Posty Wizerunek

Wpyw obsugi klienta na wizerunek

rtvBiuro Obsługi Klienta ma często kluczowy wpływ na wizerunek firmy. Przytoczę dwa przypadki obsłużenia mnie przez dwie duże firmy w ostatnim czasie. Chodzi tu o RTV EURO AGD gdzie zamówiłem telewizor i home.pl, gdzie mam serwery.

Zamówiłem TV 37″. Jest to produkt, który gabarytowo nie predestynuje go do wygodnego noszenia sobie z jednego miejsca na drugie. Dlatego zamówiłem go do mieszkania, do którego się wprowadzam, ale w którym nie mieszkam, gdyż dopiero zaczynam urządzanie. W dniu dostawy zadzwoniłem do RTV EURO AGD by poprosić o numer do kuriera. Chciałem dowiedzieć się kiedy będzie towar, bym mógł podjechać. Jest to standard i wiele razy gdy kupowałem coś na odległość, w ten sposób załatwiałem odbiór. Pani z RTV EURO AGD powiedziała jednak, że to niemożliwe i z niekłamaną radością oświadczyła mi, że trzeba było dopłacić i umówić się na dany przedział godzin (za dopłatą można wskazać 2-godzinny przedział czasowy, w którym kurier dostarczy towar). Tłumaczę jej, że nie skorzystałem z tego, ponieważ nie mieszkam w miejscu dostawy – siedzenie na podłodze i gapienie się w ścianę jest tak samo bezsensowne – czy potrwa to 2, czy 8 godzin. Pani z BOK-u jednak idzie w zaparte i nie da mi numeru do kuriera. Jestem dla niej sknerą, który nie wykupił dodatkowej usługi (i nie chce zrozumieć, że dodatkowa usługa w niczym by nie pomogła).

Z czym mamy tu do czynienia? Z szukaniem dodatkowych zysków przez RTV EURO AGD, dzięki dodatkowo płatnej, specjalnej opcji dostawy. I bardzo dobrze. Jako biznesmen mogę tylko przyklasnąć. Sęk w tym, że pracownicy firmy nie zostali odpowiednio przeszkoleni. Skoro już kupiłem towar, fakt, że pani z BOK-u będzie mi truć, że mogłem zamówić precyzyjniejszy termin dostawy, nie sprawi, że go zamówię, bo już i tak jest po sprawie i nic się nie da zmienić. Natomiast tworzy się w oczach klienta wizerunek firmy nieprzyjaznej. Pominę już chłodny, robotyczny, nacechowany wyuczonymi formułkami, głos pani z obsługi. Problem polegał na tym, że ona nie chciała pomóc i nie umiała tego RACJONALNIE uzasadnić. Wybiła się też w negatywny sposób z obowiązujących standardów. Otrzymałem sygnał: „nie interesujesz nas kliencie i nie kupuj u nas więcej”. I nie kupię.

Z kolei w home.pl miałem do czynienia z niedziałającymi serwerami. Gdy zgłaszałem usterki nigdy nie otrzymałem pomocy, wsparcia – jedyną odpowiedzią były techniczne frazesy, za którymi nic nie stało. Zero konkretności. Zero odpowiedzi, czy to stan przejściowy, czy częste awarie serwerów będą na porządku dziennym. Zamiast z ludźmi, rozmawiałem w praktyce z automatami. Efekt jest taki, że odchodzę z home.pl i będzie to dla nich niemała strata bo zostawiałem tam rocznie kwoty 5-cyfrowe. Gdy w końcu się zreflektowali co się dzieje, otrzymałem wyczerpujące wyjaśnienia. Było już niestety (dla home.pl) za późno. Wizerunek, który mi przekazali to: „mamy niestabilne serwery i nie umiemy wytłumaczyć czy i kiedy będą stabilne, a rozmawiać z klientem nam się nie chce – wolimy automatyczne regułki”.

Za wdrażanie produktów komplementarnych i zarabianie na nich muszę pochwalić menedżerów w RTV EURO AGD. Za zautomatyzowanie obsługi klienta w zakresie powtarzających się, tych samych pytań – home.pl. W obu przypadkach jednak najwyraźniej menedżerowie nie pomyśleli o tym, że nie wszystkie usługi da się wypełnić zautomatyzowanym procesem. Ważna jest też umiejętność reagowania na sytuacje niestandardowe, a przede wszystkim ważne jest SŁUCHANIE klienta. Jeśli firma nie słucha klienta, klient nie tylko nie wysłucha jej oferty, ale i będzie mówił o niej złe rzeczy (pamiętajmy, że częściej publicznie narzekamy na usługi/produkty niż je chwalimy).

A biznes zrobią Ci, którzy stworzą klientowi atmosferę bezpieczeństwa, jakości i dobrej usługi.

Tags: ,

1 Komentarz

Jak to si robi w Rumunii

the-land-of-choice-hagiW Eurosporcie od kilku tygodni dość często widuję reklamę Rumunii (trochę pogrzebałem i okazało się, że cała kampania zaczęła się jeszcze w czerwcu). W reklamie, byłe gwiazdy rumuńskiego sportu mówią prostą frazę „This is Romania” po czym następuje seria ujęć rumuńskich widoczków.

Rumuni postawili na osoby, które kiedyś były dobrze rozpoznawalne w świecie. Nastase świetny tenista. Comaneci wybitna gimnastyczka. Hagi – Maradona Karpat. Na którymś z rumuńskich blogów przeczytałem, że nie było innego wyboru, gdyż aktualnie czynni sportowcy z Rumunii nie są znani, a najbardziej rozpoznawalne postaci, Dracula i Causescu, nie żyją. Ja mam 29 lat. świetnie kojarzę Hagiego. Wiem kim była Comaneci i kojarzę nazwisko Nastase (nie wiedziałem, że był tenistą, póki tego nie sprawdziłem). Zatem chyba nie jest tak źle – rozumiem, że ci sportowcy to autorytety, a zatem to co mówią, wskazują, ma pewną wartość. To na pewno dobre posunięcie.

Przy okazji zacząłem się zastanawiać kogo w Polsce można by wykorzystać do takiej kampanii. Wydaje mi się, że najlepsi byliby: Boniek, Dudek, Kubica, Radwańska i Małysz. O Bońka pytał mnie nawet chiński taksówkarz w Szanghaju. To na pewno najbardziej rozpoznawalny polski piłkarz wszechczasów. Do młodszych mógłby przemówić Jerzy Dudek. Mógłby nawet zrobić swój słynny Dudek Dance z finału Ligi Mistrzów. Kubica byłby dobrym nośnikiem promocyjnym na prawie cały świat, gdyż F1 jest popularna nawet w Katarze, czy Chinach. Gorzej z USA, ale Amerykanom o Polsce mogłaby mówić Radwańska – jakby nie patrzeć 10 rakieta świata.

Ale wracając do reklamy. Jest ona w samej Rumunii dość kontrowersyjna. Pokazuje praktycznie wyłącznie przyrodę. Rumunia ma tu wiele do pokazania – pytanie jednak, czy w ten sposób ma być postrzegana zagranicą. Całość podkreśla hasło „Land of choice”. Odnosi się ono nie tylko do sfery symbolicznej (kraj wielu możliwości), ale też (a może nawet głównie) do sfery dosłownej: kraina, która jest różnorodna. Skupiając się wyłącznie na pięknych widoczkach Rumunii chyba jednak nie wykorzystali potencjału hasła. Inna sprawa, że może takie właśnie były założenia kampanii (nie znam ich) – pokazać Rumunię jako kraj piękny geograficznie. Na pewno dzięki temu przekaz jest spójniejszy i łatwiejszy do zapamiętania, a umówmy się – Rumunia, podobnie jak Polska – to kraj w świecie raczej anonimowy.

Opisana wyżej reklama jest istotną częścią większej kampanii. Z innych rzeczy, na które udało mi się trafić, godne uwagi wydają się być dowcipne plakaty, które pokazują wspomnianych rumuńskich sportowców w konfrontacji z zwierzętami przybierającymi taką samą pozę (jeden z takich plakatów obrazuje ten wpis). Jeszcze większym humorem okraszony jest film (dostępny tylko w necie, miał chyba spełniać funkcję virala), który można zobaczyć np. tutaj.

Opisuję ten przykład, gdyż Polska i Rumunia mają wiele podobieństw:
– kraj słabo rozpoznawalny w świecie
– kilku dobrze rozpoznawalnych sportowców
– zróżnicowanie geograficzne (góry, morze, jeziora, lasy)
– podobny stopień rozwoju
przez co sposób w jaki budują wizerunek państwa może być dla nas interesujący.

I jeszcze ciekawostka na koniec. Wpisując w youtube.com „poland” wyszukiwarka dała mi kilka propozycji rozszerzeń tej frazy. Zrobiłem tak samo z „romania”. Oto pierwsze 2 rozszerzenia dla każdego państwa:

Romania: a) country, b) music

Poland:  a) story, b) hooligans

Tags: ,

1 Komentarz

Tworzenie wizerunku w oparciu o trend „anty-PZPN”

sniezkaDziś mecz Polski ze Słowacją. Wczoraj w portalu www.sport.pl przeczytałem oświadczenie spółki Śnieżka o tym, że odżegnuje się od łączenia firmy z PZPN-em, mimo, że Śnieżka jest sponsorem reprezentacji naszych kopaczy. To świetne zagranie wizerunkowe i chylę czoła przed osobą, która podjęła w firmie taką decyzję.

Nie ma co ukrywać, że PZPN jest nielubiany w Polsce, a teraz bycie anty-PZPN jest wręcz trendy. Powstają stowarzyszenia, krążą dowcipy, ma być nawet bojkot dzisiejszego meczu. Warto podpiąć się pod taką inicjatywę i Śnieżka zrobiła to wyśmienicie, a Sport.pl wydatnie w tym pomógł.

Nie czarujmy się, Polacy nie przestaną kupować farb Śnieżki dlatego, że ta sponsoruje reprezentację. Nie wierzę w to, że Śnieżka wydała oświadczenie, gdyż powstał problem „identyfikowania Firmy Śnieżka z jakimikolwiek wydarzeniami związanymi z funkcjonowaniem PZPN”. Po prostu producent farb stwierdził, że zdobędzie trochę na tej wojence PZPN-u z całym światem, stąd takie oświadczenie, trafiające celnie w gust odbiorców. Tekst został sprytnie podsumowany:

„uważamy naszą drużynę narodową za swego rodzaju dobro narodowe, zaś słabe wyniki sportowe nie są – w naszej opinii – wystarczającym powodem do zerwania umowy. Jako rzetelny i lojalny Sponsor czujemy się w obowiązku wspierać Reprezentację nie tylko w czasie sukcesów, lecz także w okresach słabszej gry, a co za tym idzie niepowodzeń.”

Oświadczenie to jedno, ale pomoc Sport.pl to drugie. Tytuł artykułu (nadany przecież przez dziennikarza) „Sponsor reprezentacji bojkotuje PZPN” jest w gruncie rzeczy nieprawdziwy, bo do żadnego bojkotu nie doszło (i dojśc nie musiało), ale granie na strunie anty-PZPN na pewno bardzo Śnieżce pomogło.

I by nie było wątpliwości o tym, że akcja była zwymiarowana pod kibiców – na oficjalnej stronie Śnieżki o bojkocie ani widu, ani słychu.

Pełna treść artykułu znajduje się tutaj.

Tags:

1 Komentarz

Fotowizyt

wizytowka1Ostatnio poprosiłem naszą grafik, by przygotowała firmowe wizytówki do druku. Pomyślałem, że fajnie będzie zamieścić na wizytówkach nasze zdjęcia. Nie raz zdarzyło mi się odnaleźć w portfelu, czy w kieszeni marynarki, wizytówkę należącą do… nikogo. A przynajmniej nikogo, kogo bym kojarzył. Problem ten nasila się zwłaszcza po bankietach, gdzie wymienia się wizytówki z masą osób i nawet geniusz miałby problem z zapamiętaniem każdej osoby, z którą się rozmawiało.

Uznałem, że wprowadzenie zdjęcia będzie ożywcze. Sprawi, że sama wizytówka zostanie lepiej zapamiętana i pokaże, że jesteśmy postępową i nowoczesną firmą. Przede wszytkim jednak sprawi, że człowiek z wizytówki nie będzie anonimowy i jak ktoś będzie robił porządek w wizytówkach za rok, to patrząc na moje zdjęcie przypomni sobie, że jest taki facet co siedzi w branży e-marketingu i może jeszcze coś się na tym zna. Wizytówka nie będzie anonimowa. Ja nie będę anonimowy.

Skończyło się na tym, że na wizytówkach jednak nie będzie zdjęć. Z kim bym nie rozmawiał, każdy ma raczej negatywne odczucia co do takiej formy budowania, a właściwie utrwalania wizerunku. I dziwi mnie to wielce, zwłaszcza jak widzę serwisy społecznościowe typu nasza-klasa.pl itp., gdzie zdjęcia zamieszcza się na wyścigi. Czyli wstawianie fotek bez celu jest cool, a tam, gdzie one faktycznie są potrzebne jest odbierane źle? Przypuszczam, że gdy na zachodzie stanie się to popularne, a w Polsce nastanie kolejne pokolenie (uzależnione od wstawiania swoich fotek wszędzie gdzie się da), wówczas fotowizytówki staną się standardem.

Tyle tylko, że wówczas nie będą już komunikować o nowoczesności i otwartości firmy. Będą zwykłymi wizytówkami.

Tags: ,

3 komentarze

wiadomie niewiadomi – polski biznes

mebleCzasem przysłuchuję się, jak rozmawia nasz handlowiec z klientami, których chce przekonać do stworzenia strony www. Jednym z jego sposobów na zdobycie klienta jest wyszukiwanie kiepskich stron i oferowanie stworzenia nowej. Gdy dojdzie do przesłania oferty, szansę na pozyskanie klienta mamy dość dużą. Sęk w tym, że do takiej sytuacji dochodzi niezwykle rzadko. W ok. 45% przypadków trafiamy na sytuację, że potencjalny klient jest świadomy tego, że ma kiepską stronę i już zlecił agencji interaktywnej stworzenie nowej. To są klienci, którzy wiedzą, że Internet to w większości przypadków najlepsze medium do promocji, budowania wizerunku i sprzedaży. Ok. 50% potencjalnych klientów jednak kompletnie tego nie rozumie.

Rafał dzwonił w piątek do firmy posiadającej stronę stoi za firmą przedstawioną na stronie, usłyszał od pani, że na pewno wszystko jest dobrze i nie potrzebują innej firmy, gdyż „mamy serwisanta, który zajmuje się stroną”…

I to właśnie obrazuje polski biznes. Zacofanie do tego stopnia, że nawet nie dostrzega się absurdu sytuacji: ktoś zajmuje się stroną, a mimo to jest ona popsuta i nieaktualna. Nawet jeśli ów serwisant świadomie kopie dołki pod swoim pracodawcą, to przecież ktoś kto działa w biznesie nie może być tak głupi, by tego nie zauważyć nawet, gdy ktoś trzeci (w tym wypadku my) rzeczowo zwraca uwagę.

Idąc tym tropem można dojść do wniosku, że gdyby bohaterce tego tekstu ktoś zalał mieszkanie, ona pewnie taplała by się w wodzie przez lata, aż by wszystko nie zgniło, uparcie twierdząc, że nie ma problemu, bo mąż na pewno dobrze zajmuje się mieszkaniem. Nie wierzę jednak w taki scenariusz. Zacofanie, słoma z butów, brak orientacji we współczesnych technikach marketingowych, brak świadomości wpływu wizerunku na działania firmy – to tzw. „polski biznes”. Określenie, które w różnych kręgach funkcjonuje pejoratywnie i nie widać, by obraz ten miał się zmienić. Może nowe pokolenie zmieni sytuację.

Tags: , ,

Brak komentarzy

Tradycyjny polski piec

domekMiałem już odpuścić sobie temat Anglii, ale właśnie przeczytałem na Onecie o tym jak Polacy znów zaszaleli na wyspach. Otóż był sobie ładny domek, historyczny, XIX-wieczny (teraz w Anglii buduje się takie domki, jak ten po lewej). Kiedyś nawet ojciec królowej Wiktorii w nim mieszkał. Później posiadłość „występowała” w serialu Inspektor Morse. Jak widać więc domeczek co jakiś czas stawał się sławny.

Teraz rozsławiła go 15-osobowa grupa Polaków, która zamieszkała w nim w zeszłym roku. A że nie trzeba było za domek płacić to go nie szanowali i zrobili z domku ruinę. Czara goryczy jednak została przelana, gdy jak twierdzi sąsiad Polaków, „zbudowali tradycyjny polski ceglany piec na tyłach ogrodu, palili w nim i zasmrodzili całą okolicę”.

Trochę mi się chce śmiać z pewnych stereotypów (do których właśnie doszedł śmierdzący, tradycyjny polski piec), a trochę płakać, że nieustannie pracujemy na to, by te stereotypy nie zginęły.

I tak na koniec jeszcze krótka historyjka o pewnym kierowcy busa, który wiózł mnie w nocy jakieś 7 lat temu z jednego końca Nowej Huty na drugi. Jego bus był nienagannie czysty i zadbany. A służył przecież przewożeniu pijanych nastolatków. Zdawać by się mogło, że taki bus powinien być zdewastowany, zarzygany i z porozdzieranymi siedzeniami. Kierowca powiedział mi wtedy, że jest względny porządek, bo dba o auto. Dlatego, że w środku jest ładnie to jeden z drugim mają większy opór by dewastować busa. Kierowca tak dbał o wizerunek pojazdu, że ludzie lubili nim jeździć, a ja wspominam go do dziś.

Takiego kierowcy najwyraźniej zabrakło w domu zdewastowanym w Anglii przez Polaków…

Tags: ,

Brak komentarzy

Polacy, kradziee i… Borek

borek_smallJeszcze mi nie przeszło po Londynie. Parę kolejnych przemyśleń.

Kradzieże –  zwiedziłem w Londynie wiele lokali, pubów, restauracji, kawiarni. W wielu dość widoczne były informacje, by uważać na kradzieże. Gdy byłem w zwykłym pubie, zdziwiłem się. Gdy poszedłem do Starbucksa, zdziwiłem się jeszcze bardziej. Gdy jednak zobaczyłem przestrogę w dość ekskluzywnym klubie, nie mogłem uwierzyć. Ci sami Anglicy, którzy tak dbają o atmosferę, nie boją się wstawiać takich tabliczek, które sprawiają, że człowiek momentalnie staje na baczność i rozgląda się za złodziejami. Myślę, że to strzał w kolano. Wiadomo, że złodzieje są w każdym państwie i że przy notorocznym braku uwagi na swoje rzeczy, może się zdarzyć tak, że coś zginie. Po co o tym trąbić w miejscach, do których przychodzi się odpocząć, dobrze zjeść, czy orzeźwić napojem. Wydaje się duże pieniądze na wystrój, miłą obsługę, etc., a potem ucina gałąź na której się siedzi poprzez straszenie o kradzieżach.

Polacy – nie mogę wyciągać żadnych daleko idących wniosków na temat wizerunku Polaków, po zaledwie 7 dniach pobytu. Przedstawię jednak kilka sytuacji, których byłem świadkiem.

  • w samoobsługowej restauracji na Covent Garden pytają klientów skąd są (taki prikaz, by nawiązać więź z klientem, by ten poczuł, że im na nim zależy) – gdy do kasy podeszli Hiszpanie, usłyszeli pytania typu „z jakiego miasta” i pochwały „piękny kraj, piękne miasto, świetna pogoda” – gdy ja powiedziałem, że jestem z Polski, usłyszałem zdziwione „oh” i po chwili konsternacji „pracuje u nas Polka”
  • gdy widziałem tabliczkę „nie karmić ptaków” (dwukrotnie, w różnych miejscach), znajdywali się ludzie, którzy karmili gołębie – wszyscy byli Polakami
  • w muzeum filmu minąłem totalnie zagubionych ludzi – nie potrafili poruszać się zgodnie z wytycznymi muzeum – Polacy
  • w tym samym muzeum była wystawa poświęcona The Beatles – zakaz wykonywania zdjęć złamałem sam (tak, jestem Polakiem), gdyż żona bardzo chciała fotkę z oryginalnym zestawem perkusyjnym najbardziej rozpoznawalnego zespołu w historii – idziemy dalej, wchodzimy do dużego pomieszczenia, które jest kopią pokoju Sherlocka Holmesa z jednego z filmów – pokój jest oddzielony liną, by nie można było do niego wejść – nic z tego – Polacy próbują przedostać się do niego, by rozsiąść się w fotelu detektywa i zrobić zdjęcia, głośno kontestując, że i tak im nikt nic nie zrobi
  • na lotnisku zaczepia nas Polak zionący alkoholem i pyta, czy lecimy liniami „rajner” (chodziło mu zapewne o Ryan Air)

Jawi mi się taki obraz ludzi, którzy przyjechali do Anglii wyłącznie by pracować na najniższym szczeblu (w hotelu obsługę mieliśmy prawie wyłącznie polską), nie radzą sobie z językiem i przede wszystkim pewnym porządkiem jaki tam panuje. Jawią mi się ludzie, którzy nie szanują czyjejś kultury i mają się za lepszych. Dlatego właśnie nawet nie chce im się spróbować zaadoptować.

Oczywiście to tylko 7 dni i pewna wycinkowość zdarzeń. Również przypadki, które spotkałem mogły być zbiegami okoliczności. Możliwe też, że Anglicy nie postrzegają tego w ten sposób. Dlatego nie wyciągnę żadnych wniosków. Jeśli jednak więcej osób ma podobne spostrzeżenia, to chyba coś jest na rzeczy.

PS. W Polsce Peugeot 308 jest raczej autem dla facetów (przynajmniej jak sobie przypomnę to za kierownicą tych aut widzę wyłącznie mężczyzn – odwrotnie niż na przykład w Yariskach, czy Micrach). Za to w Anglii auto to jest pozycjonowane pod kobiety za pomocą kampanii drive sexy. Ot taka ciekawostka.

PS2. Zdjęcie do tego wpisu to ukłon w stronę naszego programisty Marcina Borka. Gdy zobaczyłem w jednym z lunch barów na Notting Hill,  że jedna z przekąsek nazywa się Borek, nie mogłem się powstrzymać od zrobienia zdjęcia:)

Tags: , ,

Brak komentarzy

God save the queen

towerbridgeWróciłem właśnie z wakacji w Londynie. To był tydzień intensywnego zwiedzania i zachwycania się tym fantastycznym miastem. Nie brakło mi jednak czasu na obserwacje, a co za tym idzie kilka spostrzeżeń.

Pierwsza rzecz, która mnie uderzyła, to fakt, że prawie każdy biznes ma swoje logo. Nawet tzw. przeciętny Smith (choć właściwie powinienem tu wymienić arabskie nazwisko, gdyż wiele sklepów prowadzą przedstawiciele tej grupy etnicznej) prowadzący jakiś kiosk posiada logotyp. I nie mówię tu o tym co widuje się w Polsce, czyli po prostu zwykły napis, np. „Szewc”. Nie, tam logo ma swój cel. Jest profesjonalnie wykonane, z dbałością o detale, typografię i kolorystykę. A nazwa to nie „Szewc”, tylko np. „Szewc Wilson”. Anglicy wiedzą jak budować marki już na poziomie drobnego handlu czy usług.

To nie jedyny przejaw świadomego budowania wizerunku. Na Shaftesbury znajduje się Rainforest Cafe. Gdy wchodzi się do środka nie wchodzi się do zwykłej kafejki. Wchodzi się do tropkialnego świata, który pobudza wyobraźnię. Sugestywne odgłosy, żywa kolorystyka, do tego małpy, tygrysy i inne zwierzęta – całość wieńczy ogromna wodna kaskada podlewająca równikową roślinność. Po prostu inny świat. A tak przy okazji można tam zjeść i kupić różne maskotki.

To wewnątrz. A zewnątrz? Przyjrzyjmy się Kingly Court na Carnaby st. Oczywiście to centrum handlowe wygląda bardzo atrakcyjnie w środku, ale moją uwagę przykuł olbrzymich rozmiarów wieszak i metka z ceną, zawieszone gustownie na budynku. Taka przestrzenna i sugestywna forma błyskawicznie wyróżnia budynek spośród dziesiątek podobnych na tej ulicy.

Image londyńskich firm i instytucji to nie tylko świetna identyfikacja wizualna, czy kreatywne tworzenie otoczenia zakupowego. To też świetna organizacja i wykorzystanie nowych technologii. W katedrze Westminster zwiedzający dostają coś a’la telefon komórkowy, który po przyłożeniu do ucha staje się wygodnym przewodnikiem. Polscy lektorzy, zdjęcia eksponatów, wygodny dostęp do zawartych treści – wydaje się to takie oczywiste, a jednak prawie nieosiągalne w Polsce.

Z kolei muzeum dziwności Ripley’a przy Piccadilly Circus, zaskoczyło mnie tym, że w jednym z pomieszczeń (stylizowanym na pokój zaprawionego w bojach podróżnika) pojawiła się postać Ripleya (to taki szalony podróżnik z początków 20 wieku), która była świetnie wkomponowanym w pokój hologramem. Facet mówił do mnie jak żywy, a dzięki odpowiedniej synchronizacji z przedmiotami znajdującymi się w pokoju, widziałem, jak hologram otwiera skrzynkę, wiesza kapelusz na stojaku, kręci globusem i o mało co nie wywraca wazy.

Anglicy wykorzystują wiedzę o marketingu i nowe technologie, po to by budować pozytywny wizerunek i wygrywać walkę o klienta. Robią to nie tylko duże firmy i instytucje, ale i małe sklepy.

Gdy polscy emigranci zaczną masowo wracać do Polski, może oprócz pieniędzy, przywiozą też know-how. Ta wiedza i sposób myślenia, będą więcej warte niż funtowe zaskórniaki.

Tags: , ,

Brak komentarzy

Frost-Nixon

frost-nixonObejrzałem wczoraj „Frost-Nixon”. Film ciekawy, aczkolwiek zaczynając go oglądać, robiłem to z przeświadczeniem, że będziemy mieć do czynienia z fenomenalnym dziennikarzem Davidem Frostem, który dzięki odpowiedniej sztuce wywierania wpływu, a także dzięki nieziemskiemu intelektowi, wyciągnął od prezydenta Nixona kompromitujące wyznania.

Nie wiem, jak było naprawdę – nie żyłem w tamtych czasach, ale po obejrzeniu filmu, byłem mocno zdziwiony, gdyż Frostowi dorobiono gębę świetnego dziennikarza, tymczasem (jak pokazuje film), dziennikarzem był kiepskim. Nixon wodził go za nos i oglądało się to tak przykro,  jak wywiady z niektórymi polskimi politykami-populistami. Tak fatalny dziennikarz w ogóle nie powinien być pokazywany w telewizji, a już na pewno nie gloryfikowany za swoją nieudolność. Zdarzył się jednak dla Frosta cud. Otóż Nixon postanowił pozbyć się ciężaru, który nosił w sobie tak długo. Wyrzucił z siebie co mu leżało na sercu i zasługa Frosta była prawie żadna. Frost wyciągnął na światło dzienne niewygodne fakty, które podsunął mu pod nos prawdziwy dziennikarz śledczy (nazwiska nie pamiętam). To oraz chęć „wylania łez” przez Nixona sprawiło, że prezydent się otworzył. To uczyniło Frosta sławnym.

Ciekawe jak jeden fakt z życia człowieka powoduje pewną (niesłuszną) opinię, która potem powtórzona tysiące razy, czyni zeń herosa żurnalizmu. Taki wizerunek ma Frost do dzisiaj. Zupełnie niesłusznie.

Tags: , ,

Brak komentarzy

Made in Sweden

szwecjaPrzeczytałem w ostatniej Angorze o kraju, który niegdyś nam potop zgotował. Jak donosi korespondentka tygodnika, Szwedzi mają dużą świadomość marki „Szwecja”. Już bardzo dawno temu powołali specjalny komitet ds. promocji Szwecji zagranicą. Komitet ten wytycza kierunki tworzenia wizerunku kraju ze stolicą w Sztokholmie.

Efekt działań jest znakomity. W rankingu Państw-marek, Szwecja plasuje się na 10. miejscu (przykładowo Polska na 30.). Okazuje się, że to jak postrzegamy Szwecję ma źródło w narodowej strategii, nad którą myślą specjaliści.

Oczywiście można zapytać „co ma wspólnego IKEA z narodową strategią?”. Otóż ma. Wytyczne komitetu nie są same sobie. Nie służą też wyłącznie politykom (swoją drogą tam nie ma możliwości, by jakiś polityk przedstawiał w niekorzystnym świetle swój kraj zagranicą – powinno się wysłać paru macherów z PIS-u do Szwecji po naukę). Wytycznych tych słucha cały naród. Wytyczne te podaje się w na uroczystej gali w miejscu, w którym rozdawane są nagrody Nobla, a na gali tej występują najwięksi szwedzcy artyści.

Jeśli tęgie głowy ustalą, że wizerunek Szwecji w świecie ma być budowany wokół skojarzeń wolność, otwartość, nowoczesność i opiekuńczość, to tak się dzieje.  Volvo tworzy nowoczesny design aut. IKEA w ramach otwartości zaprasza na dobre jedzenie i robi promocję w której za złotówkę przywozi meble do domu (wczoraj skorzystałem – nawet kurierzy byli mili i otwarci – założę się, że IKEA położyła na to duży nacisk).  A w ramach nowoczesności, pozwala na projektowanie mieszkania za pomocą programu, który można pobrać ze strony. W kryterium wolności, również doskonale się to wpisuje.

A teraz przejdźmy do czynnika ludzkiego. Kiedyś przez trzy lata działałem w branży turystycznej. Przeszedłem w niej każdy stopień. Zaczynałem od zapraszania turystów do hostelu, zagadując ich na warszawskim Dworcu Centralnym. Potem pracowałem na recepcji, potem zarządzałem hostelem, aż w końcu zostałem współwłaścicielem sieci hosteli. Na każdym etapie miałem kontakt z turystami ze Szwecji. Miałem też porównanie do turystów z innych krajów. Szwedzi zawsze byli otwarci, uśmiechnięci, a w swoim liberalnym podejściu, kulturalni, czym różnili się od Anglików, jak ogień i woda. To jest efektem odpowiedniego wychowania. Odpowiedniego przykładu, który idzie z góry. Odpowiedniej propagandy, która sprawia, że Szwedom zależy na ich wizerunku. Również przeciętnemu Karlssonowi, który jedzie zwiedzać inne kraje. Jakże różni się taki Karlsson od Kowalskiego…

Przed Olimpiadą w Pekinie większość elektronicznych tablic reklamowych w Chinach, wypełniały rządowe filmy instruktażowe o tym, jak się zachowywać (Chińczycy mają szereg zachowań, które Europejczyka mogą wprawić w osłupienie lub wręcz obrzydzić). Były zrobione w dowcipny, acz jednoznaczny sposób. I filmy te poskutkowały. Są kwestie, w których można się z Państwem Środka nie zgadzać. Tutaj akurat daję 100% poparcia i marzy mi się, by w Polsce też ktoś zajął się wizerunkiem kraju. By stało się to na szczeblu centralnym. By tęgie głowy faktycznie były tęgie, a nie z nadania politycznego. I by uczestniczył w tym zwykły Kowalski. Nawet jeśli miałby być tylko widzem odpowiednio przygotowanego filmu.

Wszyscy byśmy na tym skorzystali. Nie tracilibyśmy czasu zagranicą na tłumaczenie gdzie jest Polska albo dlaczego kradniemy tak dużo aut.

Tags: , ,

Brak komentarzy