Na wstępie zaznaczę, że mam świadomość, iż to co się stało w Smoleńsku to wielka tragedia, nie tylko prawie setki ludzi, którzy zginęli, ale też - a nawet przede wszystkim - ich rodzin. Jest mi smutno z tego powodu i wysyłam im szczere wyrazy współczucia.
Jednakowoż nie zgadzam się z tezą, by stała się wielka tragedia dla narodu polskiego, porównywana z Potopem Szwedzkim, okupacją, czy śmiercią Jana Pawła II, jak wiele osób sądzi. Nawet przy zachowaniu dla siebie opinii o wielu politykach, których od wczoraj nie ma już na tym świecie, można obiektywnie stwierdzić, że nie byli oni politykami niezastąpionymi. O ile się orientuję, podobnie zresztą wygląda sprawa z żołnierzami.
Nazywanie się narodem wybranym (jakże egoistyczne przy tragediach XX wieku, których miejscem była nie tylko Polska) jest bardzo popularne w takich momentach. Bardzo łatwo też na tej wizji świata tworzyć sobie applauz. Robią to media, robią to też politycy, którzy nie chcą stracić momentu na uciułanie kilku politycznych punktów. Piszę o tym, gdyż mam przeczucie, że kilka osób zacznie kreować swój wizerunek w oparciu o tę tragedię.
Niewykluczony jest taki scenariusz, że kandydatem na Prezydenta RP z ramienia PIS-u, zostanie Zbigniew Ziobro. Jego aparycja predestynuje go do bycia dobrym kandydatem (przypominam, że ludzi oceniamy najpierw po wyglądzie!). Jeśli do tego dołoży ton kontynuacji polityki “tragicznie zmarłego, wielkiego wodza Lecha Kaczyńskiego”, będzie miał dużą szansę zwyciężyć w wyborach.
Śmierć idealizuje. Nadaje boskości. Zaciera ciemne strony. A śmierć w historycznym momencie i historycznym miejscu, mnoży te czynniki kilkakrotnie. Z wizerunkowego punktu widzenia, z tym właśnie mamy do czynienia obecnie.
Ofiary wczorajszego wypadku są mitologizowane. Są one kontynuatorami wielkiej walki o wolną Polskę tych, którzy zginęli w Katyniu 70 lat temu. A przecież są to ci sami ludzie, którzy jeszcze przedwczoraj byli uznawani za fajtłapowatych, jak Lech Kaczyński (Prezydent RP), za nie mających pojęcia o swojej pracy, jak Sławomir Skrzypek (Prezes NBP), za niezrównoważonych w swych działaniach, jak Janusz Kochanowski (Rzecznik Praw Człowieka), czy za przedkładających swoją prywatę nad dobro kraju, jak Przemysław Gosiewski (poseł PIS).
Herosów tych mitologizuje się do tego stopnia, że mało kto chce dopuścić do siebie taką myśl, iż pilot rozbił samolot, gdyż rozkaz lądowania przyszedł z samej góry, bo nie było czasu na inne manewry, bo cała ta wyprawa była taka, jak wiele działań kierowanych przez głowę państwa - nieprzygotowana.
Oczywiście zmarłym ten bohaterski wizerunek nic nie da. Znajdą się jednak tacy, którzy na tych zmarłych zbiją kapitał. Z ogromną przykrością stwierdzam, że stanie się to już niedługo.
Płyty Michaela Jacksona po jego śmierci sprzedają się wyśmienicie. Nawet utwór “This is it” - bardzo przeciętny, jak na standardy wyznaczone przez króla popu - dotarł na szczyty list przebojów. Tak samo świetnie będzie sprzedawał się mit o tragicznych herosach, którzy zginęli wczoraj w wypadku samolotowym, niczym bohaterowie Katynia w 1940 roku.
PS. Przy całym smutku tej tragedii, wart docenienia jest fakt, że wczorajsze wydarzenia spowodowały lawinę wsparcia od wielu krajów. Nie darzący nas sympatią Litwini, odlegli geograficznie Brazylijczycy i przede wszystkim trudni w sąsiedzkim współżyciu Rosjanie, ogłosili żałoby narodowe. Wierzę, że nie bez znaczenia dla tej ilości ciepła, jakie otrzymujemy, było ocieplenie wizerunku Polski poprzez działania aktualnego rządu w obszarze polityki zagranicznej. Warto było.












#1 by mo at kwiecień 12th, 2010
| Quote
założę się że Komorowski w haśle swej kampanii umieści słowo “RAZEM” - jest ono do bólu powtarzane w każdej jego wypowiedzi
#2 by aszolina at kwiecień 12th, 2010
| Quote
No oczywiście, że śmierć idealizuje, nadaje boskości. Tak było, jest i będzie. Michale, nie ma sensu nawet z tym walczyć, widocznie jest to ludziom potrzebne. Cała ta otoczka ma pomóc ludziom żyjącym uporać z tą czy inną tragedią.
Poza tym ja trochę inaczej odbieram to pośmiertne wynoszenie na piedestał - myślę, że nie dodaje się tej aureoli, żeby “uświęcić” nagle takiego fajtłapę, jak to określiłeś. Najzwyczajniej w świecie chodzi o zwrócenie uwagi na coś, czego na codzień nie zauważaliśmy - że było w tych ludziach coś więcej. Że mieli też dobre, ludzkie cechy. I zasługują na pokazanie tych cech - dlaczego by nie? Każdy człowiek zasługuje. Jeśli nie mówimy o ludziach dobrze za życia, dlaczego by nie powiedzieć kilku dobrych słów po śmierci? Nikogo to nie boli, a komuś najwidoczniej pomaga. Trzeba o ludziach dobrze mówić i myśleć zawsze, a przynajmniej się starać. Życie niestety nie jest idealne i czasem po prostu nie zdążymy tych cech u kogoś podkreślić. I raczej to nad tym powinniśmy pracować.
Inna sprawa, że media lubią trochę przesadzić i wprowadzają pewne zabiegi celowo, w o wiele za dużym stopniu niż powinny. Np. gazeta.pl. Ech. Generalnie zawsze był to mój ulubiony serwis informacyjny, ale tym razem trochę przesadzają z tą całą wizualną otoczką. Mam wrażenie, że każdego dnia gazeta.pl ściga się sama z sobą w konkursie na największą czcionkę na głównej, najbardziej poruszające hasło, największe zdjęcie, największą ilość newsów dotyczących tylko i wyłącznie tej tragedii i oczywiście podkreślenie, że przez ten ułamek sekundy jesteśmy na językach całego świata.
O ile zgadzam się z Potopem Szwedzkim i okupacją, o tyle ze śmiercią JP II nie. Osobiście bardzo przeżyłam jego śmierć i opłakiwałam jak każdy inny, ale nie zgadzam się żeby była to większa lub porównywalna tragedia, a nawet, żeby to w ogóle była wielka tragedia narodowa - nieszczęście owszem, ale nie tragedia. Dlaczego? Tragedia to już naprawdę bardzo mocne słowo - dla mnie równoznaczne z nagłą śmiercią wielu ludzi. Śmierć naszego papieża była jednak, mniej lub bardziej pośrednim, następstwem starości. Był to dla całego świata wielki cios, ale w wyniku czegoś naturalnego. Co z tego, że człowiek ten był “lepszy” niż wszyscy razem wzięci obecni na pokładzie Tu154. Życie jednego człowieka ma taką samą wagę jak innego, a w sobotę zgasło jednak 96 takich żyć.
Myślę, że określenie “tragedia narodowa” jest słuszne, ale powinniśmy je odbierać w dużym stopniu na jakimś poziomie symbolicznym. Zginęło dużo ludzi reprezentujących nasz kraj na arenie międzynarodowej. Z całym swoim kompletem wad - ale jednak podejmowali decyzję, reprezentowali, byli obecni w naszym życiu (poprzez media).
Generalnie to wszystko są jednak kwestie definicji. Bezpiecznie zdefiniować możemy krzesło lub stół, jeśli chodzi o tragedię każdy ma prawo do własnego odczuwania i hierarchizowania.
Takie jest moje zdanie