discountDziś trochę o cenach i vacie. W związku z podwyżkami vatu, wiele firm miało ciężki orzech do zgryzienia – podnieść ceny, czy dumnie ogłosić, że „mamy bata na vata” (hasło sam wymyśliłem, jak się podoba to odstąpie za darmo:). Sposób podejścia do ogólnonarodowych wydarzeń również kreuje wizerunek firm. Zwłaszcza, gdy wydarzenie to dotyka każdego Polaka.

Ci co wzięli podwyżkę na siebie byli wygrani. Non stop wałkowane przez Media Markt „ceny bez VAT-u” sprawiło, że w społeczeństwie wykiełkowała wizja, że można kupować coś bez podatku (jakkolwiek idiotycznie to brzmi i jakkolwiek nierealne to jest). Idąc za ciosem, marketingową konwersację można oprzeć w aktualnej sytuacji o to, że się vat wzięło na siebie.

Dużo większym wyzwaniem jest jednak zakomunikowanie, że te ceny wzrosły. W tej materii trzeba działać rozważnie, ale kilka sposobów na posmutniałych klientów można znaleźć:

– podkreślanie, że ceny netto wciąż są te same

– równoważenie podwyżek obietnicą poprawy jednej ze sfer działania firmy, np. lepszą obsługą klienta, szerszym asortymentem, szybszą dostępnością towaru, darmową usługą w pakiecie itp. (oczywiście nie mogą to być propozycje, które powodują większe wydatki, jak np. dłuższy czas otwarcia sklepu – kreowanie wizerunku musi iść w parze z interesem ekonomicznym firmy)

– w niektórych branżach i wśród niektórych grup odbiorców, myślę, że dobrze byłaby odebrana jakaś forma buntu, tzn. „podnosimy ceny, ale przez straszny rząd i w ogóle to się nie godzimy na to i protestujemy”

– na bazie powyższego przyszedł mi do głowy pomysł, by ogłaszać, że firma zbiera podpisy pod protestem przeciwko podwyżce vatu – każdy kto przyjdzie i złoży podpis, otrzyma 1% rabatu, a korzyści dla firmy są ewidentne: wizerunek firmy, która wspiera zwykłych ludzi w walce o lepsze jutro (plus większe obroty dzięki ściągnięciu klientów do firmy)

– takich eventów można wymyśleć więcej, np. zaprosić studentów do napisania dlaczego ceny nie mogą wzrosnąć i jak to wpłynie na ich życie – najciekawsze prace zostaną nagrodzone zakupami z starymi stawkami VAT

Na koniec jeszcze o samych cenach – już bez vatu w tle. Moja żona otworzyła firmę – z tej okazji dostała z Makro i Selgrosa kupony o wartości 50zł. Zrobiła zakupy i prawdopodobnie więcej tam nie wróci. Obie sieci reklamują się jako hurtownie i każą kupować produkty w opakowaniach zbiorczych. Tymczasem ceny mają często wyższe niż normalne ceny (o promocjach nie wspominając!) np, w Realu, w którym kupujemy ze względu na Payback.

W materii, którą omawiam na tym blogu nie ma nic gorszego niż świadome kreowanie wizerunku i postępowanie wbrew temu wizerunkowi. Kupowanie wielu sztuk na raz nie jest korzyścią dla klienta hurtowni. Jest nią niska cena. To jedyny cel, dla którego korzysta się z hurtowni. W sytuacji, gdy hurtownia nie dba o poziom cen, nie pomoże jej nawet płacenie klientom za przyjazd. W Polsce jest 3 miliony firm – możliwe zatem, że obie sieci wydały po 3 miliony 50-złotowych kuponów rabatowych. Byłoby chyba to najgorzej wydane 300 milionów złotych w polskim biznesie.