Netia kontra business continuity - wychodzenie z sytuacji kryzysowej

netiaPrzydarzyła nam się ostatnio w firmie przykra rzecz, która rzuciła cień na nasz wizerunek. 26. listopada rano mieliśmy zostać odłączeni od TP S.A (Internet, telefon), by kilka godzin później otrzymać od kuriera modem Netii i w pełni cieszyć się fenomenalną ofertą największego konkurenty Tepsy. Warunek pierwszy został spełniony. Warunek drugi nie.

Nie będę opowiadał szczegółów, ile to czasu i pieniędzy straciłem, ile się nadenerwowałem - usługę Netia zaczęła świadczyć dopiero po ponad 3 tygodniach - nie o tym jest ten blog. Łatwo sobie jednak wyobrazić problem: jak u licha agencja interaktywna ma działać bez Internetu?

Brak Internetu kompletnie zdezorganizował pracę firmy. Gdybym jednak wiedział, że Internetu nie będzie przez 3 tygodnie od razu podjąłbym decyzję o przeniesieniu wszystkich prac w domowe zacisza. Bez tej wiedzy, łudziłem się, że każdy kolejny dzień będzie tym, w którym sieć oplecie nasze biuro.

Właściwie to określenie, że nie miałem takiej wiedzy jest nieprawdą. Bo ja miałem wiedzę - Netia cały czas tłumaczyła i zapewniała (każdy konsultant mówił co innego). Sęk w tym, że byłem notorycznie okłamywany. Jeśli mam się wznieść na wyżyny obiektywizmu i nie przesadzić, to powiem, że byłem okłamany co najmniej 8 razy.

O braku telefonu nie myślałem - co było błędem, o czym w dalszej części. Kluczowy był Internet. Mieliśmy jednego klienta, który chciał pozycjonować kilka portali i był zainteresowany roczną umową. Ba, umowa była nawet dogadana i przygotowana. Mieliśmy się spotkać. Klient proponował, by było to u nas w biurze, bo chce nam pokazać kilka stron, poradzić się itp. itd. Proponował spotkania dwa razy, a ja dwa razy odmawiałem, gdyż bez Internetu nie jestem w stanie wyświetlić żadnej strony www. Trzeciej propozycji nie było. Klient uznał, że to niepoważne, by agencja interaktywna nie miała Internetu.

Myślę, że miał całkowitą rację. Skłoniło mnie to do natychmiastowego podpisania umowy z Orange. Pomyślałem, z Netią pójdę do sądu, zapłacę drugi abonament w Orange, ale przynajmniej praca w biurze będzie stabilna i nie będziemy narażeni na śmieszność. Los się uśmiechnął. Orange pozwolił się połączyć na próbę - zamiast wiązać się 2-letnią umową, mogę zapłacić za jeden miesiąc, bez zobowiązań. Pozostało więc czekać co zrobi Netia.

Tymczasem, przez fakt, że tak się skupiłem na doprowadzeniu Internetu do biura, nie poświęciłem należytej uwagi problemowi telefonu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Portal SpaLuxury.pl pomyślał, że zwijamy żagle. Teatr Ludowy był mocno zaniepokojony, czy dalej działamy, a nowy klient - duża agencja reklamowa - co najmniej zdziwiony, że nie działa nam tak podstawowa jednostka komunikacyjna jak telefon. A byli to przecież nasi klienci, którzy cenią to co robimy i kim jesteśmy.

Jeśli firma ma problem z linią telefoniczną przez kilka dni, to nie tylko stałym, ale i potencjalnym klientom zaświeca się lampka z napisem “niestabilna firma - z nimi lepiej nie robić interesów”. Realny efekt zaniechań i kłamstw Netii był taki, że nasza ostatnia kampania reklamowa nie przyniosła ani jednego klienta. Każda wcześniejsza kończyła się pozyskaniem klientów, z czego ogromna większość w wyniku rozmowy telefonicznej. Klient chcąc poznać firmę - dzwoni do niej. Po rozmowie ocenia, czy ma do czynienia z profesjonalistami. Liczy się pierwszy kontakt. A dzięki Netii tego kontaktu nie było. No, był co najwyżej jednostronny.

Powstaje pytanie, co zrobiłem, by ratować nasz wizerunek w tej kryzysowej sytuacji.

Napisałem do klientów, z którymi aktualnie prowadzimy projekty, że mamy taki a taki kłopot, niespowodowany przez nas i że monitorujemy sytuację i staramy się wpłynąć na Netię, by problem rozwiązać. Kontakt z nami jest możliwy e-mailowo lub na telefony komórkowe każdego z nas. Ponadto zamieściłem newsa na naszej stronie firmowej z opisem problemu i wstawiłem do działu KONTAKT ogólnobiurowy numer komórki.

Co mogłem zrobić lepiej?

Mogłem wysłać stosowną informację do wszystkich naszych dotychczasowych klientów, a nie tylko do części, z którą aktualnie działamy. Ponadto wszystkie opisane powyżej działania mogłem wykonać szybciej. Co mnie powstrzymywało? Po pierwsze, poczucie obciachu (agencja interaktywna bez Internetu i telefonu to wg mnie obciach). Po drugie, notoryczne kłamstwa ze strony Netii, które uniemożliwiały obranie jakiejkolwiek strategii, która będzie oparta na faktach i zastanej rzeczywistości.

Cała ta sytuacja nie miałaby miejsca, gdybym mniej ufał obietnicom firm, a bardziej restrykcyjnie prowadził politykę business continuity. Za tą angielską nazwą kryją się czynności, które firma musi przedsięwziąć, by zachować zdolność do działania w kluczowych dla niej obszarach, bez względu na jakie niepowodzenia i wypadki losowe natrafi. Centrum Nowej Technologii taką politykę ma - kilka razy zresztą uratowała nam reputację u klientów - mimo to, jak pokazał opisany powyżej przypadek, nie w każdym obszarze. By uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości, będziemy mieć w pogotowiu Internet mobilny (usługę świadczy kilku operatorów i można ją uruchomić od ręki, bez żadnej infrastruktury sieciowej), a niedziałającą linię telefoniczną momentalnie zastąpimy numerem zakupionym poprzez Skype. Całą operację można przeprowadzić w jeden dzień, łącznie z poinformowaniem klientów i naniesieniem korekt na stronie www.

Tags: , , ,

2 komentarzy

Mityczny Hektor był bez wad - obecny wylądował na drugim biegunie

hektor_stronaWpadłem przypadkiem na stronę dużej firmy zajmującej się e-marketingiem. Firma nazywa się Hektor i działa w Tarnowie. Przeżyłem szok, który uświadomił mi pewien problem: firm zajmujących się w Polsce e-marketingiem jest tak dużo, że potencjalni klienci nie wiedzą jak wybrać i kogo wybrać do realizacji usługi. Wybór jest przypadkowy i dzięki temu, firmy takie jak Hektor mogą prężnie działać i głosić, że znają się na marketingu.

Ich strona jest kompletnie nieczytelna. Zawiera masę bannerów. Jeden z nich, reklamujący meble, zachodzi na menu! Poszczególne elementy się rozsypują. Na podstronach nie ma spójności graficznej. Już samo intro było dość…hmmm… oryginalne.

Byłem niezmiernie ciekaw kto rekomenduje taką firmę jak Hektor. Gdy otworzyłem stosowny dokument, okazało się, że firma ta zajmuje się głównie pozyskiwaniem dotacji z UE, a jej główny obszar działania to polskie wsie. Mimo to w tytule strony na pierwszy plan wybijają się hasła: e-marketing i webdesign.

A potem ludzie są skołowani i rozżaleni, że nie otrzymują usługi na odpowiednim poziomie. Efekt jest taki, że w ogóle tracą zaufanie do agencji reklamowych, interaktywnych i innych firm z branży.

Tags: , ,

3 komentarzy

Rewolucja w kobiecej rewolucji

kobiecaNiedawno zmienialiśmy sklep internetowy www.KobiecaRewolucja.pl, który prowadzimy wraz z warszawskim partnerem. Wyzwanie było nie lada, bo sklep cieszy się dużą popularnością (zwłaszcza w ostatnim okresie - tak, przedświąteczna gorączka już się zaczęła) i trzeba było wszystko przeprowadzić sprawnie.

Co sprawiało, że proces zmiany należało głęboko przemyśleć:
- nowy system, oparty o PROFITSHOP, jest kilkakrotnie bardziej zaawansowany od starej wersji sklepu, którą robiliśmy dawno temu
- dane użytkowników, które były pobierane w starej wersji sklepu, nie odpowiadały dokładnie danym, które chcieliśmy pobierać teraz
- mieliśmy prawie tysiąc zarejestrowanych użytkowników

Co zrobiliśmy:
- pobraliśmy z bazy dane użytkowników rozkładając ich na części pierwsze, przyporządkowując dane do nowej bazy, zgodnie z nowymi oczekiwaniami - dzięki temu nie straciliśmy klientów, którzy są już z nami związani (klientowi raz pozyskanemu jest dużo łatwiej coś sprzedać, niż pozyskać nowego)
- zachowaliśmy hasła klientów, aby w nowej wersji bezproblemowo mogli się logować
- wystawiliśmy na moment informację o zmianie sklepu, by nikt w tym czasie nie robił zakupów i szybko podmieniliśmy systemy
- puściliśmy mailing do użytkowników, informując o nowym, wygodnym sklepie, podkreślając walory

Jaki uzyskaliśmy efekt:
- jeszcze większą sprzedaż, jako bezpośredni efekt zmian i mailingu
- wzmocniliśmy wizerunek sklepu, gdyż mimo wielkich zmian, nie pozbawiliśmy nikogo konta - wszystkie dane zostały przeniesione i żaden użytkownik nie odczuł z tego powodu dyskomfortu - doceniono, że zmieniamy się na lepsze

Tags: , ,

Bez komentarzy

Marketing polskich zamków pozostał w czasach, w których je budowano

niedzicaPrzeglądałem sobie wczoraj bardzo fajną książkę o polskich zamkach i pałacach wartych odwiedzenia. “Wypoczynek z duchami” (T. Kokocińska, Z. Żyburtowicz) ukazał się na rynku w tym roku nakładem Świata Książki. Lektura natchnęła mnie nie tylko do odwiedzenia tych przepięknych miejsc rozsianych po całej Polsce, ale też i pchnęła mnie ku pewnej refleksji: wiele - wydawałoby się -  profesjonalnych firm, nie dostrzega, że strona www (wraz z jej nazwą) to ważne narzędzie promocyjne i wizerunkowe.

Każdy z pałaców i zamków opisanych w książce miał wydzielone 1/3 strony na nazwę, hasło i dane kontaktowe. Niektóre z tych danych ograniczały się do telefonu komórkowego - pisałem we wcześniejszym wpisie, że to błąd, gdyż marginalizuje wielkość firmy, a także czyni jej strukturę niejasną (pojawia się pytanie: do kogo jest ten telefon?). Nie to jednak mnie najbardziej zaskoczyło. Znalazłem dwa obiekty, których adresy www wyglądały tak:

- paulinum.hostowy.pl

- hotel-zamek.e-tur.com.pl

Pierwszy odnosi się do pałacu, który - sądząc po zdjęciach - liczy sobie kilka stów za nocleg. Nie stać ich jednak na profesjonalną domenę i hosting - muszą biedni korzystać z darmowego i paskudzić swoją domenę. To jednak nic, gdyż ten drugi adres odnosi się do… Zamku w Malborku! Do jednego z najbardziej okazałych turystycznie miejsc w Polsce!

Zaskoczył mnie również zamek w Niedzicy, gdyż w książce strony www nie podano, a jest to jeden z bardziej znanych obiektów tego typu w Polsce. Z pomocą Google jednak znalazłem ich stronę (www.niedzicazamek.pl), więc zaskoczenie prawie minęło. Prawie, gdyż na stronie głównej wita nas z prawej strony kiepski banner z napisem “Udany wypoczynek tylko Niedzicy”. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

Kończąc temat zamków pokuszę się jeszcze o uwagę pod adresem Zamku Reszel Kreativ Hotel. Wydaje mi się, że hotele zamkowe powinny nosić nazwy związane z epoką, w której zamek powstał, bądź z jakimiś przymiotami, które z takim zamkiem, mogłyby się nam, współczesnym, kojarzyć. Słowo “kreativ” nie kojarzy mi się z szlacheckim jadłem, dzielnymi wojami i klimatycznymi komnatami. To nie tylko niewykorzystanie potencjału nazwy, ale wręcz wprowadzanie zamętu w głowie potencjalnego klienta.

Jak już omawiam temat nazw, to jeszcze dorzucę swoje 3 grosze do ogródka pewnego salonu urody  z centrum Krakowa. Widziałem ostatnio ich auto oklejone całkiem zgrabnie firmowym kolorami i przejrzystymi hasłami. Domenę jednak dobierała im chyba konkurencja, by osłabić ich wizerunek: www.lussi.netau.net

Tags: , ,

2 komentarzy

Ile firm stoi za jednym napojem?

weronOstatnio ćwicząc w Pure natknąłem się na ulotkę, która powstała chyba po to, by pokazać jakie są sposoby na tworzenie niespójnego wizerunku firmy. Jej zamierzeniem jest promocja napoju CAPS i w tej kwestii wszystko jest w porządku - napój jest dobrze opisany. Jednak gdy przyjrzymy się danym teleadresowym (choćby po to by zamówić sobie napój), możemy zobaczyć następujące informacje (część ulotki, o którą mi chodzi znajduje się również po lewej stronie niniejszego tekstu):

WERON MY BODY DENTAL / corratec@poczta.onet.pl / numery telefonów komórkowych

Dlaczego te informacje wprowadzają chaos w głowie potencjalnego klienta?

- napój nazywa się CAPS, a na ulotce nie ma żadnych namiarów informacyjnych zawierających to słowo, aż prosi się o stronę www (np. napojecaps.pl)
- nie wiadomo jak nazywa się dystrybutor - jest napis WERON DENTAL - nie wiadomo co to jest, czy to nazwa firmy, czy coś innego
- między napisami WERON DENTAL jest logo z napisem MY BODY - znów chaos, nie wiadomo o co chodzi i jak się to ma do CAPS
- jest podany adres e-mail w bezpłatnej domenie pocztowej “poczta.onet.pl” co może sprawić, że ktoś pomyśli “nie stać ich na domenę i stronę firmową, to jak mogą handlować towarem”
- pierwszy człon w adresie e-mail to “corratec” - jest to wprowadzenie kolejnej nazwy i pogłębia chaos informacyjny

Reasumując, mamy napój CAPS, który sprzedaje firma mogąca nosić nazwę:
- WERON
- DENTAL
- WERON DENTAL
- CORRATEC

Do tego, zamiast telefonu firmowego są numery komórek, które byłyby w porządku, gdyby były opisane - np. Jan Kowalski, handlowiec na Polskę południową: numer tel. kom.

Gdy napisałem do firmy e-maila z zapytaniem, czy mają świadomość jak to wygląda i że warto to zmienić, jedyne co otrzymałem w odpowiedzi to adres www.werondental.pl . Zamiast mnie powinni go jednak podać na ulotce.

Tags: ,

Bez komentarzy

Wpływ obsługi klienta na wizerunek

rtvBiuro Obsługi Klienta ma często kluczowy wpływ na wizerunek firmy. Przytoczę dwa przypadki obsłużenia mnie przez dwie duże firmy w ostatnim czasie. Chodzi tu o RTV EURO AGD gdzie zamówiłem telewizor i home.pl, gdzie mam serwery.

Zamówiłem TV 37″. Jest to produkt, który gabarytowo nie predestynuje go do wygodnego noszenia sobie z jednego miejsca na drugie. Dlatego zamówiłem go do mieszkania, do którego się wprowadzam, ale w którym nie mieszkam, gdyż dopiero zaczynam urządzanie. W dniu dostawy zadzwoniłem do RTV EURO AGD by poprosić o numer do kuriera. Chciałem dowiedzieć się kiedy będzie towar, bym mógł podjechać. Jest to standard i wiele razy gdy kupowałem coś na odległość, w ten sposób załatwiałem odbiór. Pani z RTV EURO AGD powiedziała jednak, że to niemożliwe i z niekłamaną radością oświadczyła mi, że trzeba było dopłacić i umówić się na dany przedział godzin (za dopłatą można wskazać 2-godzinny przedział czasowy, w którym kurier dostarczy towar). Tłumaczę jej, że nie skorzystałem z tego, ponieważ nie mieszkam w miejscu dostawy - siedzenie na podłodze i gapienie się w ścianę jest tak samo bezsensowne - czy potrwa to 2, czy 8 godzin. Pani z BOK-u jednak idzie w zaparte i nie da mi numeru do kuriera. Jestem dla niej sknerą, który nie wykupił dodatkowej usługi (i nie chce zrozumieć, że dodatkowa usługa w niczym by nie pomogła).

Z czym mamy tu do czynienia? Z szukaniem dodatkowych zysków przez RTV EURO AGD, dzięki dodatkowo płatnej, specjalnej opcji dostawy. I bardzo dobrze. Jako biznesmen mogę tylko przyklasnąć. Sęk w tym, że pracownicy firmy nie zostali odpowiednio przeszkoleni. Skoro już kupiłem towar, fakt, że pani z BOK-u będzie mi truć, że mogłem zamówić precyzyjniejszy termin dostawy, nie sprawi, że go zamówię, bo już i tak jest po sprawie i nic się nie da zmienić. Natomiast tworzy się w oczach klienta wizerunek firmy nieprzyjaznej. Pominę już chłodny, robotyczny, nacechowany wyuczonymi formułkami, głos pani z obsługi. Problem polegał na tym, że ona nie chciała pomóc i nie umiała tego RACJONALNIE uzasadnić. Wybiła się też w negatywny sposób z obowiązujących standardów. Otrzymałem sygnał: “nie interesujesz nas kliencie i nie kupuj u nas więcej”. I nie kupię.

Z kolei w home.pl miałem do czynienia z niedziałającymi serwerami. Gdy zgłaszałem usterki nigdy nie otrzymałem pomocy, wsparcia - jedyną odpowiedzią były techniczne frazesy, za którymi nic nie stało. Zero konkretności. Zero odpowiedzi, czy to stan przejściowy, czy częste awarie serwerów będą na porządku dziennym. Zamiast z ludźmi, rozmawiałem w praktyce z automatami. Efekt jest taki, że odchodzę z home.pl i będzie to dla nich niemała strata bo zostawiałem tam rocznie kwoty 5-cyfrowe. Gdy w końcu się zreflektowali co się dzieje, otrzymałem wyczerpujące wyjaśnienia. Było już niestety (dla home.pl) za późno. Wizerunek, który mi przekazali to: “mamy niestabilne serwery i nie umiemy wytłumaczyć czy i kiedy będą stabilne, a rozmawiać z klientem nam się nie chce - wolimy automatyczne regułki”.

Za wdrażanie produktów komplementarnych i zarabianie na nich muszę pochwalić menedżerów w RTV EURO AGD. Za zautomatyzowanie obsługi klienta w zakresie powtarzających się, tych samych pytań - home.pl. W obu przypadkach jednak najwyraźniej menedżerowie nie pomyśleli o tym, że nie wszystkie usługi da się wypełnić zautomatyzowanym procesem. Ważna jest też umiejętność reagowania na sytuacje niestandardowe, a przede wszystkim ważne jest SŁUCHANIE klienta. Jeśli firma nie słucha klienta, klient nie tylko nie wysłucha jej oferty, ale i będzie mówił o niej złe rzeczy (pamiętajmy, że częściej publicznie narzekamy na usługi/produkty niż je chwalimy).

A biznes zrobią Ci, którzy stworzą klientowi atmosferę bezpieczeństwa, jakości i dobrej usługi.

Tags: ,

1 komentarz

Serwery jak marzenie

dreamhostW związku z tym, że firma home.pl, w której od lat mamy serwery i którą zawsze chwaliłem, ostatnio dramatycznie obniżyła jakość usług, zacząłem szukać innego dostawcy usług hostingowych. Wybór padł na amerykański dreamhost.com. Co do faktycznej jakości usług jeszcze nie miałem okazji się przekonać, niemniej jednak bardzo zauważalny jest odmienny - jeśli weźmie się pod uwagę branżę hostingową - sposób na budowanie wizerunku.

Jest on kontrowersyjny, gdyż opiera się o dowcip i dość ogólne, aczkolwiek lekkostrawne opisywanie usług. Tymczasem serwery to bardzo poważny temat. Dla pewnej części biznesów są podstawą ich działalności, a dla pozostałych firm są po prostu bardzo ważne - w końcu każdy szanujący się biznes ma stronę www i korzysta z e-maili. Dlatego wszystkie firmy hostingowe z jakimi do tej pory się spotkałem, kreując swój wizerunek, stawiają na bezpieczeństwo danych i używanie poważnego języka opisującego usługi. Jest to też język precyzyjny.

Jak się ma zatem do tego polityka Dreamhost? Amerykańska firma na pewno się wyróżnia. Na pewno sprawia to, że wśród tysięcy firm hostingowych zostanie definitywnie zapamiętana, a z powodu jej wyjątkowości Internauci będą sobie o niej mówić. Na tym polu sukces został osiągnięty w 100%. Przy całym tym sukcesie mam jednak obawy o to, czy sprostają moim oczekiwaniom względem jakości usług.

Usługi nie są dokładnie opisane. Gdy chcę porównać oferty firm hostingowych widzę na jakim sprzęcie pracują. Mam punkt odniesienia, dzięki czemu jedne oferty są lepsze, a inne gorsze. Nie da się na takiej płaszczyźnie porównywać oferty Dreamhost, gdyż oferta Amerykanów to z grubsza “wszystko spoko i bez limitów”. Z kolei podczas rozmowy z konsultantem na czacie, bardziej niż fachowość przebija bardzo familiarny tok konwersacji. Jakbyśmy byli najlepszymi kumplami od lat.

Nie twierdzę, że to złe, ale w takim wydaniu również nie uznałbym za świetne. Wydaje mi się, że dreamhost.com powinien dalej iść obraną drogą. Bardzo ważne przy tym są jednak działania uwiarygadniające firmę. Świetnym ruchem jest prowadzenie bloga z informacjami o awariach. Wpisuje się to w atmosferę otwartości panującej na Dreamhost. Również encyklopedia pojęć, problemów i przykładów dedykowana wyłącznie Dreamhost i współtworzona przez społeczność jest dobrym ruchem, gdyż wysyła komunikat: jesteśmy otwarci, solidni, nie mamy nic do ukrycia, a jak się mylimy, to nam pomóżcie - wszyscy jesteśmy równi. To dwa, bardzo dobre ruchy amerykańskiej firmy.

Myślę, że idealnym uzupełnieniem polityki Dreamhost byłby dokładniejszy opis usług (opcjonalnie, dla ciekawskich), a także wstawienie na stronę główną testimonials, czyli różnego rodzaju rekomendacji firm i osób prywatnych. To od razu budzi zaufanie i świetnie uzupełnia wszechobecny luz i dowcip.

Apropos, w dreamhost.com strona błędu 404 (sygnalizacja o błędnym adresie) nie jest zwykłym “Przepraszamy, ale strona o takim adresie nie istnieje”. Dreamhost zaczyna od: “O stary, no to dowaliłeś. Zepsułeś Internet. Jesteś z siebie dumny?”

Tags: ,

4 komentarzy

Jak to się robi w Rumunii

the-land-of-choice-hagiW Eurosporcie od kilku tygodni dość często widuję reklamę Rumunii (trochę pogrzebałem i okazało się, że cała kampania zaczęła się jeszcze w czerwcu). W reklamie, byłe gwiazdy rumuńskiego sportu mówią prostą frazę “This is Romania” po czym następuje seria ujęć rumuńskich widoczków.

Rumuni postawili na osoby, które kiedyś były dobrze rozpoznawalne w świecie. Nastase świetny tenista. Comaneci wybitna gimnastyczka. Hagi - Maradona Karpat. Na którymś z rumuńskich blogów przeczytałem, że nie było innego wyboru, gdyż aktualnie czynni sportowcy z Rumunii nie są znani, a najbardziej rozpoznawalne postaci, Dracula i Causescu, nie żyją. Ja mam 29 lat. świetnie kojarzę Hagiego. Wiem kim była Comaneci i kojarzę nazwisko Nastase (nie wiedziałem, że był tenistą, póki tego nie sprawdziłem). Zatem chyba nie jest tak źle - rozumiem, że ci sportowcy to autorytety, a zatem to co mówią, wskazują, ma pewną wartość. To na pewno dobre posunięcie.

Przy okazji zacząłem się zastanawiać kogo w Polsce można by wykorzystać do takiej kampanii. Wydaje mi się, że najlepsi byliby: Boniek, Dudek, Kubica, Radwańska i Małysz. O Bońka pytał mnie nawet chiński taksówkarz w Szanghaju. To na pewno najbardziej rozpoznawalny polski piłkarz wszechczasów. Do młodszych mógłby przemówić Jerzy Dudek. Mógłby nawet zrobić swój słynny Dudek Dance z finału Ligi Mistrzów. Kubica byłby dobrym nośnikiem promocyjnym na prawie cały świat, gdyż F1 jest popularna nawet w Katarze, czy Chinach. Gorzej z USA, ale Amerykanom o Polsce mogłaby mówić Radwańska - jakby nie patrzeć 10 rakieta świata.

Ale wracając do reklamy. Jest ona w samej Rumunii dość kontrowersyjna. Pokazuje praktycznie wyłącznie przyrodę. Rumunia ma tu wiele do pokazania - pytanie jednak, czy w ten sposób ma być postrzegana zagranicą. Całość podkreśla hasło “Land of choice”. Odnosi się ono nie tylko do sfery symbolicznej (kraj wielu możliwości), ale też (a może nawet głównie) do sfery dosłownej: kraina, która jest różnorodna. Skupiając się wyłącznie na pięknych widoczkach Rumunii chyba jednak nie wykorzystali potencjału hasła. Inna sprawa, że może takie właśnie były założenia kampanii (nie znam ich) - pokazać Rumunię jako kraj piękny geograficznie. Na pewno dzięki temu przekaz jest spójniejszy i łatwiejszy do zapamiętania, a umówmy się - Rumunia, podobnie jak Polska - to kraj w świecie raczej anonimowy.

Opisana wyżej reklama jest istotną częścią większej kampanii. Z innych rzeczy, na które udało mi się trafić, godne uwagi wydają się być dowcipne plakaty, które pokazują wspomnianych rumuńskich sportowców w konfrontacji z zwierzętami przybierającymi taką samą pozę (jeden z takich plakatów obrazuje ten wpis). Jeszcze większym humorem okraszony jest film (dostępny tylko w necie, miał chyba spełniać funkcję virala), który można zobaczyć np. tutaj.

Opisuję ten przykład, gdyż Polska i Rumunia mają wiele podobieństw:
- kraj słabo rozpoznawalny w świecie
- kilku dobrze rozpoznawalnych sportowców
- zróżnicowanie geograficzne (góry, morze, jeziora, lasy)
- podobny stopień rozwoju
przez co sposób w jaki budują wizerunek państwa może być dla nas interesujący.

I jeszcze ciekawostka na koniec. Wpisując w youtube.com “poland” wyszukiwarka dała mi kilka propozycji rozszerzeń tej frazy. Zrobiłem tak samo z “romania”. Oto pierwsze 2 rozszerzenia dla każdego państwa:

Romania: a) country, b) music

Poland:  a) story, b) hooligans

Tags: ,

1 komentarz

Tworzenie wizerunku w oparciu o trend “anty-PZPN”

sniezkaDziś mecz Polski ze Słowacją. Wczoraj w portalu www.sport.pl przeczytałem oświadczenie spółki Śnieżka o tym, że odżegnuje się od łączenia firmy z PZPN-em, mimo, że Śnieżka jest sponsorem reprezentacji naszych kopaczy. To świetne zagranie wizerunkowe i chylę czoła przed osobą, która podjęła w firmie taką decyzję.

Nie ma co ukrywać, że PZPN jest nielubiany w Polsce, a teraz bycie anty-PZPN jest wręcz trendy. Powstają stowarzyszenia, krążą dowcipy, ma być nawet bojkot dzisiejszego meczu. Warto podpiąć się pod taką inicjatywę i Śnieżka zrobiła to wyśmienicie, a Sport.pl wydatnie w tym pomógł.

Nie czarujmy się, Polacy nie przestaną kupować farb Śnieżki dlatego, że ta sponsoruje reprezentację. Nie wierzę w to, że Śnieżka wydała oświadczenie, gdyż powstał problem “identyfikowania Firmy Śnieżka z jakimikolwiek wydarzeniami związanymi z funkcjonowaniem PZPN”. Po prostu producent farb stwierdził, że zdobędzie trochę na tej wojence PZPN-u z całym światem, stąd takie oświadczenie, trafiające celnie w gust odbiorców. Tekst został sprytnie podsumowany:

“uważamy naszą drużynę narodową za swego rodzaju dobro narodowe, zaś słabe wyniki sportowe nie są - w naszej opinii - wystarczającym powodem do zerwania umowy. Jako rzetelny i lojalny Sponsor czujemy się w obowiązku wspierać Reprezentację nie tylko w czasie sukcesów, lecz także w okresach słabszej gry, a co za tym idzie niepowodzeń.”

Oświadczenie to jedno, ale pomoc Sport.pl to drugie. Tytuł artykułu (nadany przecież przez dziennikarza) “Sponsor reprezentacji bojkotuje PZPN” jest w gruncie rzeczy nieprawdziwy, bo do żadnego bojkotu nie doszło (i dojśc nie musiało), ale granie na strunie anty-PZPN na pewno bardzo Śnieżce pomogło.

I by nie było wątpliwości o tym, że akcja była zwymiarowana pod kibiców - na oficjalnej stronie Śnieżki o bojkocie ani widu, ani słychu.

Pełna treść artykułu znajduje się tutaj.

Tags:

1 komentarz

Fotowizytówka

wizytowka1Ostatnio poprosiłem naszą grafik, by przygotowała firmowe wizytówki do druku. Pomyślałem, że fajnie będzie zamieścić na wizytówkach nasze zdjęcia. Nie raz zdarzyło mi się odnaleźć w portfelu, czy w kieszeni marynarki, wizytówkę należącą do… nikogo. A przynajmniej nikogo, kogo bym kojarzył. Problem ten nasila się zwłaszcza po bankietach, gdzie wymienia się wizytówki z masą osób i nawet geniusz miałby problem z zapamiętaniem każdej osoby, z którą się rozmawiało.

Uznałem, że wprowadzenie zdjęcia będzie ożywcze. Sprawi, że sama wizytówka zostanie lepiej zapamiętana i pokaże, że jesteśmy postępową i nowoczesną firmą. Przede wszytkim jednak sprawi, że człowiek z wizytówki nie będzie anonimowy i jak ktoś będzie robił porządek w wizytówkach za rok, to patrząc na moje zdjęcie przypomni sobie, że jest taki facet co siedzi w branży e-marketingu i może jeszcze coś się na tym zna. Wizytówka nie będzie anonimowa. Ja nie będę anonimowy.

Skończyło się na tym, że na wizytówkach jednak nie będzie zdjęć. Z kim bym nie rozmawiał, każdy ma raczej negatywne odczucia co do takiej formy budowania, a właściwie utrwalania wizerunku. I dziwi mnie to wielce, zwłaszcza jak widzę serwisy społecznościowe typu nasza-klasa.pl itp., gdzie zdjęcia zamieszcza się na wyścigi. Czyli wstawianie fotek bez celu jest cool, a tam, gdzie one faktycznie są potrzebne jest odbierane źle? Przypuszczam, że gdy na zachodzie stanie się to popularne, a w Polsce nastanie kolejne pokolenie (uzależnione od wstawiania swoich fotek wszędzie gdzie się da), wówczas fotowizytówki staną się standardem.

Tyle tylko, że wówczas nie będą już komunikować o nowoczesności i otwartości firmy. Będą zwykłymi wizytówkami.

Tags: ,

3 komentarzy