To był weekend, w którym zdziwiło mnie kilka rzeczy. Po pierwsze, kliknąłem w reklamę home.pl zachęcającą do stworzenia za darmo strony www. Dowiedziałem się, że home.pl świadomie nie obsługuje przeglądarki Opera i nie mogę poznać ich oferty. To bardzo dziwne przeoczenie specjalistów od e-wizerunku hostingowego lidera. O działaniach marketingowych tej firmy można mówić w samych superlatywach, a tu taki klops.
Drugie zdziwienie jakie mnie ogarnęło, to uczucie po wejściu na stronę internetowę Arcadia Residence w Pradze. Przybytek ten zdobył czołowe miejsca w kilku kategoriach konkursu Tripadvisor.com na najlepsze hotele świata. Strona jest zrobiona 5 lat temu i do bólu prosta. Dziw bierze, że Prażanie nie wyczuli potencjału miejsca pod kątem zaprezentowania go na stronie www, zwłaszcza, że konkurencja, która zdobyła największe laury (również z Pragi) wie, jak działać na polu internetu: www.goldenwell.cz.
To jednak nic w porównaniu z zdziwieniem - hmm… szokiem właściwie - jaki przeżyłem po zachowaniu przedstawicieli serwisu społecznościowego GoldenLine.pl. W serwisie tym obecny jest niejaki Peter Calka, którego celem jest obrażanie wszystkich wokół. Ma na swoim koncie obraźliwe sformułowania pod adresem wielu osób na GoldenLine - trafiło niestety i na mnie.
Zgłosiłem sprawę do GoldenLine oficjalnie. Potem do Arvinda Juneji, który - jak twierdzi - zajmuje się rozwijaniem społeczności GoldenLine. Potem zgłaszałem to przez formularz. Potem skierowałem się do rzecznika firmy z prośbą o wytłumacznie, dlaczego GoldenLine sprzyja łamaniu prawa. Za każdym razem, nie otrzymałem odpowiedzi. Nie ma żadnej logicznej przesłanki dlaczego tak się stało. W świecie biznesu oficjalne przyzwolenie na łamanie prawa, sprawia, że firma, która go udziela staje się niewiarygodna. To nie jest tak, że jestem sam i czuję się pokrzywdzony. Mam kontakt z innymi osobami, które mają podobny problem - są notorycznie obrażani przez Petera Calka. GoldenLine jednak nie reaguje w żaden sposób. Już sam fakt, że z serwisu robi się śmietnik, powinien dać włodarzom wiele do myślenia.
W międzyczasie na rynku polskim bardzo mocno zaatakował Facebook. Biorąc pod uwagę, że GoldenLine nie ma żadnej realnej przewagi nad Facebookiem, jedynym czynnikiem w jakim mógł czuć się zwycięzcą, było odpowiednie podejscie do klienta, którego nie mógłby zaoferować globalny moloch (na zasadzie: jesteśmy w Polsce, bliżej użytkowników, a zatem szybciej i lepiej możemy reagować na ich potrzeby). Tymczasem GoldenLine w ogóle nie jest zainteresowane tym, żeby serwis trzymał odpowiedni poziom, a co gorsza, nie jest zainteresowane jakimokolwiek kontaktem z klientem. Czy GoldenLine - pierwszy polski, profesjonalny serwis społecznościowy dla biznesu - się wykończy (czyli straci ruch na stronie)? Według mnie tak. Najdziwniejsze jest jednak to, że przyłoży do tego rękę nie tylko Facebook, który świetnie odpowiada na zapotrzebowanie klientów, ale przede wszystkim sam GoldenLine, który tych klientów ma głęboko gdzieś.












#1 by robert wróbel at marzec 1st, 2010
| Quote
Mam bardzo podobne doświadczenia co do Golden Line. Kilkanąscie tygodni temu pewien koleś /grzegorz nowak/ zupełnie mi nie znany i z zupełnie mi nie znanych powodów zaczął szkalować moją osobę, firmę itp. Sprawe skierowałem najpierw via formularz zgłoszeniowy na GL. Drugiego dnia jak nie było reakcji użyłem swoich kontaktów w GL i zostałem skierowany do wymienianego tutaj Pana Arvinda. Komunikacja była dosyć oporna ale jakaś była ale mój ostatni email do tego Pana pozostał bez odpowiedzi. Moje odczucia są podobne jak autora tego bloga /na priv możemy wymienić się przemyśleniami/ co do obsługi ze strony GL. Zauważyłem, że użytkownicy GL raczej przeszkadzają i zawracają głowę zespołowi GL.
Dodam tylko, że moja sprawa vs koleś z GL wkracza na drogę sądową.
Pozdrawiam.
R.
#2 by Michał Łebkowski at marzec 2nd, 2010
| Quote
Ze mną dalej nikt się nie skontaktował, ale (być może po moim wpisie na blogu) obsługa GoldenLine.pl się zreflektowała i w końcu usunęła obraźliwe treści, nie tylko pod moim, ale i pod paru innych osób adresem.