś sprzedać ktoś z laptopem z namalowanym psem, nie kupiłbym nic (nie rozumiem tej części mieszkańców naszej planety, którzy uważają psy za istoty lepsze niż człowiek, a ich motto życiowe to „pies najlepszym przyjacielem człowieka”). Z kolei, gdyby laptop tej osoby miał namalowaną ognistą gitarę, na pewno poruszyłbym temat muzyki – jeśli okazałoby się, że partner słucha rocka, jego szanse sprzedażowe rosną o 20%.

Tags: ,

Brak komentarzy

Troch o Euro 2012, troch o blogu

euro2012Relacja z losowania grup eliminacyjnych do Euro 2012 zastała mnie w miejscu, gdzie nie mogłem słuchać dźwięku. Dzięki temu jednak skupiłem się na obrazie. To co przykuło moją uwagę, to fakt, że zarówno Szarmach, jak i Boniek (którego nota bene bardzo cenię), wystąpili w fryzurach, które do niedawna uchodziły na Zachodzie jako stereotypowe fryzury Polaków, czyli wąs i grzywka do przodu. To jest oczywiście styl, którzy obaj świetni piłkarze prezentują od zawsze. O ile jednak Boniek ma w sobie urok, o tyle z wizeurnkowego punktu widzenia, zamiast Szarmacha, można było wybrać do roli „sierotki” kogoś innego. Nie wiem, Dudka chociażby. Ale to taka drobnostka w sumie.

Bardziej moją uwagę przykuły prezentacje miast-gospodarzy Euro 2012. Nie wiem co podczas nich mówiono i czy w ogóle cokolwiek, jednak wizualnie wszystkie te prezentacje, bez względu na to, czy miasto było polskie, czy ukraińskie, zrobiono na to samo kopyto. Założenia były najwyraźniej takie: bierzemy pomnik, kościół, ładny budynek, fontannę, jeszcze raz kościół i dla równowagi jakąś ładną laseczkę, ew. laseczkę z panem przy stoliku.  A zapomniałbym, stolice mogły pochwalić się jeszcze tym, że mają metro – kadry były prawie takie same.

Obiektywnie trzeba powiedzieć, że ujęcia były ładne – zabrakło jednak koordynacji działań. Nawet jeśli nasze państwa są podobne, to warto było się czymś odróżnić. Myślę, że nie leży w interesie wizerunku Polski, by postrzegano ją tak samo jak Ukrainę.

Ważny PS. Jak widać po styczniu, miałem ogromny problem by pisać na blogu regularnie, co było spowodowane totalnym brakiem czasu. Teraz wygląda to już lepiej i wierzę, że tak zostanie. Będę starał się zamieszczać wpis w każdy piątek. Postaram się też potraktować ten blog z bardziej analitycznym zacięciem. Do tej pory – zwłaszcza jeśli porówna się wpisy z tym co pisałem w książce – traktowałem to miejsce do zamieszczania luźnych myśli i komentarzy. To się nie zmieni (po książkową wiedzę zapraszam do książki:), ale postaram się czasem spłodzić coś bardziej analitycznego. Przy okazji dziękuję za wszelkie konstruktywne uwagi od czytelników:)

Tags: , , ,

Brak komentarzy

Superszmaja – bd jaja?

superszmajaMedia dziś obiegła informacja, że Jerzy Szmajdziński, kandydat na Prezydenta Polski, będzie miał nowoczesną stronę pod adresem www.superszmaja.pl. Duży plus dla otoczenia kandydata lewicy za to, że informację ochoczo zaprezentowały zarówno największe dzienniki, jak i stacje radiowe. Ale co dalej?

Według TOK FM na stronie internautów będą witać cztery postacie kreskówkowe – każda z głową Jerzego Szmajdzińskiego. Będzie to rycerz, pilot, tenisista i pluszowy miś. Pogratulować można dobrego pomysłu na zaprezentowanie kandydata od innej strony i to z użyciem Internetu, które jest w Polsce medium wciąż zbyt mało eksploatowanym w polityce.

Przydomek „superszmaja” może budzić wątpliwości, czy ego kandydata nie jest zbyt przerośnięte, ale jeśli wszystko zostanie w tonie humorystycznym – a takie są zapowiedzi – to myślę, że nikt tego źle nie odbierze. W Polsce ostatnio superbohaterowie są dość popularni. Niewykluczone zresztą, że na pomysł SuperSzmaji natchnął lewicę TurboDymoman. Stefan Niesiołowski twierdzi z kolei, że to codzienny przydomek Szmajdzińskiego. Tak, czy owak – Superszmaja wyróżnia się na tyle, że zostanie dobrze zapamiętany, a jeśli stworzenie strony zostało poparte dobrymi badaniami, to twórcy już na pewno wiedzą, jaka forma Szmajdzińskiego najbardziej przypadnie do gustu publice. Rycerz pewnie będzie walczył o wartości lewicy. Pilot będzie prowadził nas dobrą drogą ku lepszej Polsce. Tenista pokaże, że sport to zdrowie, a pluszowy miś będzie sympatycznym obliczem kandydata na prezydenta. Na pewno musi być w tym humor i autoironia. Jak to zostanie zrealizowane – szczerze nie mogę się doczekać.

Usłyszałem dziś w radio, że „szmaja” w niektórych regionach Polski to negatywne określenie i że to może budzić złe skojarzenia. To ciekawy aspekt – jeśli ktoś z czytelników coś na ten temat wie, proszę o komentarz.

Jakkolwiek cały pomysł jest dobry, tak na razie jego autorzy nie wykorzystali należycie potencjału tego, że informacja obiegła wiele mediów. Po wejściu na stronę zobaczymy laptopa i chłodną informację o SLD i stronie w trakcie budowy. A można było już wstawić głowę Szmajdzińskiego w kostium Supermana i dołożyć wesoły tekst.

Tags: , ,

Brak komentarzy