Posty strona www

Prawy wizerunek lewych transmisji

tv

Zanim stałem się szczęśliwym posiadaczem Canal +, zdarzało mi się wchodzić na strony, na których w formie video prezentowane były mecze na żywo. Nie wiem, jak to się technicznie odbywa, w każdym razie jeden pan z drugim puszczają w eter transmisje wydarzeń sportowych. Wydaje mi się, że ktoś w łańcuszku ludzi w tym uczestniczących łamie prawo - z drugiej strony, skoro to działa, a duże stacje TV nie robią publicznej nagonki, to może jest to legalne.

Niemniej jednak osoba, która zamieszcza na stronie taką transmisję, nieodzownie zamieszcza też prośbę o datek. Czyli mamy kogoś, kto pośredniczy  w szemranym interesie, jest anonimowy i chce od nas pieniądze. Czy te pieniądze zdobędzie, zależy głównie od tego, jaki stworzy wizerunek.

Obejrzałem sobie takich stron ok. 10. Prawie żadna nie wzbudza zaufania. Wizerunkowo wybija się tutaj pl-sport.tv. Już sama domena pokazuje, że  ma się do czynienia z inną stroną. Adresy konkurencji oparte są często na wieloczłonowych nazwach w mało znanych, darmowych domenach.

W sekcji poświęconej opłatom jest wyjaśnione, jakie są miesięczne koszty transmisji, a także ile kosztuje dany rodzaj smsa, którym można zasilić kasę młodego przedsiębiorcy. Że jest to biznes, nie mam wątpliwości. Podane koszty są zbyt małe na serwer dedykowany, a zbyt duże na serwer wirtualny. Nie każdy odbiorca strony to wie, więc przy odpowiednio stworzonym wizerunku, promotor lewych transmisji może mieć wzięcie.

Przy liście numerów na jakie trzeba wysyłać smsy, powinien znaleźć się odnośnik do jakiejś neutralnej i poważanej strony, na której potwierdzone jest, że taki a taki numer wiąże się z taką a taką opłatą. Po wielu powszechnie znanych historiach, istnieje w społeczeństwie duża obawa przed wysyłaniem smsów na nieznane numery.

Ale to właściwie jedyny poważny zarzut do wizerunku pl-sport.tv. Co należy pochwalić? Na górze strony znajduje się kolaż sportowych motywów (czyli ktoś się postarał nadać stronie półprofesjonalny charakter), a treścią strony oprócz playera video jest program tv i narzędzie wizerunkowe: boks “Lubię to” z Facebooka. A na Facebooku ponad 1300 fanów - to najlepiej świadczy o tym, że z pomocą tych prostych działań wizerunkowych, strona wzbudziła zaufanie.

Tags: ,

Brak komentarzy

Panoramy wirtualne i obrotowce

apostolski-panoramaRozważając o tworzeniu wizerunku w Internecie na pewno należy wziąć pod lupę trend już nie nowy, ale ostatnio - ze względu na szybko rosnącą prędkość łącz - popularniejszy. Mianowicie wirtualne panoramy.

Z pojęciem tym związanych jest kilka sposobów prezentacji. Najprostszym jest tzw. obrotowiec, czyli produkt, który użytkownik na ekranie może obracać - zazwyczaj w jednej płaszczyźnie, ale przy bardziej skomplikowanych realizacjach, również w wielu płaszczyznach. Typową wirtualną prezentacją jest możliwość dowolnego obracania się (rozglądania) po wnętrzu pomieszczenia, wraz z przybliżaniem i oddalaniem. Najbardziej zaawansowaną prezentacją jest wirtualna wycieczka, która złożona jest z wielu wirtualnych panoram, a także posiada bardziej lub mniej rozbudowany interfejs nawigacyjny.

Obrotowiec jest dedykowany produktom i można go wykonać na dowolnej wielkości produkcie, który da się przenieść i obracać. Mniejsze produkty robi się poprzez specjalne fotografowanie. Większe można zeskanować w technologii 3d - trwa to o wiele dłużej i jest wielokrotnie droższe. Z tego co się orientuję to skaner 3d jest w Polsce jeden i mam do niego dostęp, gdyby ktoś był zainteresowany.

Wirtualne panoramy i wycieczki służą z kolei pomieszczeniom (wskazane dla hoteli - przykład), ew. wyposażeniom wnętrz (wskazane dla producentów mebli - przykład). Do ich zrobienia również niezbędny jest dobry fotograf.

Tyle tytułem koniecznego wstępu. Warto się zastanowić po co bawić się w te wirtualne bajery. Powodów jest kilka:

1. Głód wiedzy
Konsument w obecnych czasach dużo wie. Wie też, że może dużo się dowiedzieć. Dlatego oczekuje jak najdokładniejszej wiedzy na temat produktu/usługi. Walkę o klienta wygrywają ci, którzy najdokładniej go informują. Ci którzy pokażą mu najdrobniejszy szczegół produktu.

2. Próbka gratis
Wiele produktów, czy usług posiada funkcjonalność testową. Nazywamy to demem, trialem, okresem próbnym itp. Konsumenci oczekują, że mogą produkt/usługę przetestować przed kupnem. Wirtualna panorama, czy obrotowiec wpisują się w tę rolę.

3. Bycie na czasie
W erze nowych technologii, duże grono odbiorców docenia, jeśli firma korzysta z nowych technologii. Część z tych konsumentów wręcz uważa, że skorzysta z oferty wyłącznie takich firm, które wyróżniają się na rynku. Firmy, które stosują wirtualne technologie mają przewagę nad tymi, które ich nie stosują. Przewagę w walce o klienta.

Oczywiście nie jest tak, że wstawiając panoramę, czy obrotowca, efekt mamy murowany. Od jednego z hoteli, dla których robiliśmy panoramy, dostałem informację, że mają z nimi problem. Zostały tak dobrze zrobione (w sensie, tak ładnie wyglądają pomieszczenia, które fotografowaliśmy), że potem jak klient przyjeżdża do hotelu, to jest rozczarowany, że na żywo nie wygląda to tak ładnie. Innym problemem jest, że nie każdy ma zainstalowaną Javę na komputerze i nie zamierza jej instalować - wówczas panoram zrobionych w tej technologii użytkownik nie obejrzy. Z tego na przykład powodu, panoramy, które robiliśmy kilka lat temu w Javie, w tym momencie przerabiamy na flashowe, które robimy od dwóch lat - tę technologię ma na komputerach 99% użytkowników, a i przeglądarki w telefonach komórkowych coraz lepiej radzą sobie z Flashem. Problemem dla niektórych użytkowników może też być prędkość łącza - przy wolnym łączu panorama wczytuje się długo, a obrotowiec nie działa płynnie, a do tego spowalnia działanie całej strony.

Przy powyższych niedogodnościach, wciąż jednak zalety zdecydowanie wysuwają się na pierwszy plan. Wirtualizm to trend obowiązujący już od czasów filmów z lat 90-ych, gdzie po założeniu specjalnych okularów, bohaterowie przenosili się w inny świat. Ludzie chcą doznawać w 3d, chcą widzieć to, czego nie mogą zobaczyć. Panoramy wirtualne spełniają te oczekiwania. Dlatego właśnie sklepy internetowe, które w opisie produktu dają obrotowca, częściej ten produkt sprzedają. Dlatego właśnie mieszkania na sprzedaż, którym towarzyszy wirtualna panorama w Internecie, sprzedają się dużo szybciej niż poprzez pośrednika. I bez jego marży.

Tags: , ,

Brak komentarzy

Kinder-prezydent

szmajaWystartowała strona kandydata na Prezydenta RP - Jerzego Szmajdzińskiego. O dziwo, pod innym adresem, niż pierwotnie planowano - www.szmajaok.pl. Na szczęście (dla siebie) wypromowany adres superszmaja.pl został odpowiednio przekierowany i dorobek tego adresu nie został zmarnowany.

Być może na taki ruch wpływ miał fakt, że powstała również antystrona www.superszmaja.com i Szmajdziński chciał uniknąć napędzania sobie negatywnego elektoratu.

A jeśli chodzi o samą stronę, to mam wrażenie, że nie wykorzystano potencjału pomysłu. Po pierwsze, grafika celuje wręcz w grupę, która na oddawanie głosów jest jeszcze zbyt młoda. Po drugie, wydaje mi się, że pomylono humor z ośmieszaniem się. Po wejściu na stronę, zamiast newsa o tym, że strona w końcu ruszyła, że ma takie i takie atrakcje, wita nas informacja o konkursie na karykaturę Szmajdzińskiego. Mam wrażenie, że wszystko co Szmajdziński ma do zaoferowania jako prezydent to błaznowanie i karykaturowanie samego siebie.

W czterech rogach strony postawiono Szmajdzińskiego, który prezentowany jest w postaci lotnika, tenisty, rycerza i niedźwiedzia. Nic jednak z tego nie wynika. Oczekiwałem, że po kliknięciu, pojawi się jakieś wytłumaczenie, skąd te postaci. Tymczasem nie dzieje się kompletnie nic.

W dziale multimedia też nie jest najlepiej. Duże pochwały należą się za pomysł wstawiania filmów, które nie są typowymi politycznymi nawalankami. Skoro strona ma być lekka to i filmy na niej zawarte też. Niestety film, który znajduje się na stronie prezentuje Szmajdzińskiego z gimnazjalistkami, które nie mogą na niego głosować. Jeszcze gorzej jest jak się wejdzie na gry. Jest tam jedna gra - typu memory. Po ukończeniu jej nie ma żadnej światłej myśli przyszłego kandydata na prezydenta, żadnych gratulacji od Super Szmaji - nic. Po co więc było eksploatować ten pomysł? By pokazać gębę Szmajdzińskiego na kilkunastu kartach? Były już kiedyś takie dowcipy z serii “otwieram gazetę - polityk X, włączam telewizor - polityk X - aż boję się otworzyć lodówkę…”. Przesada nigdy nie jest dobra.

Serwis jest, przepraszam za słowo, niedorobiony. Ktoś miał dobry pomysł, ale wyszła z tego nieprzemyślana strona, skierowana nie do tej grupy docelowej co trzeba. Zamiast tworzyć wizerunek odpowiedzialnego, ale przyjemnego prezydenta, na luzie, bez nadymania się, pokazuje niedźwiadka - na maskotkę dla gimnazjalistek z filmu się nadaje, na Prezydenta RP absolutnie nie.

Tags: , , ,

Brak komentarzy

Piowanie gazi, na kt

pilowanieTo był weekend, w którym zdziwiło mnie kilka rzeczy. Po pierwsze, kliknąłem w reklamę home.pl zachęcającą do stworzenia za darmo strony www. Dowiedziałem się, że home.pl świadomie nie obsługuje przeglądarki Opera i nie mogę poznać ich oferty. To bardzo dziwne przeoczenie specjalistów od e-wizerunku hostingowego lidera. O działaniach marketingowych tej firmy można mówić w samych superlatywach, a tu taki klops.

Drugie zdziwienie jakie mnie ogarnęło, to uczucie po wejściu na stronę internetowę Arcadia Residence w Pradze. Przybytek ten zdobył czołowe miejsca w kilku kategoriach konkursu Tripadvisor.com na najlepsze hotele świata. Strona jest zrobiona 5 lat temu i do bólu prosta. Dziw bierze, że Prażanie nie wyczuli potencjału miejsca pod kątem zaprezentowania go na stronie www, zwłaszcza, że konkurencja, która zdobyła największe laury (również z Pragi) wie, jak działać na polu internetu: www.goldenwell.cz.

To jednak nic w porównaniu z zdziwieniem - hmm… szokiem właściwie - jaki przeżyłem po zachowaniu przedstawicieli serwisu społecznościowego GoldenLine.pl. W serwisie tym obecny jest niejaki Peter Calka, którego celem jest obrażanie wszystkich wokół. Ma na swoim koncie obraźliwe sformułowania pod adresem wielu osób na GoldenLine  - trafiło niestety i na mnie.

Zgłosiłem sprawę do GoldenLine oficjalnie. Potem do Arvinda Juneji, który - jak twierdzi - zajmuje się rozwijaniem społeczności GoldenLine. Potem zgłaszałem to przez formularz. Potem skierowałem się do rzecznika firmy z prośbą o wytłumacznie, dlaczego GoldenLine sprzyja łamaniu prawa. Za każdym razem, nie otrzymałem odpowiedzi. Nie ma żadnej logicznej przesłanki dlaczego tak się stało. W świecie biznesu oficjalne przyzwolenie na łamanie prawa, sprawia, że firma, która go udziela staje się niewiarygodna. To nie jest tak, że jestem sam i czuję się pokrzywdzony. Mam kontakt z innymi osobami, które mają podobny problem - są notorycznie obrażani przez Petera Calka. GoldenLine jednak nie reaguje w żaden sposób. Już sam fakt, że z serwisu robi się śmietnik, powinien dać włodarzom wiele do myślenia.

W międzyczasie na rynku polskim bardzo mocno zaatakował Facebook. Biorąc pod uwagę, że GoldenLine nie ma żadnej realnej przewagi nad Facebookiem, jedynym czynnikiem w jakim mógł czuć się zwycięzcą, było odpowiednie podejscie do klienta, którego nie mógłby zaoferować globalny moloch (na zasadzie: jesteśmy w Polsce, bliżej użytkowników, a zatem szybciej i lepiej możemy reagować na ich potrzeby). Tymczasem GoldenLine w ogóle nie jest zainteresowane tym, żeby serwis trzymał odpowiedni poziom, a co gorsza, nie jest zainteresowane jakimokolwiek kontaktem z klientem. Czy GoldenLine - pierwszy polski, profesjonalny serwis społecznościowy dla biznesu - się wykończy (czyli straci ruch na stronie)? Według mnie tak. Najdziwniejsze jest jednak to, że przyłoży do tego rękę nie tylko Facebook, który świetnie odpowiada na zapotrzebowanie klientów, ale przede wszystkim sam GoldenLine, który tych klientów ma głęboko gdzieś.

Tags: ,

3 Komentarze

Superszmaja - bd jaja?

superszmajaMedia dziś obiegła informacja, że Jerzy Szmajdziński, kandydat na Prezydenta Polski, będzie miał nowoczesną stronę pod adresem www.superszmaja.pl. Duży plus dla otoczenia kandydata lewicy za to, że informację ochoczo zaprezentowały zarówno największe dzienniki, jak i stacje radiowe. Ale co dalej?

Według TOK FM na stronie internautów będą witać cztery postacie kreskówkowe - każda z głową Jerzego Szmajdzińskiego. Będzie to rycerz, pilot, tenisista i pluszowy miś. Pogratulować można dobrego pomysłu na zaprezentowanie kandydata od innej strony i to z użyciem Internetu, które jest w Polsce medium wciąż zbyt mało eksploatowanym w polityce.

Przydomek “superszmaja” może budzić wątpliwości, czy ego kandydata nie jest zbyt przerośnięte, ale jeśli wszystko zostanie w tonie humorystycznym - a takie są zapowiedzi - to myślę, że nikt tego źle nie odbierze. W Polsce ostatnio superbohaterowie są dość popularni. Niewykluczone zresztą, że na pomysł SuperSzmaji natchnął lewicę TurboDymoman. Stefan Niesiołowski twierdzi z kolei, że to codzienny przydomek Szmajdzińskiego. Tak, czy owak - Superszmaja wyróżnia się na tyle, że zostanie dobrze zapamiętany, a jeśli stworzenie strony zostało poparte dobrymi badaniami, to twórcy już na pewno wiedzą, jaka forma Szmajdzińskiego najbardziej przypadnie do gustu publice. Rycerz pewnie będzie walczył o wartości lewicy. Pilot będzie prowadził nas dobrą drogą ku lepszej Polsce. Tenista pokaże, że sport to zdrowie, a pluszowy miś będzie sympatycznym obliczem kandydata na prezydenta. Na pewno musi być w tym humor i autoironia. Jak to zostanie zrealizowane - szczerze nie mogę się doczekać.

Usłyszałem dziś w radio, że “szmaja” w niektórych regionach Polski to negatywne określenie i że to może budzić złe skojarzenia. To ciekawy aspekt - jeśli ktoś z czytelników coś na ten temat wie, proszę o komentarz.

Jakkolwiek cały pomysł jest dobry, tak na razie jego autorzy nie wykorzystali należycie potencjału tego, że informacja obiegła wiele mediów. Po wejściu na stronę zobaczymy laptopa i chłodną informację o SLD i stronie w trakcie budowy. A można było już wstawić głowę Szmajdzińskiego w kostium Supermana i dołożyć wesoły tekst.

Tags: , ,

Brak komentarzy

Netia kontra business continuity - wychodzenie z sytuacji kryzysowej

netiaPrzydarzyła nam się ostatnio w firmie przykra rzecz, która rzuciła cień na nasz wizerunek. 26. listopada rano mieliśmy zostać odłączeni od TP S.A (Internet, telefon), by kilka godzin później otrzymać od kuriera modem Netii i w pełni cieszyć się fenomenalną ofertą największego konkurenty Tepsy. Warunek pierwszy został spełniony. Warunek drugi nie.

Nie będę opowiadał szczegółów, ile to czasu i pieniędzy straciłem, ile się nadenerwowałem - usługę Netia zaczęła świadczyć dopiero po ponad 3 tygodniach - nie o tym jest ten blog. Łatwo sobie jednak wyobrazić problem: jak u licha agencja interaktywna ma działać bez Internetu?

Brak Internetu kompletnie zdezorganizował pracę firmy. Gdybym jednak wiedział, że Internetu nie będzie przez 3 tygodnie od razu podjąłbym decyzję o przeniesieniu wszystkich prac w domowe zacisza. Bez tej wiedzy, łudziłem się, że każdy kolejny dzień będzie tym, w którym sieć oplecie nasze biuro.

Właściwie to określenie, że nie miałem takiej wiedzy jest nieprawdą. Bo ja miałem wiedzę - Netia cały czas tłumaczyła i zapewniała (każdy konsultant mówił co innego). Sęk w tym, że byłem notorycznie okłamywany. Jeśli mam się wznieść na wyżyny obiektywizmu i nie przesadzić, to powiem, że byłem okłamany co najmniej 8 razy.

O braku telefonu nie myślałem - co było błędem, o czym w dalszej części. Kluczowy był Internet. Mieliśmy jednego klienta, który chciał pozycjonować kilka portali i był zainteresowany roczną umową. Ba, umowa była nawet dogadana i przygotowana. Mieliśmy się spotkać. Klient proponował, by było to u nas w biurze, bo chce nam pokazać kilka stron, poradzić się itp. itd. Proponował spotkania dwa razy, a ja dwa razy odmawiałem, gdyż bez Internetu nie jestem w stanie wyświetlić żadnej strony www. Trzeciej propozycji nie było. Klient uznał, że to niepoważne, by agencja interaktywna nie miała Internetu.

Myślę, że miał całkowitą rację. Skłoniło mnie to do natychmiastowego podpisania umowy z Orange. Pomyślałem, z Netią pójdę do sądu, zapłacę drugi abonament w Orange, ale przynajmniej praca w biurze będzie stabilna i nie będziemy narażeni na śmieszność. Los się uśmiechnął. Orange pozwolił się połączyć na próbę - zamiast wiązać się 2-letnią umową, mogę zapłacić za jeden miesiąc, bez zobowiązań. Pozostało więc czekać co zrobi Netia.

Tymczasem, przez fakt, że tak się skupiłem na doprowadzeniu Internetu do biura, nie poświęciłem należytej uwagi problemowi telefonu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Portal SpaLuxury.pl pomyślał, że zwijamy żagle. Teatr Ludowy był mocno zaniepokojony, czy dalej działamy, a nowy klient - duża agencja reklamowa - co najmniej zdziwiony, że nie działa nam tak podstawowa jednostka komunikacyjna jak telefon. A byli to przecież nasi klienci, którzy cenią to co robimy i kim jesteśmy.

Jeśli firma ma problem z linią telefoniczną przez kilka dni, to nie tylko stałym, ale i potencjalnym klientom zaświeca się lampka z napisem “niestabilna firma - z nimi lepiej nie robić interesów”. Realny efekt zaniechań i kłamstw Netii był taki, że nasza ostatnia kampania reklamowa nie przyniosła ani jednego klienta. Każda wcześniejsza kończyła się pozyskaniem klientów, z czego ogromna większość w wyniku rozmowy telefonicznej. Klient chcąc poznać firmę - dzwoni do niej. Po rozmowie ocenia, czy ma do czynienia z profesjonalistami. Liczy się pierwszy kontakt. A dzięki Netii tego kontaktu nie było. No, był co najwyżej jednostronny.

Powstaje pytanie, co zrobiłem, by ratować nasz wizerunek w tej kryzysowej sytuacji.

Napisałem do klientów, z którymi aktualnie prowadzimy projekty, że mamy taki a taki kłopot, niespowodowany przez nas i że monitorujemy sytuację i staramy się wpłynąć na Netię, by problem rozwiązać. Kontakt z nami jest możliwy e-mailowo lub na telefony komórkowe każdego z nas. Ponadto zamieściłem newsa na naszej stronie firmowej z opisem problemu i wstawiłem do działu KONTAKT ogólnobiurowy numer komórki.

Co mogłem zrobić lepiej?

Mogłem wysłać stosowną informację do wszystkich naszych dotychczasowych klientów, a nie tylko do części, z którą aktualnie działamy. Ponadto wszystkie opisane powyżej działania mogłem wykonać szybciej. Co mnie powstrzymywało? Po pierwsze, poczucie obciachu (agencja interaktywna bez Internetu i telefonu to wg mnie obciach). Po drugie, notoryczne kłamstwa ze strony Netii, które uniemożliwiały obranie jakiejkolwiek strategii, która będzie oparta na faktach i zastanej rzeczywistości.

Cała ta sytuacja nie miałaby miejsca, gdybym mniej ufał obietnicom firm, a bardziej restrykcyjnie prowadził politykę business continuity. Za tą angielską nazwą kryją się czynności, które firma musi przedsięwziąć, by zachować zdolność do działania w kluczowych dla niej obszarach, bez względu na jakie niepowodzenia i wypadki losowe natrafi. Centrum Nowej Technologii taką politykę ma - kilka razy zresztą uratowała nam reputację u klientów - mimo to, jak pokazał opisany powyżej przypadek, nie w każdym obszarze. By uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości, będziemy mieć w pogotowiu Internet mobilny (usługę świadczy kilku operatorów i można ją uruchomić od ręki, bez żadnej infrastruktury sieciowej), a niedziałającą linię telefoniczną momentalnie zastąpimy numerem zakupionym poprzez Skype. Całą operację można przeprowadzić w jeden dzień, łącznie z poinformowaniem klientów i naniesieniem korekt na stronie www.

Tags: , , ,

2 Komentarze

Mityczny Hektor by bez wad - obecny wyldowa na drugim biegunie

hektor_stronaWpadłem przypadkiem na stronę dużej firmy zajmującej się e-marketingiem. Firma nazywa się Hektor i działa w Tarnowie. Przeżyłem szok, który uświadomił mi pewien problem: firm zajmujących się w Polsce e-marketingiem jest tak dużo, że potencjalni klienci nie wiedzą jak wybrać i kogo wybrać do realizacji usługi. Wybór jest przypadkowy i dzięki temu, firmy takie jak Hektor mogą prężnie działać i głosić, że znają się na marketingu.

Ich strona jest kompletnie nieczytelna. Zawiera masę bannerów. Jeden z nich, reklamujący meble, zachodzi na menu! Poszczególne elementy się rozsypują. Na podstronach nie ma spójności graficznej. Już samo intro było dość…hmmm… oryginalne.

Byłem niezmiernie ciekaw kto rekomenduje taką firmę jak Hektor. Gdy otworzyłem stosowny dokument, okazało się, że firma ta zajmuje się głównie pozyskiwaniem dotacji z UE, a jej główny obszar działania to polskie wsie. Mimo to w tytule strony na pierwszy plan wybijają się hasła: e-marketing i webdesign.

A potem ludzie są skołowani i rozżaleni, że nie otrzymują usługi na odpowiednim poziomie. Efekt jest taki, że w ogóle tracą zaufanie do agencji reklamowych, interaktywnych i innych firm z branży.

Tags: , ,

3 Komentarze

Rewolucja w kobiecej rewolucji

kobiecaNiedawno zmienialiśmy sklep internetowy www.KobiecaRewolucja.pl, który prowadzimy wraz z warszawskim partnerem. Wyzwanie było nie lada, bo sklep cieszy się dużą popularnością (zwłaszcza w ostatnim okresie - tak, przedświąteczna gorączka już się zaczęła) i trzeba było wszystko przeprowadzić sprawnie.

Co sprawiało, że proces zmiany należało głęboko przemyśleć:
- nowy system, oparty o PROFITSHOP, jest kilkakrotnie bardziej zaawansowany od starej wersji sklepu, którą robiliśmy dawno temu
- dane użytkowników, które były pobierane w starej wersji sklepu, nie odpowiadały dokładnie danym, które chcieliśmy pobierać teraz
- mieliśmy prawie tysiąc zarejestrowanych użytkowników

Co zrobiliśmy:
- pobraliśmy z bazy dane użytkowników rozkładając ich na części pierwsze, przyporządkowując dane do nowej bazy, zgodnie z nowymi oczekiwaniami - dzięki temu nie straciliśmy klientów, którzy są już z nami związani (klientowi raz pozyskanemu jest dużo łatwiej coś sprzedać, niż pozyskać nowego)
- zachowaliśmy hasła klientów, aby w nowej wersji bezproblemowo mogli się logować
- wystawiliśmy na moment informację o zmianie sklepu, by nikt w tym czasie nie robił zakupów i szybko podmieniliśmy systemy
- puściliśmy mailing do użytkowników, informując o nowym, wygodnym sklepie, podkreślając walory

Jaki uzyskaliśmy efekt:
- jeszcze większą sprzedaż, jako bezpośredni efekt zmian i mailingu
- wzmocniliśmy wizerunek sklepu, gdyż mimo wielkich zmian, nie pozbawiliśmy nikogo konta - wszystkie dane zostały przeniesione i żaden użytkownik nie odczuł z tego powodu dyskomfortu - doceniono, że zmieniamy się na lepsze

Tags: , ,

Brak komentarzy

Marketing polskich zamk

niedzicaPrzeglądałem sobie wczoraj bardzo fajną książkę o polskich zamkach i pałacach wartych odwiedzenia. “Wypoczynek z duchami” (T. Kokocińska, Z. Żyburtowicz) ukazał się na rynku w tym roku nakładem Świata Książki. Lektura natchnęła mnie nie tylko do odwiedzenia tych przepięknych miejsc rozsianych po całej Polsce, ale też i pchnęła mnie ku pewnej refleksji: wiele - wydawałoby się -  profesjonalnych firm, nie dostrzega, że strona www (wraz z jej nazwą) to ważne narzędzie promocyjne i wizerunkowe.

Każdy z pałaców i zamków opisanych w książce miał wydzielone 1/3 strony na nazwę, hasło i dane kontaktowe. Niektóre z tych danych ograniczały się do telefonu komórkowego - pisałem we wcześniejszym wpisie, że to błąd, gdyż marginalizuje wielkość firmy, a także czyni jej strukturę niejasną (pojawia się pytanie: do kogo jest ten telefon?). Nie to jednak mnie najbardziej zaskoczyło. Znalazłem dwa obiekty, których adresy www wyglądały tak:

- paulinum.hostowy.pl

- hotel-zamek.e-tur.com.pl

Pierwszy odnosi się do pałacu, który - sądząc po zdjęciach - liczy sobie kilka stów za nocleg. Nie stać ich jednak na profesjonalną domenę i hosting - muszą biedni korzystać z darmowego i paskudzić swoją domenę. To jednak nic, gdyż ten drugi adres odnosi się do… Zamku w Malborku! Do jednego z najbardziej okazałych turystycznie miejsc w Polsce!

Zaskoczył mnie również zamek w Niedzicy, gdyż w książce strony www nie podano, a jest to jeden z bardziej znanych obiektów tego typu w Polsce. Z pomocą Google jednak znalazłem ich stronę (www.niedzicazamek.pl), więc zaskoczenie prawie minęło. Prawie, gdyż na stronie głównej wita nas z prawej strony kiepski banner z napisem “Udany wypoczynek tylko Niedzicy”. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

Kończąc temat zamków pokuszę się jeszcze o uwagę pod adresem Zamku Reszel Kreativ Hotel. Wydaje mi się, że hotele zamkowe powinny nosić nazwy związane z epoką, w której zamek powstał, bądź z jakimiś przymiotami, które z takim zamkiem, mogłyby się nam, współczesnym, kojarzyć. Słowo “kreativ” nie kojarzy mi się z szlacheckim jadłem, dzielnymi wojami i klimatycznymi komnatami. To nie tylko niewykorzystanie potencjału nazwy, ale wręcz wprowadzanie zamętu w głowie potencjalnego klienta.

Jak już omawiam temat nazw, to jeszcze dorzucę swoje 3 grosze do ogródka pewnego salonu urody  z centrum Krakowa. Widziałem ostatnio ich auto oklejone całkiem zgrabnie firmowym kolorami i przejrzystymi hasłami. Domenę jednak dobierała im chyba konkurencja, by osłabić ich wizerunek: www.lussi.netau.net

Tags: , ,

2 Komentarze

Serwery jak marzenie

dreamhostW związku z tym, że firma home.pl, w której od lat mamy serwery i którą zawsze chwaliłem, ostatnio dramatycznie obniżyła jakość usług, zacząłem szukać innego dostawcy usług hostingowych. Wybór padł na amerykański dreamhost.com. Co do faktycznej jakości usług jeszcze nie miałem okazji się przekonać, niemniej jednak bardzo zauważalny jest odmienny - jeśli weźmie się pod uwagę branżę hostingową - sposób na budowanie wizerunku.

Jest on kontrowersyjny, gdyż opiera się o dowcip i dość ogólne, aczkolwiek lekkostrawne opisywanie usług. Tymczasem serwery to bardzo poważny temat. Dla pewnej części biznesów są podstawą ich działalności, a dla pozostałych firm są po prostu bardzo ważne - w końcu każdy szanujący się biznes ma stronę www i korzysta z e-maili. Dlatego wszystkie firmy hostingowe z jakimi do tej pory się spotkałem, kreując swój wizerunek, stawiają na bezpieczeństwo danych i używanie poważnego języka opisującego usługi. Jest to też język precyzyjny.

Jak się ma zatem do tego polityka Dreamhost? Amerykańska firma na pewno się wyróżnia. Na pewno sprawia to, że wśród tysięcy firm hostingowych zostanie definitywnie zapamiętana, a z powodu jej wyjątkowości Internauci będą sobie o niej mówić. Na tym polu sukces został osiągnięty w 100%. Przy całym tym sukcesie mam jednak obawy o to, czy sprostają moim oczekiwaniom względem jakości usług.

Usługi nie są dokładnie opisane. Gdy chcę porównać oferty firm hostingowych widzę na jakim sprzęcie pracują. Mam punkt odniesienia, dzięki czemu jedne oferty są lepsze, a inne gorsze. Nie da się na takiej płaszczyźnie porównywać oferty Dreamhost, gdyż oferta Amerykanów to z grubsza “wszystko spoko i bez limitów”. Z kolei podczas rozmowy z konsultantem na czacie, bardziej niż fachowość przebija bardzo familiarny tok konwersacji. Jakbyśmy byli najlepszymi kumplami od lat.

Nie twierdzę, że to złe, ale w takim wydaniu również nie uznałbym za świetne. Wydaje mi się, że dreamhost.com powinien dalej iść obraną drogą. Bardzo ważne przy tym są jednak działania uwiarygadniające firmę. Świetnym ruchem jest prowadzenie bloga z informacjami o awariach. Wpisuje się to w atmosferę otwartości panującej na Dreamhost. Również encyklopedia pojęć, problemów i przykładów dedykowana wyłącznie Dreamhost i współtworzona przez społeczność jest dobrym ruchem, gdyż wysyła komunikat: jesteśmy otwarci, solidni, nie mamy nic do ukrycia, a jak się mylimy, to nam pomóżcie - wszyscy jesteśmy równi. To dwa, bardzo dobre ruchy amerykańskiej firmy.

Myślę, że idealnym uzupełnieniem polityki Dreamhost byłby dokładniejszy opis usług (opcjonalnie, dla ciekawskich), a także wstawienie na stronę główną testimonials, czyli różnego rodzaju rekomendacji firm i osób prywatnych. To od razu budzi zaufanie i świetnie uzupełnia wszechobecny luz i dowcip.

Apropos, w dreamhost.com strona błędu 404 (sygnalizacja o błędnym adresie) nie jest zwykłym “Przepraszamy, ale strona o takim adresie nie istnieje”. Dreamhost zaczyna od: “O stary, no to dowaliłeś. Zepsułeś Internet. Jesteś z siebie dumny?”

Tags: ,

4 Komentarze