interaktywnieOstatni czas był dla mnie dość szczególny. Miałem wypadek samochodowy, z którego dość szczęśliwie uszedłem z życiem, gdy wylądowałem na przeciwległym pasie. W Internecie zaś przeczytałem kilka niepochlebnych opinii. Hołduję zasadzie „co cię nie zabije to cię wzmocni”, dlatego postanowiłem zapomnieć o sprawie pierwszej i odnieść się do drugiej.

Krytykować w sieci jest bardzo łatwo. Nie zawsze niestety ta krytyka poparta jest argumentami. Miałem to szczęście (i mimo nienajmilszych stwierdzeń, dziękuję za krytykę), że kilku krytykantów wysunęło argumenty. Kontrowersje wzbudził mój drugi tekst o pomysłach na promocję przy okazji EURO2012, a konkretniej fakt, że proponuję by promować Polskę na forach.

Pozwolę sobie zatem przejść konkretnie do tej sprawy.

Nie lubię, nie pochwalam i nie toleruję sytuacji, w której, używając for, ktoś, np. firma działa po to by pisać wszędzie, że jest najwspanialsza, a inni są do bani. Miałem swoją drogą kiedyś do czynienia z taką firmą, gdy prowadziłem jeszcze BigChina.pl. Robili to tak nieudolnie, że firma ta wypłaciła nam dwa odszkodowania z tytułu bezprawnych działań godzących w dobre imię BigChina.

To co zaproponowałem w swoim wpisie, to opisywanie Polski – kraju dla wielu osób w Europie niestety anonimowego. To opisywanie Polski zaproponowałem z użyciem ludzi, którzy już w Polsce mieszkali. Byli. Jakoś się z naszym krajem związali. Jeśli ktoś chciał mnie posądzić o złe intencje – w wyniku niedopowiedzenia – mógł. Moją intencją jest jednak rzetelne informowanie o Polsce – z uwzględnieniem pozytywnych walorów naszego kraju.

Chciałbym zwrócić uwagę na to, że jeśli publicznie mówimy, że na forach tak działać nie wolno, a potem w firmach robimy szeroko rozumiany buzzmarketing to jest to po prostu hipokryzja. I oczywiście, to bardzo ładnie wygląda, gdy jeden specjalista z drugim mnie osądzą od szatanów PR-u. Dlaczego jednak nie mówi się na głos o tym, że zarówno duże, jak i mniejsze agencje stosują takie metody, nie tylko po to, by wspomagać komunikację danej firmy z otoczeniem, ale również po to, by w nieuzasadniony sposób promować daną firmę i wykazywać jej przewagę nad innymi. Ten temat jest niestety przemilczany. Tymczasem moje rozmowy z osobami, które pracowały w dużych i małych agencjach interaktywnych, a także lektura ich CV potwierdza, że mamy niestety do czynienia z hipokryzją. Jeśli ktoś ma problem z poczuciem wartości i lepiej się poczuje dowalając Łebkowskiemu, proszę bardzo – cieszę się, że mogę w tak przewrotny sposób pomóc. Myślę jednak, że dojrzalej byłoby podjąć realną dyskusję nad tym gdzie i kiedy kończy się komunikowanie o firmie/osobie/kraju, a gdzie zaczyna się propaganda – czasem wręcz parszywa propaganda.

Takiej jestem przeciwny. Dwulicowości też.