Posty Wizerunek

Ceny w g

discountDziś trochę o cenach i vacie. W związku z podwyżkami vatu, wiele firm miało ciężki orzech do zgryzienia – podnieść ceny, czy dumnie ogłosić, że „mamy bata na vata” (hasło sam wymyśliłem, jak się podoba to odstąpie za darmo:). Sposób podejścia do ogólnonarodowych wydarzeń również kreuje wizerunek firm. Zwłaszcza, gdy wydarzenie to dotyka każdego Polaka.

Ci co wzięli podwyżkę na siebie byli wygrani. Non stop wałkowane przez Media Markt „ceny bez VAT-u” sprawiło, że w społeczeństwie wykiełkowała wizja, że można kupować coś bez podatku (jakkolwiek idiotycznie to brzmi i jakkolwiek nierealne to jest). Idąc za ciosem, marketingową konwersację można oprzeć w aktualnej sytuacji o to, że się vat wzięło na siebie.

Dużo większym wyzwaniem jest jednak zakomunikowanie, że te ceny wzrosły. W tej materii trzeba działać rozważnie, ale kilka sposobów na posmutniałych klientów można znaleźć:

– podkreślanie, że ceny netto wciąż są te same

– równoważenie podwyżek obietnicą poprawy jednej ze sfer działania firmy, np. lepszą obsługą klienta, szerszym asortymentem, szybszą dostępnością towaru, darmową usługą w pakiecie itp. (oczywiście nie mogą to być propozycje, które powodują większe wydatki, jak np. dłuższy czas otwarcia sklepu – kreowanie wizerunku musi iść w parze z interesem ekonomicznym firmy)

– w niektórych branżach i wśród niektórych grup odbiorców, myślę, że dobrze byłaby odebrana jakaś forma buntu, tzn. „podnosimy ceny, ale przez straszny rząd i w ogóle to się nie godzimy na to i protestujemy”

– na bazie powyższego przyszedł mi do głowy pomysł, by ogłaszać, że firma zbiera podpisy pod protestem przeciwko podwyżce vatu – każdy kto przyjdzie i złoży podpis, otrzyma 1% rabatu, a korzyści dla firmy są ewidentne: wizerunek firmy, która wspiera zwykłych ludzi w walce o lepsze jutro (plus większe obroty dzięki ściągnięciu klientów do firmy)

– takich eventów można wymyśleć więcej, np. zaprosić studentów do napisania dlaczego ceny nie mogą wzrosnąć i jak to wpłynie na ich życie – najciekawsze prace zostaną nagrodzone zakupami z starymi stawkami VAT

Na koniec jeszcze o samych cenach – już bez vatu w tle. Moja żona otworzyła firmę – z tej okazji dostała z Makro i Selgrosa kupony o wartości 50zł. Zrobiła zakupy i prawdopodobnie więcej tam nie wróci. Obie sieci reklamują się jako hurtownie i każą kupować produkty w opakowaniach zbiorczych. Tymczasem ceny mają często wyższe niż normalne ceny (o promocjach nie wspominając!) np, w Realu, w którym kupujemy ze względu na Payback.

W materii, którą omawiam na tym blogu nie ma nic gorszego niż świadome kreowanie wizerunku i postępowanie wbrew temu wizerunkowi. Kupowanie wielu sztuk na raz nie jest korzyścią dla klienta hurtowni. Jest nią niska cena. To jedyny cel, dla którego korzysta się z hurtowni. W sytuacji, gdy hurtownia nie dba o poziom cen, nie pomoże jej nawet płacenie klientom za przyjazd. W Polsce jest 3 miliony firm – możliwe zatem, że obie sieci wydały po 3 miliony 50-złotowych kuponów rabatowych. Byłoby chyba to najgorzej wydane 300 milionów złotych w polskim biznesie.

Tags:

Brak komentarzy

E-wizerunek – reaktywacja i b

zywotbrianaPodczas nieaktywności bloga, zdarzało mi się mieć ciekawy temat, jednak nie publikowałem go, gdyż wymagałoby to oficjalnego uruchomienia i zmuszenia się do regularnego pisania, a na to nie miałem czasu. Teraz tego czasu mam więcej – postanowiłem więc wrócić do pisania. Nie narzucę sobie jednak żadnego reżimu. Będę pisał kiedy będę miał ochotę i „wizerunkowe” spostrzeżenie na temat otaczającej nas  rzeczywistości. Po cichu ogłaszam zatem reaktywację.

Przeczytałem dziś depeszę PAP o możliwej zmianie nazwy Polska jest najważniejsza – nowej rucho-partii Kluzik-Rostkowskiej. Rozłamowcy z PIS chcą skrócić nazwę do Polska najważniejsza. Ten ruch wydaje mi się bardzo rozsądny i to z dwóch powodów. Po pierwsze, nowopowstałe partie, które nie mogą liczyć na poparcie znacznej części społeczeństwa (przynajmniej na początku), powinny mieć jak najprostsze nazwy. Na pewno wielu z nas nie raz się zastanawiało, czy obecną nazwę wymawia się PJN, czy JPN (a słyszałem jeszcze inne twory z tych trzech liter). To nie sprzyja tworzeniu silnego i spójnego wizerunku, gdyż ten buduje się od nazwy. Jeśli nazwa budzi wątpliwości, wszystko co posiadacz tej nazwy robi, będzie budzić wątpliwości. Nie będzie traktowany jako silny gracz, a wiemy, jak takie postrzeganie jest ważne w polityce – gdy nasz faworyt jest skazany na porażkę, często oddajemy głos na kogoś innego, kto ma większe szanse. Skrócenie tej nazwy do Polska najważniejsza, sprawia, że marka ta łatwiej zapadnie w pamięć i stworzy solidną podstawę do tworzenia wizerunku partii.

Myślę też, że spór o obecną nazwę z stowarzyszeniem bliskim Kaczyńskiemu, również nie wychodzi PJN na dobre. Darmowa reklama w mediach jest nie do przecenienia, ale pamiętajmy, że w polityce niekoniecznie sprawdza się powiedzenie „nieważne, co o mnie mówią, ważne, by mówili”.

W kontekście nazwy partii i przeobrażeń na polskiej scenie politycznej, należy pamiętać o Palikocie. Według mnie wnosi on do polityki postulaty, na które nie odważają się inni, a są to – wydawałoby się oczywiste – postulaty o to, by państwo było rządzone racjonalnie, by to rozum był wyznacznikiem poczynań rządu i polskiego ustawodawstwa. W tym kontekście, nazwa, którą pierwotnie wybrał Palikot (Nowoczesna Polska), była bardzo dobrym pomysłem. Tutaj podobnie jak w przypadku PJN, skończyło się sporem, gdyż nazwa była już zarejestrowana. Palikot wymyślił zatem Ruch Poparcia Palikota, czym wg mnie strzelił sobie podwójnego samobója. Po pierwsze, ktoś kto każe kierować się rozumem, kto krytykuje wodzowski styl uprawiania polityki Kaczyńskiego, nie może nazywać podobnej inicjatywy swoim nazwiskiem. To sprzeczne z głoszonymi przez siebie poglądami. I nieważne, jak wielką markę wyrobił dla swojego nazwiska.

Po drugie, to fatalnie wygląda, gdy ktoś zaczyna promować markę Nowoczesna Polska, po czym zmienia nazwę na kompletnie inną, w której nawet jedno słowo nie pokrywa się ze starą nazwą. To daje wrażenie niestabilności. A wystarczyło nazwać swój ruch Polska nowoczesna. Nie byłoby konfliktu z istniejącą fundacją, a zmiana nazwy byłaby właściwie drobnym liftingiem.

Palikot wciąż ma szansę na taką nazwę, gdyż ruch poparcia to jeszcze nie partia. Problematyczne jest jednak to, że Palikot po okresie przyswajania nazwy Ruch poparcia Palikota, znów zmieniłby ją o 180 stopni. Ten problem to jednak pikuś w porównaniu z innym – związanym z opisywanym wcześniej PJN. Gdy Kluzik-Rostkowska zdecyduje się na zmianę, powstanie twór o nazwie PN, a historia dużej polityki nie zna jeszcze przypadku, by dwie partie miały takie same nazwy. Czy po skrót PN odbędzie się wyścig, zobaczymy już niebawem.

PS. Jako, że zbliża się Nowy Rok, życzę nowym i powracającym czytelnikom dużo humoru oraz dystansu do świata i samych siebie. Co łączy dzisiejszy wpis i te życzenia? Tylko jedno – jeśli ktoś jeszcze nie widział kłótni o nazwę partii w „Żywocie Briana”, wystarczy tu kliknąć i nadrobić zaległości:)

Tags: ,

1 Komentarz

Mit, mier i wizerunek

zalobaNa wstępie zaznaczę, że mam świadomość, iż to co się stało w Smoleńsku to wielka tragedia, nie tylko prawie setki ludzi, którzy zginęli, ale też – a nawet przede wszystkim – ich rodzin. Jest mi smutno z tego powodu i wysyłam im szczere wyrazy współczucia.

Jednakowoż nie zgadzam się z tezą, by stała się wielka tragedia dla narodu polskiego, porównywana z Potopem Szwedzkim, okupacją, czy śmiercią Jana Pawła II, jak wiele osób sądzi. Nawet przy zachowaniu dla siebie opinii o wielu politykach, których od wczoraj nie ma już na tym świecie, można obiektywnie stwierdzić, że nie byli oni politykami niezastąpionymi. O ile się orientuję, podobnie zresztą wygląda sprawa z żołnierzami.

Nazywanie się narodem wybranym (jakże egoistyczne przy tragediach XX wieku, których miejscem była nie tylko Polska) jest bardzo popularne w takich momentach. Bardzo łatwo też na tej wizji świata tworzyć sobie applauz. Robią to media, robią to też politycy, którzy nie chcą stracić momentu na uciułanie kilku politycznych punktów. Piszę o tym, gdyż mam przeczucie, że kilka osób zacznie kreować swój wizerunek w oparciu o tę tragedię.

Niewykluczony jest taki scenariusz, że kandydatem na Prezydenta RP z ramienia PIS-u, zostanie Zbigniew Ziobro. Jego aparycja predestynuje go do bycia dobrym kandydatem (przypominam, że ludzi oceniamy najpierw po wyglądzie!). Jeśli do tego dołoży ton kontynuacji polityki „tragicznie zmarłego, wielkiego wodza Lecha Kaczyńskiego”, będzie miał dużą szansę zwyciężyć w wyborach.

Śmierć idealizuje. Nadaje boskości. Zaciera ciemne strony. A śmierć w historycznym momencie i historycznym miejscu, mnoży te czynniki kilkakrotnie. Z wizerunkowego punktu widzenia, z tym właśnie mamy do czynienia obecnie.

Ofiary wczorajszego wypadku są mitologizowane. Są one kontynuatorami wielkiej walki o wolną Polskę tych, którzy zginęli w Katyniu 70 lat temu. A przecież są to ci sami ludzie, którzy jeszcze przedwczoraj byli uznawani za fajtłapowatych, jak Lech Kaczyński (Prezydent RP), za nie mających pojęcia o swojej pracy, jak Sławomir Skrzypek (Prezes NBP), za niezrównoważonych w swych działaniach, jak Janusz Kochanowski (Rzecznik Praw Człowieka), czy za przedkładających swoją prywatę nad dobro kraju, jak Przemysław Gosiewski (poseł PIS).

Herosów tych mitologizuje się do tego stopnia, że mało kto chce dopuścić do siebie taką myśl, iż pilot rozbił samolot, gdyż rozkaz lądowania przyszedł z samej góry, bo nie było czasu na inne manewry, bo cała ta wyprawa była taka, jak wiele działań kierowanych przez głowę państwa – nieprzygotowana.

Oczywiście zmarłym ten bohaterski wizerunek nic nie da. Znajdą się jednak tacy, którzy na tych zmarłych zbiją kapitał. Z ogromną przykrością stwierdzam, że stanie się to już niedługo.

Płyty Michaela Jacksona po jego śmierci sprzedają się wyśmienicie. Nawet utwór „This is it” – bardzo przeciętny, jak na standardy wyznaczone przez króla popu – dotarł na szczyty list przebojów. Tak samo świetnie będzie sprzedawał się mit o tragicznych herosach, którzy zginęli wczoraj w wypadku samolotowym, niczym bohaterowie Katynia w 1940 roku.

PS. Przy całym smutku tej tragedii, wart docenienia jest fakt, że wczorajsze wydarzenia spowodowały lawinę wsparcia od wielu krajów. Nie darzący nas sympatią Litwini, odlegli geograficznie Brazylijczycy i przede wszystkim trudni w sąsiedzkim współżyciu Rosjanie, ogłosili żałoby narodowe. Wierzę, że nie bez znaczenia dla tej ilości ciepła, jakie otrzymujemy, było ocieplenie wizerunku Polski poprzez działania aktualnego rządu w obszarze polityki zagranicznej. Warto było.

Tags: ,

2 komentarze

Kinder-prezydent

szmajaWystartowała strona kandydata na Prezydenta RP – Jerzego Szmajdzińskiego. O dziwo, pod innym adresem, niż pierwotnie planowano – www.szmajaok.pl. Na szczęście (dla siebie) wypromowany adres superszmaja.pl został odpowiednio przekierowany i dorobek tego adresu nie został zmarnowany.

Być może na taki ruch wpływ miał fakt, że powstała również antystrona www.superszmaja.com i Szmajdziński chciał uniknąć napędzania sobie negatywnego elektoratu.

A jeśli chodzi o samą stronę, to mam wrażenie, że nie wykorzystano potencjału pomysłu. Po pierwsze, grafika celuje wręcz w grupę, która na oddawanie głosów jest jeszcze zbyt młoda. Po drugie, wydaje mi się, że pomylono humor z ośmieszaniem się. Po wejściu na stronę, zamiast newsa o tym, że strona w końcu ruszyła, że ma takie i takie atrakcje, wita nas informacja o konkursie na karykaturę Szmajdzińskiego. Mam wrażenie, że wszystko co Szmajdziński ma do zaoferowania jako prezydent to błaznowanie i karykaturowanie samego siebie.

W czterech rogach strony postawiono Szmajdzińskiego, który prezentowany jest w postaci lotnika, tenisty, rycerza i niedźwiedzia. Nic jednak z tego nie wynika. Oczekiwałem, że po kliknięciu, pojawi się jakieś wytłumaczenie, skąd te postaci. Tymczasem nie dzieje się kompletnie nic.

W dziale multimedia też nie jest najlepiej. Duże pochwały należą się za pomysł wstawiania filmów, które nie są typowymi politycznymi nawalankami. Skoro strona ma być lekka to i filmy na niej zawarte też. Niestety film, który znajduje się na stronie prezentuje Szmajdzińskiego z gimnazjalistkami, które nie mogą na niego głosować. Jeszcze gorzej jest jak się wejdzie na gry. Jest tam jedna gra – typu memory. Po ukończeniu jej nie ma żadnej światłej myśli przyszłego kandydata na prezydenta, żadnych gratulacji od Super Szmaji – nic. Po co więc było eksploatować ten pomysł? By pokazać gębę Szmajdzińskiego na kilkunastu kartach? Były już kiedyś takie dowcipy z serii „otwieram gazetę – polityk X, włączam telewizor – polityk X – aż boję się otworzyć lodówkę…”. Przesada nigdy nie jest dobra.

Serwis jest, przepraszam za słowo, niedorobiony. Ktoś miał dobry pomysł, ale wyszła z tego nieprzemyślana strona, skierowana nie do tej grupy docelowej co trzeba. Zamiast tworzyć wizerunek odpowiedzialnego, ale przyjemnego prezydenta, na luzie, bez nadymania się, pokazuje niedźwiadka – na maskotkę dla gimnazjalistek z filmu się nadaje, na Prezydenta RP absolutnie nie.

Tags: , , ,

Brak komentarzy

Wizerunex, wizerunekpol, wizeruneo, wizerunkowski

erkaPo obejrzeniu telewizyjnej reklamy firmy Aviva, zacząłem się zastanawiać nad tą nazwą. Co za nią stoi, czy jest dobra i dlaczego taka. Przyznam, że nie wysilałem się nad tym zbytnio, ale dało to moim komórkom assumpt do przetworzenia innego zagadnienia: obrotu nazw w biznesie.

Rozważania podjąłem oczywiście pod kątem naszego rodzimego rynku. Coraz trudniej jest wymyśleć dla tworzonej marki jakąś unikatową nazwę, która jednocześnie będzie możliwa do wymówienia. Powstaje tak wiele firm, produktów, usług, że zasób nazw się niesamowicie kurczy, a jednocześnie powtarzanie (nadawanie sobie) tych nazw przez różne podmioty stało się bardzo utrudnione. Nie mieliśmy takiej sytuacji jeszcze nigdy w historii. Dzieje się tak głównie z trzech powodów:

1. Gdy sukces na rynku zależy od prezentacji w Internecie (a tak jest w XXI w.), niezwykle ważne jest, by posiadać dobrą domenę na stronę www. A dana domena może być tylko jedna. Nadawanie tych samych nazw mija się z celem, gdyż koniec końców największym beneficjentem i tak będzie ten, kto będzie miał domenę z końcówką .pl.

2. W dobie rozwiniętego prawa, każda nazwa może zostać zastrzeżona dla danego obszaru działalności, a to uniemożliwia powielenie jej (w danym obszarze działalności).

3. Mimo, że ulegamy kulturze masowej, żyjemy ze świadomością, że sukces może osiągnąć to co unikatowe i wyjątkowe. Sami chcemy tacy być. Przy takiej ideologii nie ma miejsca na powtarzalność nazw.

Co można zrobić, by nazwa była dobra i unikatowa? Różne rzeczy. Można próbować z innymi językami (np. Finamo – można odczytać jako skrót z włoskiego, tudzież łaciny – kocham pieniądze). Można tworzyć nazwy łączać dwa wyrazy (np. Ogrody natury, Złote tarasy). Można w końcu bawić się końcówkami nazw.

W czasach minionego ustroju (a także zaraz po jego upadku) nadawane w Polsce nazwy najczęściej kończyły się na „ex” lub „pol”. Dzisiaj nazwy te budzą uśmiech na twarzy, przywołują obraz starej firmy, która ma najprawdopodobniej starszą kadrę, starsze zwyczaje i niekoniecznie potrafi się dostosować do oczekiwań klientów (co może być mylne, bo skoro firma działa tyle lat, to należą się tylko ukłony). Dorobiliśmy się zatem innej końcówki: „eo” (np. Ceneo, Oponeo). Nie wiem, czy stało się tak w wyniku jakiejś zbiorowej alergii na PRL-owskie nazwy, czy po prostu lubimy dźwięk takiej końcówki, a może po prostu brzmi nam to tak „po zagranicznemu”, w każdym razie fakty są takie, że w praktycznie każdej branży można znaleźć firmy, których nazwy kończą się w ten sposób. Trzeba przy tym zauważyć, że są to firmy, których głównym kanałem komunikacji jest Internet.

Nie wykluczone, że będziemy za jakiś czas ochoczo wracać do reliktów PRL-u i znów zapanuje moda na nazwy kończące się na „ex”, czy „pol”. W końcu w modzie, czy sztuce użytkowej aktualnie panuje kult vintage, a i w innych dziedzinach życia można zaobserwować następujące po sobie cykle, które na przestrzeni dłuższego okresu, inspirują się nawzajem, albo wręcz powtarzają się.

Może stać się tak też dlatego, że najzwyczajniej zabraknie już nazw. W dobie rozwiniętej ochrony znaków towarowych, nie można w nieskończoność nadawać tych samych nazw różnym firmom. Z kolei nikt nie chce obecnie nazywać firm, jak za komuny. Firmy te kiedyś padną i zrobi się dość duża grupa wolnych nazw do wzięcia.

Nie przewiduję natomiast byśmy mieli być świadkami powrotu do nazw, które obowiązywały jeszcze przed komuną. Wówczas firmy brały swoje nazwy głównie od nazwisk właścicieli. W dobie firm, gdzie jest wielu właścicieli, w erze globalizacji, która narzuca łatwe do wymówienia i uniwersalne nazwy, na polskie nazwiska jest coraz mniej miejsca.

Tags:

1 Komentarz

Powiedz jaki masz laptop, a powiem ci co chcesz sprzeda

donottouch1Laptop to takie zwierzę, które dla kobiet jest zbyt ciężkie (jeśli jest powyżej 10″), a dla mężczyzn zbyt niewygodne w pisaniu (jeśli jest poniżej 15″4). Do tego non stop chce jeść, a miska z prądem nie zawsze jest pod ręką. Niestety jest potrzebny, gdy idzie się na spotkanie z klientem. Pomaga zrobić prezentację, czy zanotować uwagi. Jest również narzędziem wizerunkowym. Taki pupilek dopełnia ubiór.

Jaki zatem powinien być laptop. Czy drogi, z bajerami, błyszczącą obudową z liniami papilarnymi a’la HP? Tak, jeśli nasz klient jest bogaty, a usługa/produkt, który chcemy sprzedać, najwyższej jakości. Dobry notebook symbolizuje wyższą klasę, a w takiej w końcu znajduje się klient. Może zdarzyć się nawet, że temat notebooka stanie się drugim, równorzędnym obok prezentacji oferty. Bogaty mężczyzna uwielbia rozmawiać o nowinkach technicznych. A bogata kobieta doceni piękny wygląd laptopa.

Jeśli sprzedajemy coś z kręgu low cost, na pewno nie możemy okazywać przepychu. Laptop z średniej półki to maksimum, którym można się pochwalić. Inaczej można wywrzeć wrażenie, że mamy dużo pieniędzy, a zatem za dużo zarabiamy. Oczywiście czasami trafimy na klienta, który nie ma pieniędzy, ale chciałby aspirować do życia w luksusie. Taki klient będzie zauroczony świetnym laptopem, ale będzie to ulotne – koniec końców nasza prezencja nie będzie odpowiadała prezencji osób, z którymi taki klient robi interesy na co dzień.

Bez względu na to, czy sprzedajemy drogie, czy tanie produkty/usługi, radzę, by notebook nie był wewnątrz srebrny. Kolor ten wyciera się od nadgarstków i fatalnie wygląda – w niektórych modelach już po niecałym roku. Bezpieczniej jest wybierać kolory czarny.

Na koniec wspomnę o najciekawszym aspekcie wizerunkowym laptopów: samodzielnym dostosowywaniem wyglądu za pomocą skórek. Trend ten w Polsce zaczął się 2 lata temu m.in. dzięki mojej firmie (razem z partnerem z Warszawy założyliśmy sieć sklepów w galeriach handlowych – sprzedajemy akcesoria do komputerów dla kobiet, w tym skórki na notebooki). Te 2 lata były też czasem edukacji, gdyż nie każdy wiedział do czego taka laptopowa naklejka służy. Teraz można już chyba mówić o boomie na skórki, a osób, które nie wiedzą o co chodzi prawie już nie ma.

Gdy idzemy do klienta taka skórka może nam pomóc lub zaszkodzić. Namalowany motyw może się spodobać klientowi, ale równie dobrze może go zrazić. Gdyby chciał mi coś sprzedać ktoś z laptopem z namalowanym psem, nie kupiłbym nic (nie rozumiem tej części mieszkańców naszej planety, którzy uważają psy za istoty lepsze niż człowiek, a ich motto życiowe to „pies najlepszym przyjacielem człowieka”). Z kolei, gdyby laptop tej osoby miał namalowaną ognistą gitarę, na pewno poruszyłbym temat muzyki – jeśli okazałoby się, że partner słucha rocka, jego szanse sprzedażowe rosną o 20%.

Tags: ,

Brak komentarzy

Troch o Euro 2012, troch o blogu

euro2012Relacja z losowania grup eliminacyjnych do Euro 2012 zastała mnie w miejscu, gdzie nie mogłem słuchać dźwięku. Dzięki temu jednak skupiłem się na obrazie. To co przykuło moją uwagę, to fakt, że zarówno Szarmach, jak i Boniek (którego nota bene bardzo cenię), wystąpili w fryzurach, które do niedawna uchodziły na Zachodzie jako stereotypowe fryzury Polaków, czyli wąs i grzywka do przodu. To jest oczywiście styl, którzy obaj świetni piłkarze prezentują od zawsze. O ile jednak Boniek ma w sobie urok, o tyle z wizeurnkowego punktu widzenia, zamiast Szarmacha, można było wybrać do roli „sierotki” kogoś innego. Nie wiem, Dudka chociażby. Ale to taka drobnostka w sumie.

Bardziej moją uwagę przykuły prezentacje miast-gospodarzy Euro 2012. Nie wiem co podczas nich mówiono i czy w ogóle cokolwiek, jednak wizualnie wszystkie te prezentacje, bez względu na to, czy miasto było polskie, czy ukraińskie, zrobiono na to samo kopyto. Założenia były najwyraźniej takie: bierzemy pomnik, kościół, ładny budynek, fontannę, jeszcze raz kościół i dla równowagi jakąś ładną laseczkę, ew. laseczkę z panem przy stoliku.  A zapomniałbym, stolice mogły pochwalić się jeszcze tym, że mają metro – kadry były prawie takie same.

Obiektywnie trzeba powiedzieć, że ujęcia były ładne – zabrakło jednak koordynacji działań. Nawet jeśli nasze państwa są podobne, to warto było się czymś odróżnić. Myślę, że nie leży w interesie wizerunku Polski, by postrzegano ją tak samo jak Ukrainę.

Ważny PS. Jak widać po styczniu, miałem ogromny problem by pisać na blogu regularnie, co było spowodowane totalnym brakiem czasu. Teraz wygląda to już lepiej i wierzę, że tak zostanie. Będę starał się zamieszczać wpis w każdy piątek. Postaram się też potraktować ten blog z bardziej analitycznym zacięciem. Do tej pory – zwłaszcza jeśli porówna się wpisy z tym co pisałem w książce – traktowałem to miejsce do zamieszczania luźnych myśli i komentarzy. To się nie zmieni (po książkową wiedzę zapraszam do książki:), ale postaram się czasem spłodzić coś bardziej analitycznego. Przy okazji dziękuję za wszelkie konstruktywne uwagi od czytelników:)

Tags: , , ,

Brak komentarzy

Netia kontra business continuity – wychodzenie z sytuacji kryzysowej

netiaPrzydarzyła nam się ostatnio w firmie przykra rzecz, która rzuciła cień na nasz wizerunek. 26. listopada rano mieliśmy zostać odłączeni od TP S.A (Internet, telefon), by kilka godzin później otrzymać od kuriera modem Netii i w pełni cieszyć się fenomenalną ofertą największego konkurenty Tepsy. Warunek pierwszy został spełniony. Warunek drugi nie.

Nie będę opowiadał szczegółów, ile to czasu i pieniędzy straciłem, ile się nadenerwowałem – usługę Netia zaczęła świadczyć dopiero po ponad 3 tygodniach – nie o tym jest ten blog. Łatwo sobie jednak wyobrazić problem: jak u licha agencja interaktywna ma działać bez Internetu?

Brak Internetu kompletnie zdezorganizował pracę firmy. Gdybym jednak wiedział, że Internetu nie będzie przez 3 tygodnie od razu podjąłbym decyzję o przeniesieniu wszystkich prac w domowe zacisza. Bez tej wiedzy, łudziłem się, że każdy kolejny dzień będzie tym, w którym sieć oplecie nasze biuro.

Właściwie to określenie, że nie miałem takiej wiedzy jest nieprawdą. Bo ja miałem wiedzę – Netia cały czas tłumaczyła i zapewniała (każdy konsultant mówił co innego). Sęk w tym, że byłem notorycznie okłamywany. Jeśli mam się wznieść na wyżyny obiektywizmu i nie przesadzić, to powiem, że byłem okłamany co najmniej 8 razy.

O braku telefonu nie myślałem – co było błędem, o czym w dalszej części. Kluczowy był Internet. Mieliśmy jednego klienta, który chciał pozycjonować kilka portali i był zainteresowany roczną umową. Ba, umowa była nawet dogadana i przygotowana. Mieliśmy się spotkać. Klient proponował, by było to u nas w biurze, bo chce nam pokazać kilka stron, poradzić się itp. itd. Proponował spotkania dwa razy, a ja dwa razy odmawiałem, gdyż bez Internetu nie jestem w stanie wyświetlić żadnej strony www. Trzeciej propozycji nie było. Klient uznał, że to niepoważne, by agencja interaktywna nie miała Internetu.

Myślę, że miał całkowitą rację. Skłoniło mnie to do natychmiastowego podpisania umowy z Orange. Pomyślałem, z Netią pójdę do sądu, zapłacę drugi abonament w Orange, ale przynajmniej praca w biurze będzie stabilna i nie będziemy narażeni na śmieszność. Los się uśmiechnął. Orange pozwolił się połączyć na próbę – zamiast wiązać się 2-letnią umową, mogę zapłacić za jeden miesiąc, bez zobowiązań. Pozostało więc czekać co zrobi Netia.

Tymczasem, przez fakt, że tak się skupiłem na doprowadzeniu Internetu do biura, nie poświęciłem należytej uwagi problemowi telefonu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Portal SpaLuxury.pl pomyślał, że zwijamy żagle. Teatr Ludowy był mocno zaniepokojony, czy dalej działamy, a nowy klient – duża agencja reklamowa – co najmniej zdziwiony, że nie działa nam tak podstawowa jednostka komunikacyjna jak telefon. A byli to przecież nasi klienci, którzy cenią to co robimy i kim jesteśmy.

Jeśli firma ma problem z linią telefoniczną przez kilka dni, to nie tylko stałym, ale i potencjalnym klientom zaświeca się lampka z napisem „niestabilna firma – z nimi lepiej nie robić interesów”. Realny efekt zaniechań i kłamstw Netii był taki, że nasza ostatnia kampania reklamowa nie przyniosła ani jednego klienta. Każda wcześniejsza kończyła się pozyskaniem klientów, z czego ogromna większość w wyniku rozmowy telefonicznej. Klient chcąc poznać firmę – dzwoni do niej. Po rozmowie ocenia, czy ma do czynienia z profesjonalistami. Liczy się pierwszy kontakt. A dzięki Netii tego kontaktu nie było. No, był co najwyżej jednostronny.

Powstaje pytanie, co zrobiłem, by ratować nasz wizerunek w tej kryzysowej sytuacji.

Napisałem do klientów, z którymi aktualnie prowadzimy projekty, że mamy taki a taki kłopot, niespowodowany przez nas i że monitorujemy sytuację i staramy się wpłynąć na Netię, by problem rozwiązać. Kontakt z nami jest możliwy e-mailowo lub na telefony komórkowe każdego z nas. Ponadto zamieściłem newsa na naszej stronie firmowej z opisem problemu i wstawiłem do działu KONTAKT ogólnobiurowy numer komórki.

Co mogłem zrobić lepiej?

Mogłem wysłać stosowną informację do wszystkich naszych dotychczasowych klientów, a nie tylko do części, z którą aktualnie działamy. Ponadto wszystkie opisane powyżej działania mogłem wykonać szybciej. Co mnie powstrzymywało? Po pierwsze, poczucie obciachu (agencja interaktywna bez Internetu i telefonu to wg mnie obciach). Po drugie, notoryczne kłamstwa ze strony Netii, które uniemożliwiały obranie jakiejkolwiek strategii, która będzie oparta na faktach i zastanej rzeczywistości.

Cała ta sytuacja nie miałaby miejsca, gdybym mniej ufał obietnicom firm, a bardziej restrykcyjnie prowadził politykę business continuity. Za tą angielską nazwą kryją się czynności, które firma musi przedsięwziąć, by zachować zdolność do działania w kluczowych dla niej obszarach, bez względu na jakie niepowodzenia i wypadki losowe natrafi. Centrum Nowej Technologii taką politykę ma – kilka razy zresztą uratowała nam reputację u klientów – mimo to, jak pokazał opisany powyżej przypadek, nie w każdym obszarze. By uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości, będziemy mieć w pogotowiu Internet mobilny (usługę świadczy kilku operatorów i można ją uruchomić od ręki, bez żadnej infrastruktury sieciowej), a niedziałającą linię telefoniczną momentalnie zastąpimy numerem zakupionym poprzez Skype. Całą operację można przeprowadzić w jeden dzień, łącznie z poinformowaniem klientów i naniesieniem korekt na stronie www.

Tags: , , ,

2 komentarze

Mityczny Hektor by bez wad – obecny wyldowa na drugim biegunie

hektor_stronaWpadłem przypadkiem na stronę dużej firmy zajmującej się e-marketingiem. Firma nazywa się Hektor i działa w Tarnowie. Przeżyłem szok, który uświadomił mi pewien problem: firm zajmujących się w Polsce e-marketingiem jest tak dużo, że potencjalni klienci nie wiedzą jak wybrać i kogo wybrać do realizacji usługi. Wybór jest przypadkowy i dzięki temu, firmy takie jak Hektor mogą prężnie działać i głosić, że znają się na marketingu.

Ich strona jest kompletnie nieczytelna. Zawiera masę bannerów. Jeden z nich, reklamujący meble, zachodzi na menu! Poszczególne elementy się rozsypują. Na podstronach nie ma spójności graficznej. Już samo intro było dość…hmmm… oryginalne.

Byłem niezmiernie ciekaw kto rekomenduje taką firmę jak Hektor. Gdy otworzyłem stosowny dokument, okazało się, że firma ta zajmuje się głównie pozyskiwaniem dotacji z UE, a jej główny obszar działania to polskie wsie. Mimo to w tytule strony na pierwszy plan wybijają się hasła: e-marketing i webdesign.

A potem ludzie są skołowani i rozżaleni, że nie otrzymują usługi na odpowiednim poziomie. Efekt jest taki, że w ogóle tracą zaufanie do agencji reklamowych, interaktywnych i innych firm z branży.

Tags: , ,

3 komentarze

Ile firm stoi za jednym napojem?

weronOstatnio ćwicząc w Pure natknąłem się na ulotkę, która powstała chyba po to, by pokazać jakie są sposoby na tworzenie niespójnego wizerunku firmy. Jej zamierzeniem jest promocja napoju CAPS i w tej kwestii wszystko jest w porządku – napój jest dobrze opisany. Jednak gdy przyjrzymy się danym teleadresowym (choćby po to by zamówić sobie napój), możemy zobaczyć następujące informacje (część ulotki, o którą mi chodzi znajduje się również po lewej stronie niniejszego tekstu):

WERON MY BODY DENTAL / corratec@poczta.onet.pl / numery telefonów komórkowych

Dlaczego te informacje wprowadzają chaos w głowie potencjalnego klienta?

– napój nazywa się CAPS, a na ulotce nie ma żadnych namiarów informacyjnych zawierających to słowo, aż prosi się o stronę www (np. napojecaps.pl)
– nie wiadomo jak nazywa się dystrybutor – jest napis WERON DENTAL – nie wiadomo co to jest, czy to nazwa firmy, czy coś innego
– między napisami WERON DENTAL jest logo z napisem MY BODY – znów chaos, nie wiadomo o co chodzi i jak się to ma do CAPS
– jest podany adres e-mail w bezpłatnej domenie pocztowej „poczta.onet.pl” co może sprawić, że ktoś pomyśli „nie stać ich na domenę i stronę firmową, to jak mogą handlować towarem”
– pierwszy człon w adresie e-mail to „corratec” – jest to wprowadzenie kolejnej nazwy i pogłębia chaos informacyjny

Reasumując, mamy napój CAPS, który sprzedaje firma mogąca nosić nazwę:
– WERON
– DENTAL
– WERON DENTAL
– CORRATEC

Do tego, zamiast telefonu firmowego są numery komórek, które byłyby w porządku, gdyby były opisane – np. Jan Kowalski, handlowiec na Polskę południową: numer tel. kom.

Gdy napisałem do firmy e-maila z zapytaniem, czy mają świadomość jak to wygląda i że warto to zmienić, jedyne co otrzymałem w odpowiedzi to adres www.werondental.pl . Zamiast mnie powinni go jednak podać na ulotce.

Tags: ,

Brak komentarzy